JAN FURMANEK: MICHAŁ BOYM, CZYLI TAM I Z POWROTEM – O CHIŃSKIEGO CESARZA NAWRÓCENIU

Kiedy Marco Polo spisywał kroniki swoich pierwszych podróży na wschód, europejskiej inteligencji nie śniły się nawet narodziny orientalistyki i sinologii. Kilka wieków później elementy kultury Azji na stałe zagościły jednak na zachodnich dworach, a moda na poznanie tego, co obce rozkwitała w najlepsze za sprawą kolejnych odkryć geograficznych, zdobyczy kolonialnych oraz fantastycznych opowieści kupców i podróżników powracających z krain orientu.

I choć dziś w dobie globalnej wioski wydawałoby się, że wiemy o Azji już wszystko, co powinniśmy wiedzieć, najciekawsze wątki jej historii, w których to Polacy odegrali główną rolę, wciąż czekają na szersze odkrycie i uznanie. Wśród nich, historia lwowskiego orientalisty, etnologa, sinologa, przyrodnika, kartografa, jezuity, misjonarza w Chinach oraz osobistego przyjaciela i posła cesarza Yongli. A przy tym wszystkim mowa tu o tylko jednej i tej samej osobie! Poznajcie Michała Boyma, polskiego Marco Polo, o którym do dziś krążą legendy.

RODZINA BOYMÓW – MADE IN HUNGARY

Obco brzmiące nazwisko z pewnością jest wielu znane. Kaplica rodziny Boymów znajduje się w samym centrum starego Lwowa i jest przez polskich turystów chętnie odwiedzanym punktem pomiędzy rynkiem a pomnikiem Adama Mickiewicza. Pierwszy Boym, który jest tam zresztą pochowany, przybył na ziemie polskie wraz z królem Stefanem Batorym i to właśnie od niego otrzymał szlachectwo w nagrodę za wierną służbę i wieloletnią pracę u boku władcy jako sekretarz.

Jerzy Boym po przybyciu do Polski porzucił również wyznanie protestanckie i przyjął wiarę rzymskokatolicką, w której wychował także swojego syna Stefana i wnuka Michała. Co ciekawe, to właśnie nawrócenie dziadka polskiego podróżnika daje początek jego niewiarygodnej historii. Historii, w której wątek nawrócenia pojawi się jeszcze nie raz.

PRZYSTĄPIENIE DO TOWARZYSTWA JEZUSOWEGO I PODRÓŻ DO MACAU

Nastoletni Michał Boym był młodzieńcem bardzo wątłego zdrowia i nic nie zapowiadało jego podróżniczej przyszłości. Warto pamiętać, że XVII wieczna wyprawa na daleki wschód oznaczała wiele miesięcy na pokładzie statku, a podróż nie zawsze była bezpieczna. Kiedy jednak w wieku 14 lat Michał poważnie zachorował, poprzysiągł poświęcić swoje życie pracy misyjnej, jeśli tylko uda mu się przeżyć. Jak postanowił, tak uczynił i w 1631 roku, zaraz po ukończeniu studiów wstąpił do nowicjatu zakonu Jezuitów w Krakowie.

Po otrzymaniu święceń kapłańskich Michał Boym wraz z kilkoma innymi klerykami i księżmi udał się w 1643 roku do Makau – portugalskiej kolonii położonej w okolicach Kantonu (największe miasto portowe na południowym wybrzeżu Cesarstwa Chińskiego). W drodze do Państwa Środka Boym dawał pełen upust swojej ciekawości świata, jak i zamiłowaniu do etnologii i przyrody. Jako pierwszy Europejczyk podjął się skatalogowania i opisu flory i fauny Afryki wschodniej, a także badań nad kulturą rdzennej ludności okolic Przylądka Nowej Nadziei. Najciekawsze jednak dopiero przed nami.

