Jacek Podgórski: Ojczyzna to jest pewnie taki dół…, czyli co mówią nam Soki?

Najistotniejszą kwestią poruszaną przez poetę jest pytanie, jakiej Polsce powinniśmy być wierni

W książce Generacja źle obecna Wojciech Kudyba zaliczył Romana Bąka do grona poetów, których, poza zbliżoną datą debiutu, łączy doświadczenie swoistego zawieszenia w specyficznym momencie dziejowym, który sam autor określił jako „pomiędzy”. Rzeczywiście – graniczność doświadczeń społeczno-historycznych okazała się kluczowa dla kształtu, jaki ostatecznie przybrał dorobek Jana Polkowskiego, Sergiusza Sterny-Wachowiaka, Piotra Cielesza czy wspomnianego Romana Bąka. W tym roku na rynku wydawniczym pojawił się nowy tom autora Rorate coeli pt. Soki. W większości są to wiersze już publikowane i zaznajomionemu z twórczością Romana Bąka czytelnikowi nie powiedzą wiele nowego. Inna jest na pewno relacja łącząca wspomniane teksty, co każe spojrzeć na nie właśnie przez pryzmat ich współwystępowania w nowym układzie tomu. Stanowią one rodzaj ścieżki, którą przebył autor w swojej dotychczasowej drodze twórczej, przypominając zarazem o tym, jak ponadczasowe wartości niesie ze sobą jego dorobek. Soki są przepełnione głębokim doświadczeniem egzystencjalnym. Wyczuwa się tu mądrość wynikającą nie z rozważań teoretycznych, ale z historii pisanych przez życie. Takie też są wiersze poświęcone szeroko rozumianej przestrzeni. Nie mówię tu o stricte topograficznym aspekcie tej twórczości, choć często stanowi on punkt wyjścia, ale o przestrzeni rozumianej jako plan głębszy, bo współdefiniujący wartości ludzkie.

Poezja autora Pola nie stanowiła nigdy tematu istotnych sporów krytyki. Mimo entuzjastycznego i na pewno zauważonego debiutu (mowa tu o recenzjach drukowanych w latach 80. w „Tygodniku Powszechnym”, których autorami byli Marek Skwarnicki i Jacek Susuł) nie znalazła swojego stałego miejsca w żadnym z istotnych dyskursów krytycznoliterackich – niesłusznie. Tematy i forma ich ujęcia są tym, co zapewnia Romanowi Bąkowi miejsce wśród, mówię to z pełną świadomością, najistotniejszych publikujących współcześnie polskich poetów.

Jest w tej poezji, która przebyła znaczną ewolucję, ogromna mnogość tematów ważnych. Niezwykle istotne i nowatorskie ukazanie miejsca Boga we współczesnym świecie, refleksja nad przemijaniem, frapujące wykorzystanie licznych kontekstów kulturowych – te elementy oraz wiele innych budują poezję jednego z niesłusznie nieobecnych twórców. Ja jednak chciałbym przyjrzeć się uwikłaniu wierszy Bąka w trudną sytuację polityczną kraju i funkcji, jaką pełni w tych przedstawieniach kategoria przestrzeni rozumianej jako metafora osaczenia, zamknięcia na to, co dzieje się „poza”. Nieco dokumentacyjny charakter wybranych utworów autora Ukrzyżowania pozwala na dokładną obserwację wizji przestrzeni, rozgrywających się w niej stypizowanych i jednostkowych zachowań społecznych, pozwala poznać kategorie funkcjonowania pojęć, takich jak „ojczyzna”, „naród” czy „obywatel”, oraz przywołuje postacie wielkich polskich męczenników schyłku XX wieku.

Ojczyzna – obywatel – miasto

Niezbędną kategorią do zrozumienia specyfiki funkcjonowania motywu osaczenia w twórczości Romana Bąka jest pojęcie ojczyzny. Gdy prześledzimy dokładnie liczbę możliwych odautorskich perspektyw, okaże się, że sformułowanie prostej definicji jest co najmniej bardzo kłopotliwe. Po pierwsze słowo to, w czasie trzydziestoletniej pracy twórczej autora, przeszło znaczną ewolucję. Ciężar znaczeniowy przenoszony był na coraz to nowe elementy, wyraźnie zmieniając centralne znaczenie wyrazu. Niemniej istnieje pewien zestaw komponentów powtarzających się w twórczości Bąka i współwystępujących w wierszach poświęconych pojęciu ojczyzny, a dokładniej próbie jej poetyckiego zdefiniowania.

