7g

Anna Stępniak: Siedem grzechów głównych polskiej prawicy

Bycie konserwatystką bywa męczące – z jednej strony stygmatyzacja przez wielu miejskich „postępowców”, a z drugiej coraz silniejsze poczucie zażenowania i zniechęcenia w reakcji na wyczyny czołowych (nie)medialnych „prawicowców”

Czym właściwie jest prawica w Polsce? Jaki jest jej desygnat? Coraz częściej odpowiedź na to pytanie sprawia trudności. Polityka staje się coraz bardziej emocjonalna, a więc i partie oraz świat mediów (chcą/muszą) wpisywać się w ten nurt – kosztem sfery deskryptywnej i faktograficznej.

Nie wdając się w głębsze rozważania politologiczne, trzeba powiedzieć, że podział na te dwa bieguny zaostrzył się w ciągu ostatnich dziesięciu, a zwłaszcza pięciu lat. Ale początki tego podziału zarysował wszak kapłan III RP, a mianowicie Adam Michnik, gdy 25 lat temu kreślił wyraźne rozróżnienie na antykomunistów „właściwych” oraz „jaskiniowych”. To, co dzieje się w mediach, jest tego kontynuacją. I właśnie o media mi chodzi, bo nie warto pochylać się nad „świniami i szubrawcami”, którzy obficie zasilają poselskie ławy.

Wydaje się, że główna oś, determinująca ów podział w Polsce, wyznaczana jest przez stosunek do PRL-u i przemian okrągłostołowych. Ale w sferze gospodarczej i społecznej zdefiniowanie osi podziału lewica – prawica jest znacznie trudniejsze. Na przykład o udziale państwa w życiu obywatela oraz o kondycji struktur państwowych i oczekiwań wobec niego najczęściej wspomina prawica, a nie lewica (chodzi o stawiane pytanie, czy skoro polskie państwo nie umie zapewnić bezpieczeństwa prezydentowi RP, to czy spełni swoje obowiązki względem Jana Kowalskiego). A przecież, według niektórych, państwo powinno jak najmniej ingerować, nadzorować, wtrącać się itd. Ale ad rem. W niniejszym tekście autorka pragnie zwrócić szczególną uwagę na tych prawicowców/ konserwatystów/ parapatriotów, o których najgłośniej, a którzy przeważnie wyrządzają swoim odbiorcom niedźwiedzią przysługę.

Poniżej przedstawiam siedem rodzajów niedomagań (ułomności, błędów) strony prawej – tj. publicystów, komentatorów, dziennikarzy i szerzej – środowisk, które ją współtworzą. Sprzyjają one coraz większemu zniechęceniu i apatii zwykłego odbiorcy; deprecjonują również postulowane idee, stanowią o nieskuteczności przekazu itp. To, czym (nie)zajmują się prezydent, premier, minister, poseł, burmistrz, jest jakimś tam zdarzeniem X, lecz idzie o to, w jaki sposób można to przedstawić i co „dać od siebie”.

  1. Wojenki

Nie da się zbudować niczego sensownego, wzmagając personalne urazy i ambicje. Nie do wytrzymania są kłótliwość, egocentryzm, olbrzymia małostkowość i brak współdziałania. Iluż to publicystów i wydawców kroczy sobie po ziemi… a przed nimi idzie ich wielkie ego. To my ujawniamy!; Tylko u nas prawda; Nasz nius. Wszyscy mamy licencję na „niepokorność”! Ileż jest podkręcania niezdrowych emocji: Powiew świeżego powietrza w zatęchłym studiu TV (to z nagłówka); Wystarczy jeden mały krok, zwycięstwo jest już naprawdę blisko; dużo mocnych słów, urazów i niechęci, które tak naprawdę determinują charakter medialnego dyskursu po „naszej” stronie. Czasami też można odnieść wrażenie, że są pewne podmioty, które działają niczym „Gazeta Wyborcza” à rebours i potrafią sięgać po manipulacje i przeinaczenia, byle tylko dowieść czegoś niesamowitego i wyjątkowego, co – w ich mniemaniu – na pewno wpłynie bardzo korzystnie na wyniki finansowe swojego poletka. Niestety, ale zacietrzewienie nie może doprowadzić do niczego konstruktywnego, a już na pewno nie do tego, by utrzymać przy sobie konsumenta.