SYTUACJA POLITYCZNA W CHINACH POŁOWY XVII WIEKU

Zanim przejdziemy do tego, jak polski misjonarz trafił na dwór cesarski, musimy jednak przyjrzeć się nieco ówczesnej sytuacji politycznej państwa chińskiego, czy też jak je wtedy nazywano – Wielkiego Kraju Mingów. Wiedzieć bowiem należy, że współczesna nazwa ”Chiny” wywodzi się bezpośrednio od nazwy mandżurskiej dynastii Qing (czyt. Cing). Dynastii, która władzę w cesarstwie przejęła drogą podboju. Analogicznie zresztą jak panujący przed Mingami władcy mongolscy z dynastii Yuan, która opanowała większość terytorium współczesnych Chin pod koniec XIII wieku.

Kiedy Michał Boym przybył do Macau, sytuacja w kraju Mingów prezentowała się już w raczej szarych barwach. Cesarstwo coraz bardziej uginało się pod naporem Mandżurów – plemiennego ludu wywodzącego się ze stepowych terenów dzisiejszego chińsko-rosyjskiego pogranicza. W 1644 najeźdźcy wkroczyli do Pekinu i coraz pewniej spoglądali ku południu, gdzie u władzy utrzymywał się jeszcze ostatni cesarz dynastii Ming – Yongli.

ROZPOCZĘCIE MISJI W KANTONIE I PRZYBYCIE NA DWÓR CESARZA YONGLI

Początkowo studiując jednocześnie język chiński i lokalną kulturę, Michał Boym wykładał w kolegium Jezuickim w Macau. Z czasem rozpoczął jednak działalność misyjną, a także badania chińskiej przyrody (którą ponownie, jako pierwszy Europejczyk opisał w obszernym dziele – Flora Sinensis) w najdalej wysuniętej na południe prowincji cesarstwa mieszczącej się na wyspie Hajnan.

W 1649 polski misjonarz otrzymał niespodziewane wezwanie. Okazało się bowiem, że jego obecności oczekuje się na dworze cesarskim. Warto wspomnieć, że o ile rywalizacja o władzę nad krajem toczyła się w poprzednich latach z różnym rezultatem, głównie za sprawą portugalskiego wsparcia dla dynastii Ming, o tyle z czasem faktyczna pozycja cesarza Yongli stawała się coraz bardziej dramatyczna. Zwłaszcza po nawiązaniu relacji handlowych między Portugalią a Mandżurami.

Kiedy Michał Boym przybył na dwór Mingów, wśród rodziny cesarskiej coraz mocniej kiełkowała promowana przez Jezuitów koncepcja przejścia na katolicyzm w celu uzyskania wsparcia władców zachodu. I choć pomysł ten wynikał w dużej mierze z pragmatyzmu, to pamiętać należy, że chociażby chrzest Litwy Władysława Jagiełły miał miejsce w podobnych okolicznościach i z podobnych przyczyn, wśród których pragmatyzm i realizm często mieszały się z wiarą, a służba państwu ostatecznie doprowadziła do służby Bogu.

Na skutek bliskiej relacji, jaką z rodziną cesarską nawiązał lwowski jezuita oraz za jego namową, cesarz podjął ostateczną decyzję, aby wraz z resztą rodziny i całym dworem przyjąć wiarę rzymskokatolicką co zresztą wkrótce uczynił. Chociaż cesarz zachował swoje chińskie imię, to cesarzowa Dowager Wang ochrzciła się jako Helena, zaś młody następca tronu otrzymał imię Konstanty.

POSELSTWO DO PAPIEŻA INNOCENTEGO X

W obliczu rosnącego zagrożenia z północy cesarz najmłodszego chrześcijańskiego kraju niezwłocznie nakazał zorganizowanie poselstwa do Europy. Choć w XVII wieku, a zwłaszcza zaraz po zakończeniu wojny 30-letniej było to raczej nierealne, Yongli miał nadzieję na zorganizowanie krucjaty przeciwko pogańskim Mandżurom. Pierwotnie cesarskim posłem miał zostać ochrzczony kanclerz Achilles Pang. W związku, jednak z pogarszającą się sytuacją militarną, misję tą cesarz powierzył swojemu polskiemu przyjacielowi.

