reka2

Jacek Lilpop: CIAŁO JEST PO PROSTU DUSZĄ – CORPUS W ZACHĘCIE

Fenomen artystów zajętych badaniem swojego ciała (Ciało – po łacinie corpus – to tytuł jednej z wystaw końcówki roku 2014 w Narodowej Galerii Zachęta), wpatrzonych w pępki, paluszki, bo dzisiaj artysta jest też naukowcem, socjologicznym badaczem problemu płci, religijności, równości i nierówności, ekstrawagancje artystów daremnie szukających w mięsie duchowości, nie tylko artystów, ale i kuratorów oraz animatorów kultury, muszą budzić refleksję na temat kondycji współczesnej, zachodniej cywilizacji. Pisał już na ten temat Sławomir Marzec w książce Sztuka, czyli wszystko. Krajobraz po postmodernizmie wydanej przez Towarzystwo Naukowe KUL i Lubelskie Towarzystwo Sztuk Pięknych.

Główne cechy postsztuki to nijakość i symulowanie głębi, mądrości, inteligencji, wyobraźni, dowcipu i talentu. Zamiast poszukiwania głębi, mądrości czy ważności mamy proste rekonstrukcje – przekładanie rzeczy i znaczeń w inne miejsca w nadziei, że stanie się coś nowego, że wyjawią one swoje inne aspekty,. De facto jest to poszukiwanie konsternacji widza (…).

Wstępem do wystawy Corpus w Zachęcie był zbiór 11 wyświetlanych elektronicznie nad wejściem na wystawę cytatów, encyklopedycznych definicji, aforyzmów, a zaczynała je wyliczanka: ciało jest zbiorem części, kawałków, członków, stref, stanów, funkcji. Potem przesuwały się zdania: Ciało – polimorficzny oksymoron, Ciało jest materialne, Ciało jest niematerialne, Ciała mijają się, ocierają, tłoczą. … Zamykało tę projekcję poniekąd definiujące wystawę stwierdzenie – CIAŁO JEST PO PROSTU DUSZĄ.

Inspiracją wystawy były dwie książki Corpus oraz Corpus II Jean-Luca Nancy’ego, jednego z czołowych francuskich myślicieli nurtu dekonstrukcji w filozofii, ucznia Derridy.

I o ile w Corpus Jean-Luc Lancy – niemal słowo w słowo za Arystotelesem – mówi, że Dusza bez zewnętrza, będąc całkowicie skupiona w sobie, nie mogłaby czuć ani myśleć, bo jest jednak wyposażona w skórę, która jest jej formą, to wystawa Corpus traktująca ciało dosłownie jako duchowość skutkuje tym, że w Zachęcie widzimy formę, ale duszy tam nie widać.

Widać natomiast daremność i powierzchowność, wręcz żałosną śmieszność usiłowań dotarcia do niematerialnej treści poprzez różnorakie mutacje jej materialnej formy. Obnażanie ciała, pokazywanie go z tatuażem i bez, udręczonego, samookaleczonego albo krzepkiego, z nadzieją przedstawienia go jako duchowej treści, jako duchowości, to zamknięty krąg, prowadzi nie do duszy, ale do ciała, tylko do ciała. Pokazywanie otworów ciała, jego wydalin, wydzielin, ściskanie go, poklepywanie, wpatrywanie się weń, gładzenie, wchodzenie ciała w ciało, wizerunek ciała owłosionego i po depilacji, różnorodne wariacje układanek z paznokci, włosów, genitaliów, cóż nam nowego oznajmią o duchu zamkniętym w ciele? Przetworzone zdjęcie coitus, tak by nie było banalnym zdjęciem pornograficznym, co mówi o uczuciu przeżywanym przez spółkujących kochanków, co powie o miłości? To tylko forma, pusta forma. Ciało w ciele, ciało ciałem przykryte, nagie ciało dziewczyny pod szkieletem, ocieranie się ciał, dotykanie ciał, wąsy, kości, ślina, gonitwy ciał – podróbka, falsyfikat, pozór i złudzenie duchowości.