  1. Krecia robota

Niektórzy przedstawiciele mediów po prawej stronie wykazują – zdaje się – naturalną skłonność do podkładania się i dawania za bezcen najlepszych argumentów swoim najbardziej zagorzałym przeciwnikom. Tak jest, zwłaszcza gdy nie potrafi się korzystać z niektórych narzędzi, a zwłaszcza Twittera. Wielu z szanownych dziennikarzy nie rozumie, do czego to medium służy. A ich działania kończą się tym, że w 160 znakach chcą zawrzeć iście genialną myśl dotyczącą jakiegoś superistotnego zdarzenia. Myślą tak i myślą, stuk, stuk, jest, enter! Po czym okazuje się, że wyszło nie tyle zjawiskowo, co koślawo, strasznie, a wręcz groteskowo. Ale za późno, przekaz, nawet najbardziej głupi, poszedł już w świat, a tzw. screeny zostały dawno już zapisane na dyskach twardych u konkurencji… I zaczyna się – tygodniowe wałkowanie tematu, który jest kompletnie nieistotny; chodzenie po telewizjach, tłumaczenie się, co się miało na myśli, odkręcanie, a czasem grożenie pozwami za niewłaściwą interpretację myśli geniusza. A biedny, osamotniony konserwatysta załamuje ręce i zastanawia się: czy naprawdę mam ochotę dalej inwestować w coś tak jałowego i bezsensownego?

  1. Ponury beton

Trudno przekonywać do siebie szerokie grono odbiorców, tkwiąc w narzuconych przez samych siebie schematach, gdzie nie ma możliwości dyskutowania. Najlepiej, jak czynią to niektóre środowiska, zwłaszcza prasowe, okopać się we własnych szańcach na świętej wojnie ze Złem i nie zmieniać nic. Co z tego, że odpływ czytelników będzie się zwiększał z każdym rokiem! Najwygodniej nakreślić czarno-biały obraz, w którym nic się nie zmienia, żaden nawet najmniejszy punkcik. Przykro to przyznać, ale często (zbyt często) po prawej stronie jest tylko powaga, która ociera się o kicz czy wręcz surrealizm. Nie ma sensu przekonywać przekonanych, pytanie, co zrobić, by otworzyć się medialnie na tych niezdecydowanych i niezainteresowanych? Konserwatyzm nie musi być ponury i – przepraszam za potoczne sformułowanie – pszenno-buraczany. Jest naprawdę bardzo, bardzo niewiele inicjatyw, w których działają ludzie o bardziej otwartych umysłach. To poważny problem komunikacyjny, który jest istotną barierą.

  1. Dziadostwo

Brak znajomości prawideł marketingu, psychologii i PR-u jest czymś, co ciężko wybaczyć. Dziadowsko robi się strony internetowe, dziadowsko obrabia się zdjęcia, groteskowo przygotowuje się okładki. Czasami można odnieść wrażenie, że niektóre prawicowe media mają deficyt grafików, a termin „nowoczesne formy komunikacji” jest im nieznany. Warto zajrzeć do mainstreamowej, zepsutej i zaprzedanej władzy konkurencji i zrozumieć, że wiedzą oni całkiem sporo o doborze kolorów, zdjęć, komponowaniu layoutów, tworzeniu przejrzystych struktur, które oko ludzkie po prostu chłonie. Niestety, ale bardzo wiele treści elektronicznych i papierowych tworzonych przez prawicę jest beznadziejnych, a nierzadko wzbudzają one autentyczny śmiech. I nie pomogą tu tłumaczenia, że nie ma na to funduszy – wystarczy po prostu odrobina biznesowego myślenia. Praca w mediach przedstawianych jako prawdziwe/ wolne/ misyjne nie polega tylko na tym, by przedstawić (mądre) treści, ale też w jaki sposób tego dokonać.