Zaopatrzony w listy Kanclerskie do papieża Innocentego X, generała Jezuitów Franciszka Piccolominiego, Kardynała de Lugo, Doży Wenecji, signiorii weneckiej i Króla Portugalii, a także w słynny list Cesarzowej Heleny do papieża, Michał Boym wraz z dwoma zaufanymi członkami gwardii cesarskiej wyruszył do Europy. Wkrótce miało się okazać, że będzie to podróż godna legend.

PODRÓŻ NA ZACHÓD

Zupełnie jak bohaterowie najsłynniejszej chińskiej powieści klasycznej ‘Podróż na Zachód’, Michał Boym wraz z kompanami miał wyruszyć do Indii. W przeciwieństwie jednak do buddyjskiego mnicha i jego towarzyszy – małpiego króla (Sun Wukonga), marszałka floty buddyjskich bóstw, który wskutek pijaństwa wygnany został do świata ludzi jako pół człowiek a pół świnia (Zhu Bajie) oraz jeszcze jednej niebiańskiej istoty, która przez rozgniewanie bogów trafiła na ziemię w postaci potwora (Sha Wujing), którzy na kartach opowieści wyruszają na zachód, by sprowadzić do Chin święte buddyjskie teksty, Michał Boym wyruszył do Indii, aby złapać statek do Włoch i ogłosić w Europie dobre wieści o chrzcie chińskiego cesarza.

Niestety, w Macau okazało się, że tylko jeden z jego chińskich kompanów jest zdolny  kontynuować podróż. Oficer cesarski Zheng (znany w Europie jako Andrzej Sin) towarzyszył jezuicie w trakcie całej misji i pozostał wierny cesarskim rozkazom aż do końca. Nawet wtedy, gdy w Indyjskim Goa okazało się, iż Portugalczycy sprawę Mingów spisali już na straty, a wicekról nakazał pojmać posłów, aby ich misja nie zagroziła stosunkom z Mandżurami.

Chociaż ostatecznie z niewoli udało się wydostać, dalsza podróż morska okazała się niemożliwa, gdyż szlaki handlowe kontrolowane były przez Portugalczyków. W grę wchodziło więc jedynie przyznanie się do porażki… lub kontynuacja podróży pieszo. Polski poseł wraz z chińskim żołnierzem wyruszyli więc incognito mało znanymi drogami w kierunku Persji, a dalej do portu w Trapezuncie nad Morzem Czarnym, gdzie po 2 latach podróży udało się znaleźć statek do Europy.

PRZYBYCIE DO WENECJI I CHŁODNE PRZYJĘCIE W EUROPIE

Michał Boym do Wenecji wpłynął w stroju chińskiego mandaryna, w którym pozostał przez cały swój pobyt tam z uwagi na wydalenie Jezuitów z miasta. Trafił jednak w sam środek rozgrywek politycznych, spisków i walki o wpływy. Jako Jezuita nie mogąc zostać bezpośrednio przyjętym przez weneckiego Dożę, udał się pod opiekę Francuskiego ambasadora Rene de Voyagra de Palumy. Niestety naraził się tym samym papieżowi pozostającemu w otwartym konflikcie z Francją.

Na domiar złego, z uwagi na upolitycznienie misji, jego własny zakon również odciął się od Polaka, pozostawiając sprawę chrześcijańskich Chin bez oficjalnego wsparcia w Watykanie. Przeciw Boymowi działali nawet Jezuici Pekińscy pozostający pod wpływem nowo proklamowanej Mandżurskiej dynastii Qing zajmującej już około 40% terytorium kraju.

Sytuacja zmieniła się dopiero po śmierci Innocentego X i wyborze nowego papieża, Aleksandra VII, u którego po wielu latach starań Michał Boym ostatecznie otrzymał audiencję pod koniec 1655 roku. Niestety wsparcie, jakiego mogła udzielić stolica apostolska, było czysto symboliczne i nawet pomimo nakłonienia króla Portugalii Jana IV do oficjalnego poparcia sprawy Mingów, na wsparcie wojskowe było już prawdopodobnie zbyt późno.