Jednym z kluczowych problemów, które pojawiają się przy lekturze omawianej grupy wierszy, jest próba określenia tożsamości Polski. Niepewność wobec relatywnej niepodległości kraju nastręcza wielu wątpliwości związanych z takimi wartościami, jak poświęcenie, oddanie czy patriotyzm. Najistotniejszą kwestią poruszaną przez poetę jest pytanie, jakiej Polsce powinniśmy być wierni. Wątpliwości związane z próbą nazwania kraju uwydatnione zostały w wierszu Polsko. Pierwszym, na co uważny odbiorca powinien zwrócić uwagę, jest dialogiczna forma wiersza.

Kwiaty tu więdną Polsko
ptaki umierają

Zachodzi tu pewien paradoks. Skoro podmiot zwraca się bezpośrednio do Polski, to o jakim „tu” właściwie mówi? Pomińmy fakt pejoratywnego nacechowania przestrzeni – najważniejsze jest bowiem poczynione przez autora rozgraniczenie na to, co w swojej istocie jest Polską, a co nie. Dookreślenie przestrzeni, o której mowa w utworze, i przypisanie jej granicom ówczesnej PRL nie jest wystarczającym warunkiem, aby pewną ukształtowaną geograficznie płaszczyznę nazywać ojczyzną. Jeszcze wyraźniejsze rozgraniczenie daje nam autor w czwartej strofie:

jak mam do nich mówić Polsko
jak mam do nich mówić
językiem którego nie znają

Pozbawienie zbudowanej w utworze przestrzeni języka, będącego nośnikiem tradycji i kultury, zamyka możliwość utożsamienia pojęcia „Polska” z miejscem opisywanym przez Bąka. Ojczyzna jest zatem bytem o ściśle nieokreślonym statusie, ale funkcjonującym w świadomości Polaków. Serce, w którym według autora nosi się patriotyzm, stanowi miejsce niedostępne i w związku z tym niemożliwe do zniewolenia. Dopóki żyją obywatele, całkowity upadek ojczyzny jest niemożliwy – nawet w obliczu sceny wieńczącej przywoływany wiersz:

tamtej nocy
dowlókł się do moich drzwi Polsko
maleńki ptaszek
z przetrąconym łebkiem
długo zaklinał się
długo przysięgał
jestem orłem
jestem orłem
naprawdę

Dramatyczna przysięga orła, uosabiającego symbolikę, tradycję i historię państwa, ilustruje skomplikowaną sytuację, w jakiej znalazła się Polska wraz ze swoimi mieszkańcami. Wiersz nosi datację ze stycznia 1982 roku, przez co wpisuje się w początkową fazę stanu wojennego, sankcjonując niejako trop generacyjny, o którym mówi Kudyba. Niepokojące jest pojawianie się u Bąka utworów o podobnej tematyce, porównywalnym tragicznym wydźwięku także w dalszych fazach twórczości. W wierszu z lipca 1986 roku pt. Ojczyzna to jest pewnie taki dół, poza właściwą częścią utworu, na pierwszy plan wysuwa się wątpliwość przemycona w tytule. Mowa tu o słowie „pewnie”. Od publikacji Polsko minęły wówczas już ponad cztery lata, a poeta, reprezentujący przecież jakąś część nastrojów społecznych, nadal nie uporał się ze sformułowaniem uniwersalnej tezy na temat funkcjonowania pojęcia ojczyzny. Szczątkowe informacje, oscylujące gdzieś wokół centrum definicji, pozwalają nam zbudować zaledwie cząstkowy obraz czegoś, czego konkretyzacja dopiero się klaruje. Wiemy tylko, że proces permanentnego odbierania obywatelom ich miejsca na ziemi jeszcze się nie zakończył. Autor Kanału wyraźnie podkreśla, że do zawłaszczenia pozostało jeszcze wiele, a tytułowy dół, do którego porównana została ojczyzna, jest jeszcze bardzo pojemny:

ojczyzna pewnie to jest taki dół
niesyty wołający jeszcze

Zwykła dziura w ziemi, o której mowa w wierszu, mieści w sobie „tyle świństwa”, z którego obywatele muszą czerpać wzorce. Jedyną historią, do której można się odwołać, jest historia PRL, jedyną ofiarą – samobójstwo wynikające z braku sensu, jedyną wartością – zaspokajanie najbardziej podstawowych instynktów.