  1. Oddanie walkowerem kultury i sztuki, bo wszystko, co współczesne, jest „zepsute”

Zdecydowana większość prawicowców brylujących w mediach nie ma podstawowych narzędzi i kompetencji, by wypowiadać się o sztuce nowoczesnej, ale też nie ma chęci, by zrozumieć, jakie przemiany dokonały się w tej sferze w wieku XX (chyba że to taka poza). Nie wszystko, co istnieje poza kanonem klasycystycznym, poza harmonią i proporcją oraz akademickimi tematami musi być z gruntu brzydkie, nieciekawe i szkodliwe. Na przykład w idealizowanym i ulubionym przez prawicę okresie II Rzeczypospolitej powstało wiele sztuki, którą można by uznać za „zdegenerowaną”, nieklasyczną, dziwną, niezrozumiałą i „nieforemną”. Słychać o honorze, zasadach czy rozwoju przemysłu, a czemu nic o awangardzie, formistach, kapistach, art déco…?

Z drugiej strony, prawica na własne życzenie jest łatwym atakiem wyjałowionego, odartego z wartości i uzbrojonego okrętu sztuk płynącego obecnie cieśniną między Scyllą wynaturzonej rewolty (rewolty dla samej rewolty) a Charybdą zwyrodniałego indywidualizmu (egocentryzmu jako usankcjonowanej wartości). Lewactwu, które nie ma nic do powiedzenia, zamiast się na nie oburzać, należy powiedzieć jasno: golizna jest wtórna, skandal jest przebrzmiały, a wy od ponad 120 lat chcecie kruszyć zatęchłe mury mieszczańskiej obłudy, ile można?

  1. Ekologia tylko dla frajerów

Pomysł, że zainteresowanie środowiskiem, ekosystemami, ginącą fauną czy florą, a przede wszystkim zmianami klimatu, jest tylko dla frajerów i lemingów – to jedno z większych nieporozumień po prawej stronie. Dlaczego zieloni muszą być lewicowi?

Prawica powinna w sposób zdecydowany zająć się nieodwracalnymi zmianami dokonywanymi na ziemi przez człowieka. Tymczasem takich tematów kompletnie brakuje, a gdy są podejmowane, stają się przede wszystkim obiektem kpin i żartów.

Błędem jest traktowanie tych spraw jako marginalnych i drugorzędnych. Tempo rozwoju miast i przemysłu przy nigdy wcześniej nieistniejącej tak dużej dynamice przyrostu naturalnego w skali globalnej może przynieść nieodwracalne skutki dla życia wszystkich organizmów na całej planecie. Dlaczego oddawać lewicy walkowerem tak ważne zagadnienia?

  1. Dobrze mi w mojej ciasnej, skisłej jaskini

Ciężko to przyznać, ale prawica często jest ograniczona, czy wręcz ksenofobiczna, wroga innym kulturom i nacjom. Polska, choć mamy obowiązek o nią dbać i pracować, aby była wspaniała, nie jest centrum wszechświata. Nie warto też obsesyjnie skupiać się wokół idei, że Polska jest i musi być przedmurzem wszystkiego, co złe, a strażnikami prawdy, pamięci i godności jest wyłącznie polska prawica…

Nie znaczy to, by teraz – w kontrze – skupiać siły i środki na przygotowaniu obszernych reportaży o buddystach ze Sri Lanki albo na gwałt przeprowadzać wywiady z naukowcami ze stacji badawczych na Antarktydzie, ale czy 95% treści przekazywanych odbiorcom musi dotyczyć wyłącznie Polski? A czemu by tak nie zająć się Bliskim Wschodem czy Azją, gdzie mieszkają miliony chrześcijan? Jeszcze gorzej: dominująca prawica za mało mówi nawet i o samych Polakach, ale tych mieszkających daleko od ojczyzny, ot, chociażby w Kazachstanie. I zamiast bić na alarm, że Polaków z kazachskich stepów z chęcią ściągają do siebie Putin i Łukaszenka, prawicowe tuzy dziennikarstwa wolą koncentrować się na tym, co powiedział trzeciorzędny rangą poseł partii Krzak. Tym samym również medialna prawica przyczynia się do bardzo niebezpiecznego upolitycznienia całego naszego życia społecznego.

Podsumowując: prawicowiec w Polsce, zwłaszcza młody, czuje się zmęczony i pozbawiony zapału. I w pewnym, ograniczonym tylko stopniu dotyczy to sfery polityki. Równie przytłaczająca jest jakość dyskusji prezentowana w wielu mediach kojarzonych z prawicą. Warto to zmienić i nie zrzucać całej winy tylko na nieudolnych polityków.

Tekst pochodzi z kwartalnika „Fronda Lux”, nr 74.