karnkowski

Krzysztof Karnkowski: Zaśpiewać „Gazetę Wyborczą”

Za komuny, gdy wszystko wydawało się oczywiste, również wśród muzyków sprawa była raczej jasna. Gdy całe społeczeństwo żyło podziałem my/oni, muzycy, choćby nawet korzystający z przywilejów akceptowanych przez reżim gwiazd, puszczali do publiczności oko, sugerując, że są po stronie nieprzychylnej komunistom większości. Ci ze starszego pokolenia raczej nie angażowali się w politykę, jednak zespoły wyrosłe z rockowego boomu lat 80-tych często nagrywały utwory traktowane jak antykomunistyczne hymny, nieraz autentycznie wartościowe i mające w swoim czasie bardzo dużą siłę rażenia (jak choćby „Objazdowe nieme kino” Perfectu, czy „Przeżyj to sam” Lombardu). Zupełnie inaczej sprawa wyglądała w muzycznym podziemiu, gdzie zespoły były o wiele bardziej rozpolitykowane i o wiele bardziej bezkompromisowe. Choć olbrzymia część tamtego zrywu została zapomniana, w pamięci pozostały takie utwory jak „Nasza flaga” Zakonu Żebrzących („Nasza flaga taka dostojna/tak wyraziście krwią splamiona/symbol kłamstw i morderstw rządu/flaga doszczętnie krwią splamiona”), „6” Ceni Nr 3 („Dzięki tym czerwonym świniom znowu upadam na ziemię”), czy późniejszy „Pałac” Dezertera („Środek Europy przygnieciony pięścią komunizmu”), wreszcie zaś najbardziej znane hymny Kultu, takie jak „Polska” czy „Po co wolność”.

Po roku ’89, tak jak w polskiej polityce, tak i w muzyce – Proletaryat zaśpiewał „Bracia do domu, skończyło się/Bić się z komuną nie trzeba też”, i muzycy rozeszli się, każdy w swoja stronę. Wtedy też pojawiło się zjawisko, któremu chciałem poświęcić ten tekst, a które, mocno upraszczając, nazwać można „michnikowszczyzną” w polskiej muzyce rockowej. Przypadłość ta trapiła, co ciekawe, acz w kontekście polskiej polityki nie zaskakujące, tych twórców, którzy nie uciekali przed krytyką komunizmu, również w jego późniejszym wydaniu. Należy tu zaznaczyć, że cytowane teksty zostały wybrane pod kątem tego artykuły, a przywołanym w nim artystom zdarzały się również utwory przedstawiające rzeczywistość z innej strony, czasem wręcz przywołuję tu, jak w przypadku Kazika Staszewskiego, pojedynczą piosenkę. Na przedstawienie krytyki III RP w tekstach rockowych przyjdzie jeszcze czas, jednak zaznaczam, ze ocenianie przywołanych w tym tekście twórców wyłącznie przez pryzmat wybranych cytatów byłoby mocno krzywdzące. Po tym zastrzeżeniu przyjrzyjmy się momentom, gdy elity intelektualne III RP i jej czołowi muzycy rockowi mówili jednym głosem.

Gdy „Gazeta Wyborcza” ostrzegała przed polską nietolerancją, stawiając znak równości między prawicowością a faszyzmem, rasizmem i innymi złowrogimi „izmami” Big Cyc nagrał piosenkę „Strzeż się tych palantów”

Jestem członkiem partii prawicowej
Mam garnitur, teczkę i poglądy
Nasze społeczeństwo nie jest całkiem zdrowe
Anarchiści, Żydzi i wielbłądy
Czas wziąć w ręce mocno kije
Tak mówili na zebraniu
I wytępić wszystkie żmije
To będziemy szybko w raju
Ja w to wszystko święcie wierzę
Choć najgłupszy byłem w klasie
Teraz jestem w silnej partii
I mam orła w swojej klapie
ref. Strzeż się tych palantów
Strzeż się tych poglądów
Strzeż się tych palantów i TY!!!
Na spotkania ciągle chodzę
Tam tłumaczą mi na ucho
Kto jest dobry, a kto złodziej
Jak bić pałą, żeby spuchło
Dowiedziałem się już wiele
W kraju musi być porządek
Ksiądz też mówił to w kościele
Po tym, jak się rozbił Fordem
Moja mama ostrzegała
Bym zostawił politykę
Bo się wszyscy wokół śmieją
Że ja wciąż jestem prawiczkiem
ref. Strzeż się tych palantów..