Mimo tak widocznej degradacji pojęcia polskości autor przyznaje się częściowo do miłości, którą darzy zręb tego, co pozostało z wolnej Polski. Być może ze względu na pewną niekonsekwencję w używaniu słowa „ojczyzna” da się zauważyć podświadomą chęć odczuwania więzi nawet z tak zniewoloną przestrzenią.

Roman Bąk świadomie dąży do najpełniejszego zaprezentowania sytuacji człowieka uwikłanego w historię oblężenia. Tworzy przy tym pewien zestaw wartości, które stanowią wyznaczniki, punkty odniesienia wtedy, gdy próbuje się rozstrzygnąć, czy pewna postawa jest jeszcze moralna, czy też nie. Człowiek będzie zatem określany na podstawie kategorii takich jak prawda (ściśle związana z pojęciem języka), patriotyzm, poświęcenie, czy przez pryzmat reakcji na konkretne wydarzenia. Pomimo negatywnej diagnozy, znamionującej zaangażowaną lirykę autora Miary, są tu wiersze, w których wiara w ludzi wysuwa się na pierwszy plan. Zazwyczaj jest skorelowana z którąś z wartości nadrzędnych, czyli tworzących klasyczną definicję narodu. U Bąka, podobnie jak u Polkowskiego czy Herberta, będą to język i przywiązanie do tradycji. Szczególnie pierwszy z wymienionych stanowi w omawianym dorobku czynnik istotny. Mowa konstytuuje tu nie tylko pojęcie narodu równoważne z kategorią polskości, ale kreśli perspektywę znacznie szerszą, wskazując na istnienie pewnych wartości ponadnarodowych.

wierzę że człowiek to jest ktoś z kim można mówić
bo jest jedna tylko mowa jeden znak

(List do Grzegorza Przemyka, s. 12)

Roman Bąk mówi zatem o konieczności dialogu. Nie ma tu wskazania na jakikolwiek język konkretny – nie jest to polski, rosyjski, angielski, ale pewna ogólna mowa ludzkości, która opiera się nie tyle na prawidłach leksyki i gramatyki, co na zbiorze wartości decydujących o człowieczeństwie sensu stricto. Wierszy takich jak ten nie ma jednak w tej poezji zbyt wielu. Zazwyczaj wiarę przebijającą się z trudem przez świadomość historyczną zastępują gorzkie sądy prezentujące bezsilność wobec zastanej rzeczywistości i brak pomysłu na zmianę biegu dziejów.

Zniewolenie jednostki i brak jasnej definicji ojczyzny mają kluczowy wpływ na sposób funkcjonowania metafory przestrzeni osaczonej w twórczości Bąka. Nie tylko aspekt lokatywny decyduje o stopniu oblężenia – miejsce jest bowiem tylko namacalnym polem realizacji założeń zniewalających wobec zniewalanych. Niemniej nie da się oddzielić czynnika ludzkiego od konkretnych przestrzeni literackich i rzeczywistych, co zdaje się mówić Roman Bąk w utworach poświęconych bezpośrednio obrazowi miasta. Ambiwalentny stosunek do niego reprezentowany jest przez dwie grupy tekstów, z których pierwszą stanowią utwory ukazujące różnorodne typy walki o ulice, budynki czy mury, drugą zaś obrazy zupełnego zniewolenia miejskiej przestrzeni.

Katastroficzna urbs to obszar szczególnego ukształtowania przestrzeni. Istotną rolę pełnią w nim, oprócz popiołów i cmentarzy, gruzy oraz ruiny – symbole pożerającego czasu, zmiennego losu człowieka, a także pokusy przeżywania melancholijnego piękna i obowiązku „lamentacji nad unicestwionym miastem-ojczyzną”. Im właśnie przypisuje się największą moc wyobrażeniotwórczą, wizualizacyjną, czytelny dla odbiorcy „skandal poznawczy, który każe oglądać to, czego już nie ma.