DROGA DO CHIN I PIRACI Z KAR…. AYUTTHAI

Kiedy Michał Boym dotarł do Goa w Indiach, sytuacja cesarstwa była już dramatyczna. W 1653 roku umarł wielki kanclerz, który był czołową postacią kampanii militarnej Mingów przeciw Mandżurom. Niedługo później cesarz Yongli był już zmuszony przenieść stolicę do Anlung nieopodal granicy z Wietnamem, gdzie oddał się pod opiekę generała Sun Kuo-Wanga.

Niestety nowy sprzymierzeniec, widząc postępującą ofensywę dynastii Qing, bardzo szybko przeszedł na stronę Mandżurów i uwięził całą rodzinę cesarską. Mimo iż ostatecznie władca został odbity z rąk zdrajcy przez wierne mu oddziały partyzanckie wciąż stawiające Mandżurom opór na południu kraju, to jego sprawa była już zasadniczo przegrana. W dodatku, z uwagi na wzrastającą potęgę najeźdźców, Portugalczycy odmówili ostatecznie poparcia Mingów, a także pomimo oficjalnych listów z Lizbony zamknęli przed Boymem drogę do Macau.

Zdesperowany, aby mimo wszystko ukończyć swoją misję, lwowianin udał się lądem do Syjamu, gdzie w 1658 roku dostał się na pokład pirackiego okrętu. Wraz z korsarzami oraz wciąż towarzyszącym mu Andrzejem Sin przedostał się przez granice Portugalskich kolonii, do północnego Wietnamu skąd liczył, że uda mu się odnaleźć drogę przez góry do Chin. Tam właśnie, na chińsko-wietnamskiej granicy ostatkiem sił bronił się jeszcze cesarz.

NIEPEWNE LOSY I KONIEC WĘDRÓWKI

Nie jest pewne, jak naprawdę zakończyła się odyseja Michała Boyma. Przyjmuje się, że w sierpniu 1659 roku, wkrótce po pieszym przekroczeniu granicy wietnamsko-chińskiej, lwowski misjonarz zachorował i zmarł. Miał on zostać pochowany w anonimowym grobie, na którym jego chiński towarzysz postawił drewniany krzyż. Oczywiście, z uwagi na niespokojne czasy i działania wojenne mogiła nigdy nie została odnaleziona.

Jednak według S. Załęckiego, polskiego historyka zakonu jezuitów, Michał Boym miał ostatecznie odnaleźć drogę do cesarza. Według tej wersji Lwowianin wypełnił swoją obietnicę i powrócił do Yongli z papieską odpowiedzią. Z uwagi na przyjaźń łączącą go z cesarzem oraz lojalność wobec jego sprawy, pozostał na dworze cesarskim do samego końca, mimo iż w obliczu przegranej wojny oznaczało to pewną śmierć. Sam Yongli wraz z resztą rodziny miał pozostać wierny wierze, którą 10 lat wcześniej przyjął za sprawą polskiego jezuity.

PAMIĘĆ O MICHALE BOYMIE

Historia polskiego Marco Polo do dziś rozpala wyobraźnię zarówno w Polsce, jak i w Chinach. Czy historia Państwa Środka mogła za jego sprawą potoczyć się inaczej? Czy kolejne pokolenia dynastii Ming wytrwałyby w wierze katolickiej? Jak wyglądałby dzisiejszy świat z chrześcijańskimi Chinami w tle?

Na wiele z tych pytań możemy nigdy nie odnaleźć odpowiedzi. Pamięć o Michale Boymie pozostaje jednak żywa i nie przestaje inspirować społeczności chińskich katolików. Co więcej, postać polskiego misjonarza jest wśród nich znana zdecydowanie lepiej niż w samej Polsce. Autor tekstu w trakcie swojego 5-letniego życia w Państwie Środka wielokrotnie spotkał się ze wspomnieniem Michała Boyma przez lokalne społeczności.

Obecnie przyjmuje się, że chiński Kościół Katolicki liczy ponad 10 milionów członków, z których duża część zamieszkuje silnie schrystianizowane południe prowincji Zhejiang. Wiele zawdzięcza się tutaj właśnie działalności Towarzystwa Jezusowego.