(cytat za stroną zespołu, http://www.bigcyc.pl/)

Czego my tu nie mamy… Prawicowiec winiący za wszystko Żydów, chętnie zamieniający się w zwykłego bojówkarza (warto przypomnieć, że faktycznie istniały u nas wówczas takie partyjki, tworzone przez rozmaitych Tejkowskich czy Bryczkowskich, jednak przekładanie tego na całą prawicę jest przykładem dość ordynarnej manipulacji), ksiądz, szerzący nienawiść i rozbijający auto, całkiem jak w innym przeboju tamtych czasów, „ZchN się zbliża” Piersi; stereotyp goni stereotyp. Widmem ksenofobii straszył również nas i siebie Kazik Staszewski, który w skandalizującym „Jeszcze Polska” ostrzegał: „Coście skurwysyny uczynili z ta krainą?/Pomieszanie katolika z manią postkomunistyczną/Ci modlący się co rano i chodzący do kościoła/Chętnie by zabili ciebie tylko za kształt twego nosa/Już ruszyły wody z góry do jeziora zatrutego/Do jeziora nienawiści, domu smoka pradawnego”. Znany z wnikliwej obserwacji polityki i społeczeństwa Kazik tym razem chyba jednak bał się na wyrost. Później do tematu ksenofobii wrócił jeszcze w piosence „Setka wódki” (bonus na płycie Kultu „Muj wydafca”), wtedy jednak nie słychać już w tym było propagandowych naleciałości. W przypadku Kazika nie obawiam się zresztą o żaden koniunkturalizm, być może faktycznie tego wszystkiego obawiał się w roku 1992.

W pierwszych latach III RP straszono z jednej strony nacjonalizmem, z drugiej – klerykalizacją. Środowisko rockowe, w większości niechętne zarówno kościołowi, jak i narodowcom, wpisało się w ten nurt, zarówno poszczególnymi utworami („Historii damy w mordę” i „Biuro” Róż Europy, „Chrześcijańscy kanibale” Big Cyca czy wreszcie cała płyta Kobranocki „Ku nieboskłonom” z graną do dziś w radiach „Hipisówką” na czele. Jednym z pól konfliktu silnie wpływającym na ówczesnych muzyków, była aborcja. O ile w latach 80-tych pojawiały się raczej przekazy antyaborcyjne (z najbardziej znanym utworem Prawo do życia, czyli kochanej mamusi” zespołu Prowokacja), o tyle już w latach 90-tych było różnie. Antyaborcyjne wątki pojawiały się u Kazika („Kobieta wyzwolona” z płyty „Spalaj się”, z fragmentem „Mój brzuch należy do mnie (…)Mój człowiek należy do mnie, ocalę go lub zniszczę”), pojawiła się jednak składanka, która miała promować ideę referendum w sprawie ustawy antyaborcyjnej, na której pojawiło się większość gwiazd ówczesnej sceny. Pojawiły się też utwory opisujące sytuację teoretycznie „z boku”, jednak w wymowie piętnujące hipokryzję przeciwników aborcji, np. „Ania, rodzice i ustawa” Sztywnego Pala Azji. Zdecydowanie prawa do aborcji bronił zespół Futurobnia:

Czyj to jest ten wściekły pysk
Ma pomysł na prawdę, wie jak żyć
Chce mi przy dupie postawić stróża
Rękawiczki ma białe bo rączki są brudne

Łapy precz od mojej macicy
Protestanci, katolicy
Biznesmeni, urzędnicy
Alpiniści i rolnicy

Nikt mi wartości narzucał nie będzie
Gdy mnie zmusicie zejdę pod ziemię
Mam kilka szprych, znajdzie się wytrych
Nie do was należy ta decyzja

Łapy precz od mojej macicy
Mariawici i prawnicy
Fetyszyści i kosmici
Mędrcy, starcy i wróżbici
Łapy precz!