Powyższa konstatacja Anny Mazurkiewicz-Szczyszek odnosi się do przedstawienia przestrzeni oblężonej zarówno czasów wojny, jak i doby komunizmu. Mimo przypisania tego typu prezentacji do twórczości Zbigniewa Herberta bez trudu da się odnaleźć analogiczne przedstawienia w twórczości autorów późniejszych – w tym u Romana Bąka. Wspomniana „lamentacja” odnosi się do grupy tekstów przedstawiających dramat ulic polskich miast prezentowanych niekiedy w bardzo brutalny sposób. Najpełniejszy obraz zawładnięcia przestrzenią dał autor Ukrzyżowania w wierszu pt. Wszystkie ulice zajęte. W tym przedstawieniu miejsce dla wolności zniwelowane zostało do absolutnego minimum. Możliwości funkcjonowania w tak pojmowanej przestrzeni stały się zatem bardzo ograniczone, zamykając jednostkę w coraz to ciaśniejszej matni. Ulica porównana została do wąskiej przestrzeni lufy, tożsamość przechodniów do stempla w dokumentach, place i drogi zmieniły swoje nazwy, znamionując zawłaszczenie miasta ojczyzny. Pesymistyczny charakter tego obrazu wiąże się bezpośrednio z szokiem, który wywołało wprowadzenie w Polsce stanu wojennego. Wiersz powstał w styczniu 1982 roku, więc emocje związane z drastycznym ukróceniem wolności obywatelskich nie zdołały jeszcze ustąpić:

wszystkie ulice zajęte
wszystkie place objęte
w celowniku ciszy
[…]
to okrągłe u wylotu
lufy
to ulica
ratuj się kto może
wkrótce poznasz
jeszcze nowszy testament

Odebranie godności obywatelom, którzy wybrali drogę pod prąd, doprowadziło do bardzo wyraźnie wyeksponowanego przez Romana Bąka zezwierzęcenia. Upadek wartości, którymi kierowali się ludzie, musiał uzyskać pewien substytut. Stało się nim zaspokajanie najbardziej podstawowych potrzeb. Zastępczość tak pojmowanej kultury odbiła się echem w twórczości wielu poetów. W tomie List do Grzegorza Przemyka znalazł się niezwykle ironiczny wiersz zatytułowany Na trzecią kartkową kostkę masła. Pozornie dziękczynny charakter ballady, stanowiący obraz pogardy wobec bezduszności komunizmu, wskazuje na absolutne uzależnienie jednostki i jego postępująca animalizację. Deprecjacja podmiotu polega tu na uczynieniu z kostki masła elementu najwyższego pożądania:

witaj mi trzecia kostko, kosteczko masła,
rozwijam na wietrze na twoją cześć, chwałę
[…]
wybacz mi ślinę, ślinię się jak dziecko
ręce drżą niegodne twojej łaski
przewrócisz mi w głowie, zatracisz,
moja ty trzecia kostko

Najbardziej dramatycznymi obrazami zniewolenia są jednak w poezji Romana Bąka te przedstawienia, które prezentują fizyczną przewagę reprezentantów systemu nad obywatelem. Są one nacechowane największą brutalnością, ponieważ jako jedyne stanowią widoczny, namacalny efekt funkcjonowania aparatu bezpieczeństwa. Cierpienie fizyczne wiąże się w tych wierszach z alienacją jednostki, całkowitym osamotnieniem, a zarazem zupełną zależnością od innych. Wiersze Romana Bąka dotykające omawianej tematyki są niezwykle dynamiczne, przez co oddają charakter aktów takich jak choćby przesłuchanie. W wierszu o tymże tytule (Przesłuchanie) autor nakreślił dramatyczną sytuację z zaznaczoną narastającą brutalizacją języka. Wykorzystanie zmodyfikowanych pytań polskiej deklinacji i cykliczne zadawanie ich przesłuchiwanemu znamionuje z jednej strony determinację i nieustępliwość podmiotu wiersza, z drugiej zaś konsekwencję, bezkompromisowość i agresję funkcjonariuszy. Powtarzające się jak mantra pytania doprowadzają więźnia do szaleństwa, które ujawnia się w jednej tylko kwestii przez niego wypowiadanej:

mianownik! – kto co! dopełniacz! – kogo czego! celownik!
komu co! biernik! – kogo z czym! miejscownik! –
czemu z kim! narzędnik! […]
celownik! biernik! celownik! – kto! kto! kogo!
komu…!
woołaaaacz!
nie usłyszą…

Przywołane powyżej sposoby realizacji ważnej dla polskiej poezji XX wieku tematyki każą spojrzeć na dorobek Bąka wnikliwie – przynajmniej tego wymaga czytelnicza uczciwość wobec tekstu. Znajomość wczesnej twórczości autora Trenu może być teraz wyraźnie konfrontowana z nowymi tekstami poetyckimi. Soki, jak mówiłem, nie dają nam wielu nowych tekstów, ale pozwalają od nowa przemyśleć sensy, które biją w sercu tej poezji. Stanowią one pretekst do mówienia o sprawach ważnych i, tak sądzę, często ponadczasowych, które zasnuły się zagadkowym milczeniem. Dlatego warto mówić o Sokach wielkimi literami.