Czy owe wysiłki nie przypominają sowieckiego lotnika, który – wyleciawszy ponad chmury – oświadczył, że Boga nie ma, bo go tam nie widział, a artyści – à rebours – daremnie szukają duszy w swoich pępkach, narządach, w fizjologii, tak jakby mogła ona przekazać uniesienie duchowe miłości. Cóż nam o duszy powie pokazanie gołego tyłka, demonstracja szkieletu? Nic nie powie, bo ona nie z materii, ale z Ducha.

Laicki, materialistyczny świat marzący o duchowości, szukający nieuchwytnej psyche, tropiący duchowość w ciele, jungowskie starania o odnalezienie Boga nie w transcendencji, ale tylko w sobie. Materia materią pokazana, materią uświęcona. Duchowe celebry ciała, świątynie ciała, cielesność, cielec ciała, hołdy sztuką ciału składane, ubóstwianie ciała, ofiarne dymy sztuki ciała. Świątynie sztuki, owe współczesne świątynie ducha laickiego społeczeństwa, mające zastąpić i pełnić rolę domów modlitwy, świątynie laickiej modlitwy – bo sztuka jest przecież wartością i strawą duchową– pokazują, że są jedynie ersatzem świątyń i kościołów, namiastką ducha i duchowości, wskazują na swoją ułomność i miałkość.

Rumuński filozof i religioznawca Mircea Eliade twierdzi, że wszystkie cywilizacje od zarania były religijne. To dopiero w naszych czasach cywilizacji technicznej pojawia się fenomen areligijności, to my jesteśmy wyjątkiem. Konsumpcyjni ludzie Zachodu odrzucający tradycyjną religijność, zanurzeni w cielesności i ją nazywający duchowością, odwracający się od wiar przodków, którzy dążyli do uniezależnienia od cielesności, a nie jej ubóstwiania, bo ona przemija, znika jak chmura, że cały ten zlaicyzowany świat materialistyczny, racjonalistyczny, agnostyczny, zsekularyzowany Zachód, jest odwróceniem, zaprzeczeniem drogi duchowego wznoszenia i swoją duchowość usiłuje rozpoznać w zaprzeczeniu tego, co było dotychczasowym kierunkiem. Wszak wystawa w Zachęcie i wiele jej podobnych, w ciele zanurzonych, mówi o odwróceniu tego kierunku, o odwróceniu znaku, o powrocie do animalności!!!

Wielkie ruchy religijne, duchowe w historii ludzkości, filozofie starożytności dochodziły do podobnych konkluzji, mówiąc językiem „humanizmu”: by bardziej być człowiekiem, należy poskromić naturę, opanować ciało, wznieść się ponad jego ograniczenia. Żeby się uczłowieczyć, należy biologię skrępować, ograniczyć. Duchowość jest odwrotnością cielesności. O czyimś duchowym upadku, stoczeniu się wciąż mówi się jako o zezwierzęceniu. Aby stać się człowiekiem idealnym, świętym, oświeconym, drogą wyrzeczeń i wieloletnich, niełatwych praktyk i ćwiczeń należy wznieść się ponad animalność, poskromić cielesność, zwierzę w człowieku wyciszyć i skrępować, po to by wyzwolić siły, które człowieka w człowieku ograniczają, jego duchowość krępują. Skrajnemu heroizmowi potrafią sprostać oczywiście tylko nieliczni, lecz kierunek od tysiącleci jest ten sam – od animalności i cielesności ku duchowości, a nie na odwrót.

Czy odchodzenie nie tylko od religijnej, ale i od starożytnej, platońskiej koncepcji człowieczeństwa, dwa i pół tysiąca lat temu rozpoczęta przygoda greckich myślicieli z filozofowaniem, doprowadziły do tego, że człowieka zamykamy w jego biologicznych funkcjach i niemożliwa jest substancjalna, a tylko funkcjonalna definicja człowieczeństwa, że nie ma w nim żadnej zasady scalającej, ponieważ to mózg wytwarza złudzenie podmiotowości zwane duszą? Ciało jest po prostu duszą?

Rezygnacja z tradycji, radykalna zmiana wektorów, dekonstrukcja kultury – a sztuka jest papierkiem lakmusowym takich tendencji – nie tylko zdumiewa; także niepokoi. Wystawa Corpus w Zachęcie, jej absurdalna miałkość dowodzi, że takie obawy i pytania nie są bezzasadne.

Tekst pochodzi z kwartalnika „Fronda Lux”, nr 75.