(cytat za stroną zespołu, www.futurobnia.pl)

Dziś Lech Wałęsa jest bohaterem walki o wolność, który w pojedynkę obalił komunizm, jednak w pierwszej połowie lat 90-tych w dobrym tonie było mieć w repertuarze utwór przeciwko ówczesnemu prezydentowi. Najbardziej znane utwory z tej półki, czyli „100 milionów” Kazika i „Nie wierzę elektrykom” Big Cyca bronią się do dziś, trudno też uznać je za efekt otumanienia propagandą; o Wałęsie śpiewały jednak też takie zespoły jak Formacja Nieżywych Schabuff czy Closterkeller, a jeszcze w roku 1995 Muniek z T.Love przebój „I love you” zaczynał słowami „Olewam rząd, mandaty drogowe, dealerów, maklerów, warty honorowe/i jeszcze wąsacza olewam na zdrowie, prymasa w lampasach, komuny nie lubię”. Dziś nowy nurt inauguruje Jarek Janiszewski z Bielizny, który napisał właśnie bardzo słaby utwór „TW”, w którym broni Wałęsy. Ponieważ jednak od wielu lat Janiszewskiemu pisanie tekstów przestało wychodzić, utwór ten nie ma żadnej mocy i raczej nie zostanie zapamiętany, tak, jak kawałki wymienione wcześniej.

Od Wałęsy już tylko krok do tematu lustracji. Ta, jak dotąd, naszych artystów nie zaprzątała, przynajmniej nie jako temat tekstów. Jednak, gdy poszukać głębiej, znajdziemy bardzo mocny tekst antylustracyjny zespołu INRI z Piły, który sędziemu Nizieńskiemu poświęcił utwór „Siwy pies”. Wolę nie zgadywać, co myślą muzycy tej grupy o późniejszych władzach IPN, przy których Nizieński to łagodny gołąbek, wydający wyroki zgodne przecież z oczekiwaniami. W kontekście grupy INRI warto wspomnieć jeszcze o swoistym kuriozum, utworze nagranym na początku kadencji Aleksandra Kwaśniewskiego, „Polska końca wieku”. Pierwsze dwie zwrotki tego dzieła warte są zacytowania w całości:

Za pijanej Polski słychać dzikie wrzaski
Mieszające się z bełkotem proszącym o łaski
Dopóki widmo Glempa krąży w Watykanie
Polskim faszystom krzywda się nie stanie
Lepszy od księdza- złodzieja uczciwy ateista
Tak jak od głupiego narodowca mądry komunista
Kwaśniewski do Wałęsy jak mądrość do głupoty
Aby nikt więcej w kościołach nie wciskał nam ciemnoty

(tekst za stroną zespołu, http://www.inri.band.pl/)

Warto zaznaczyć, że był to głos odosobniony, a gdy INRI nagrywało pochwały Kwaśniewskiego, z Warszawie na koncercie „Rock przeciw komunie” grały Armia, Farben Lehre i Voo Voo. Niedługo później Muniek Staszczyk nagrał z T.Love mocno krytyczne „Jest super” (Mamy ekstra rząd i super prezydenta/Ci wszyscy ludzie to wspaniali fachowcy/Ufam im i wiem, ze wybrałem swoją przyszłość/Za rękę poprowadzą mnie do Europy”). Staszczyk jednak pozostawał mocno pod wpływem „Gazety”, co znalazło odbicie w piosence „TP”, opublikowanej na płycie dołączonej do książki Mikołaja Lizuta „Punk Rock Later”. Tu Muniek krytykuje rząd „towarzysza Millera”, jednocześnie jednak wypominam Polakom brak dyskusji „o naszych zbrodniach z czasów okupacji”. Sama zaś książka to sprytna agitka za wejściem do UE. Choć jej głównym celem jest opisanie losów muzyków najbardziej znanych polskich zespołów punkowych, to jednak każdy z nich, niejako przy okazji, mówi, jak wielką szansę stanowi dla nas przystąpienie do Unii. Jeśli zaś mówi coś innego – jest cenzurowany, co spotkało Tomasza Budzyńskiego z Armii.

