JAKUB WIECH: ZIELONY ŁAD, CZYLI O ROZŁOŻENIU AKCENTU MIĘDZY „POLITYKA” I „KLIMATYCZNA” [FRAGMENT]

Projektowany obecnie Zielony Ład, kompleksowa polityka klimatyczna Unii Europejskiej, nabiera cech spoiwa tożsamościowego. Jednakże możliwości, jakie daje ten wehikuł polityczny, mogą zostać łatwo wykorzystane do wzmocnienia silniejszych krajów członkowskich względem tych słabszych.

Najpopularniejszym cytatem z mowy o wysłaniu człowieka na Księżyc, jaką John Fitzgerald Kennedy wygłosił na Rice University w 1962 roku, są słowa: „Wybraliśmy, by lecieć na Księżyc (…) nie dlatego, że jest to proste, ale dlatego, że jest to trudne, bo cel ten posłuży do zorganizowania i wybrania najlepszych naszych sił i umiejętności, ponieważ chcemy wziąć na siebie to wyzwanie, ponieważ nie chcemy go odkładać, ponieważ zamierzamy w nim zwyciężyć (…)”. Ten podnoszący morale fragment można prawie bez żadnych zmian zaaplikować jako opis Zielonego Ładu – kompleksowej polityki klimatycznej, którą przygotowuje obecnie Unia Europejska.

Najlepszym dowodem rozmachu tego przedsięwzięcia jest jego nadrzędny cel – osiągnięcie przez UE neutralności klimatycznej do roku 2050. Żeby to zrobić, kraje Unii będą musiały w ciągu zaledwie 30 lat kompleksowo przetransformować całą swoją gospodarkę – transport, przemysł energetykę. Trudno obliczyć koszty tego procesu, każda kwota wydaje się tu zbyt mała. Dla porównania: koszty Polityki Energetycznej Polski do 2040 roku – której efekt finalny jest bardzo daleki od neutralności klimatycznej – szacowane są na ok. 100 mld euro. Niemcy, największa potęga gospodarcza i polityczna UE, sami nie wiedzą już, ile wydali dotychczas na swoją transformację energetyczną Energiewende (przynajmniej tak wynika z odpowiedzi rządu federalnego na interpelację deputowanych AfD złożoną w 2018 roku), a przecież RFN osiągnie cel redukcji emisji CO2 założony na rok 2020 tylko dlatego, że jej gospodarka została sparaliżowana przez koronawirusa. Wyliczenia Komisji Europejskiej sugerujące, że Zielony Ład kosztować ma ok. 1 bilion euro (z czego ok. ¼ dostarczyć ma bezpośrednio sektor prywatny) traktować należy raczej jako próbę zarysowania minimalnego poziom wydatków.

Choć dewastująca gospodarkę pandemia koronawirusa nie sprzyja snuciu tak potężnych planów inwestycyjnych, to raczej pewne jest to, że UE nie zmieni obranego kursu. Wynika to z tego, że Unia Europejska znalazła się w ogromnej potrzebie wytworzenia nowego spoiwa, które dałoby jej szansę na budowę trwalszych fundamentów łączących jej państwa członkowskie. Wiarygodnością Brukseli zachwiał bowiem kryzys uchodźczy, Brexit udowodnił, że unijne struktury można opuścić, a w szeregu krajów UE coraz głośniej słychać postulaty wysuwane przez partie eurosceptyczne. Patrząc z tej perspektywy, Zielony Ład potrzebny jest jako nowe narzędzie unifikacyjne, dające szanse na zagregowanie potężnych sił i środków celem zespawania unijnych gospodarek i polityk, a przez to również społeczeństw.

Można zauważyć, że wybór energetyki i przemysłu jako płaszczyzny do budowania wspólnoty europejskiej jest swoistym powrotem do przeszłości. Równo 70 lat temu, w roku 1950, francuski minister spraw zagranicznych Robert Schuman, przy wsparciu komisarza planowania Jeana Monneta przedstawił bowiem plan współpracy między Francją i RFN, który oparty był na koordynacji wydobycia węgla oraz produkcji stali. Wizja ta, mająca zakończyć konflikty dotyczące francusko-niemieckich zagłębi przemysłowych, podnieść poziom życia mieszkańców obu państw oraz oddalić widmo ewentualnej przyszłej wojny, stała się fundamentem procesu, w ramach którego na świat przyszła Unia Europejska. Siedem lat później zawiązano Europejską Wspólnotę Gospodarczą oraz Europejską Wspólnotę Energii Atomowej. Teraz sektory te znów mają połączyć państwa Starego Kontynentu – tym razem we wspólnej walce z globalnym ociepleniem.

NAJNOWSZY NUMER DO KUPIENIA TUTAJ