Gdy szczęśliwie weszliśmy już do Unii, pojawiły się nowe zagrożenia – bracia Kaczyńscy, ksiądz Rydzyk, moherowe berety… A na przeciwko nim znów ci sami artyści, wzmocnieni nowymi posiłkami. Na pierwszej linii walki nie mogło zabraknąć Staszczyka. Ostatnia jak dotąd studyjna płyta T.Love, „I hate rock’n’roll” przynosi mocny atak na Lecha Kaczyńskiego w piosence „Mr. President”

Hey Mr. President
Powiedz jak Ci minął dzień
Na mym łóżku jest Twój cień
Podglądaczem jesteś, wiem

Hey Mr. President
Nigdy nie lubiłem Cię
Wśród okrzyków, salw i braw
Rzucam pawia na Twój staff
Ekscentryczny tak
Hey Mr. President

Mega garnitur mucha nie siada
Leczy Ty mi dalej w głowę farmazony wkładasz
Chcesz być mi bliski ale dla mnie jesteś śliski
Władza jak sadza na kompleksach się osadza

Ref:
Więc daj mi, daj mi, daj mi, daj mi
Boga policji i boga armii
To wojna, wojna, wojna, wojna
A na ekranie jego twarz spokojna

Hey Mr. President
Jestem gejem, jestem les
Wiem, że nie obchodzę Cię
Znowu oszukałeś mnie

Hey Mr. President
Wojna Twoją siostrą jest
To najlepszy lek na stres
Wie to Mefistofeles
Mefistofeles
Hey Mr. President

Twoja kamera śledzi mnie teraz
Twoja ustawa pewnie mnie dopadnie zaraz
Może za mało cię przytulała mama
Może Cię tata przekładał przez kolana

Hey Master President
Dziś fałszywie gra Twój band
Wśród okrzyków, salw i braw
Rozprowadzasz kiepski stuff

Hey Master President
Dziś za kratki wsadzisz mnie
Mecenasi liczą cash
Nikt nie wierzy w słowa TWE

Hey Master President


Powraca też polska nietolerancja („Jazz nad Wisłą”), która według Muńka jest przyczyną emigracji. Większy sukces od „antykaczystowskich” utworów T. Love odniosły dwa utwory Big Cyca – „Moherowe berety” i „Atakują klony”. Pierwszy mocno lansowany przez media opisuje ojca Rydzyka i jego słuchaczy, oczywiście oczami politycznych przeciwników, drugi to dość żart na temat braci Kaczyńskich, dość zabawny i nie naruszający dobrego smaku; co jest rzadkością, jeśli chodzi o sposób poruszania tematu. Do tej dwójki postanowili dołączyć nowi artyści, jednak specjalnego sukcesu im to nie przyniosło. Pudelsi, już bez Maleńczuka, nagrali „Anarchię w IV RP”, będącą atakiem głównie na Samoobronę, zaś sam Maleńczuk zabłysnął na płycie „Koledzy” nagranej razem z Wojciechem Waglewskim tekstem pod tytułem „Kaczory”, tak prymitywnym, że początkowo wziąłem go za parodię. Niestety – przeceniłem Maleńczuka. Na krytyce PiS wylansował się hiphopowy projekt Masala, który swoją płytę nazwał „Obywatele IV świata”, zaś większość tekstów poświęcił na walkę ze straszliwym reżimem. W warszawskim podziemiu zaś zespół Voldenberg śpiewał o tym, ze na polecenie prezydenta w polskich miastach kobiety zasłaniają twarze, a ludzi rozstrzeliwuje się „za orgazm bez poczęcia” przekonywał też (co ciekawe w kontekście z reguły anarchizującego punk rocka), że w polityce nie ma żadnych spisków i układów. Jak widać, nie tylko Tomasz Lipiński uwierzył politykom…

Najgłośniejszym utworem krytycznym wobec IV RP był jednak mocno lansowany przez wszystkie stacje utwór Lady Pank „Strach się bać”. Muzycy poniekąd powtórzyli w nim tezę profesora Geremka, że Polacy nie dorośli do demokracji. Jednak, choć w licznych prasowych wywiadach muzycy rockowi od Hołdysa, przez Grabaża z Pidżamy Porno, na Wojtku Wojdzie z Farben Lehre kończąc porównywali rządy PiS do komunizmu, lub nawet (jak Hołdys) uważali je za coś gorszego, ani piosenka Lady Pank, ani też żaden inny wymieniony utwór nie stał się hymnem pokolenia, jak wymienione na początku klasyki z lat 80-tych.

Tekst pierwotnie ukazał się w nieistniejącym internetowym miesięczniku „Polis”, w grudniu 2008 r.