okładka73

Krzysztof Kłopotowski: Mel od Mad Maxa do Machabeuszy

Po złudzeniu końca historii okazało się, że nie trafiliśmy do raju liberalnej demokracji. Ciągle żyjemy w czasach apokaliptycznych. Nie tylko dlatego, że nuklearna Rosja pragnie odbudować imperium carów. To jeden z przejawów końca czasów i początku nowych. Bo gdzie agresywny islam rzucający wyzwanie chrześcijaństwu; a rozkład Zachodu, bez którego nie byłoby postępu naszych wrogów; a transhumanizm, który pragnie pozbyć się człowieka na rzecz doskonalszego współtworu technologii? To są rzeczy ważniejsze od rosyjskiego imperializmu.

Zaczęło się od pierwszej wojny światowej. Wcześniej Zachód też żył w złudzeniu szczęśliwego końca historii. Potem poeta William Butler Yeats opisał w 22 wersetach „Drugie przyjście”. To przyjście Antychrysta. Minął rok od samobójstwa Europy w tej wojnie, jeszcze trwała rewolucja bolszewicka a nazizm dopiero się rodził zaś nowa wojna w następnym pokoleniu miała poprawić dzieło pierwszej, kiedy Yeats ujrzał, że:

Kołując coraz szerszą spiralą,
Sokół przestaje słyszeć sokolnika;
Wszystko w rozpadzie, w odśrodkowym wirze;
Czysta anarchia szaleje nad światem,
Wzdyma się fala mętna od krwi, wszędzie wokół
Zatapiając obrzędy dawnej niewinności;
Najlepsi tracą wszelka wiarę, a w najgorszych
Kipi żarliwa i porywcza moc.

(przekład Stanisława Barańczaka)

Sokół to ogłuszony człowiek, sokolnik wiadomo. Dalej zaczyna się Apokalipsa. Słowo pochodzi od greckiego „kalypto”, ukrywać; „apokalypsis” oznacza zdjęcie okrycia, objawienie. Odnosi się równiez do ujawnionej człowiekowi natchnionemu duchem wizji Mesjasza, który nadchodzi by nagrodzić lub ukarać ludzkość.

Metaforyczny język religijny można interpretować według psychologii głębi. Edward F. Edinger w „Archetype of the Apocalypse” dowodzi, że archetyp ten i inne stanowią samodzielny czynnik w nieświadomości zbiorowej. Szuka sobie “małych ego” aby je pochłonąć i żyć na nich. Archetyp Apokalipsy wdarł się w świadomość świata na progu epoki chrześcijańskiej w literaturze o końcu czasów. Jednak rzeczywistym twórcą nie był znany z imienia autor a inny podmiot; Bóg zdaniem chrześcijan. Dzieło tego rodzaju składa się z objawienia, sądu, zniszczenia jako kary za grzechy i odnowienia świata, jak w „Objawieniu św. Jana”. Archetyp wdziera się w świadomość obecnie i też na progu nowej epoki. Nadchodzi epoka postchrześcijańska.

Psychologicznie ujmując następuje wielkie wydarzenie wtargnięcia Jaźni, czyli pełni psychiki, z nieświadości w świadomość jednostki lub zbiorowości. Jaźń działa za pośrednictwem wybitnych ludzi i wstrząsa światem w celu przebudowy. Ukazuje się w postaci pary przeciwieństw Zbawcy i Bestii. W jednostce opętanej archetypem racjonalne, moralne, „ludzkie” Ego zostaje pominięte w działaniu. Opętany staje się charyzmatyczny i postępuje „nieludzko”. Przykładem Adolf Hitler, dla jednych Bestia wobec Żydów i świata, dla innych Zbawca narodu niemieckiego. Sam wódz III Rzeszy myślał o sobie w pojęciach religijnych.

Szalony Max

Przypadkiem twórcy opętanego archetypem Apokalipsy jest Mel Gibson. Jego filmy okazały się „nieludzkie”, kiedy jako reżyser podjął tematy ostateczne. „Pasja” i „Apokalypto” przekraczają normy brutalności przyjęte w kinie. Ten konserwatywny katolik w oczach wielbicieli aspiruje do roli Zbawcy kultury zachodniej. Dla przeciwników to wcielenie Bestii niepoprawności politycznej przeszkadzające w odnowieniu świata na post-chrześcijański.

Jak doszło do owego zbawczego opętania? Nie znam intymności psychiki Gibsona lecz pewne wnioski nasuwają się same. Wtargnął do światowego kina poniekąd z zaświatów, z pustynnej Australii po drugiej stronie globu, zrazu jako aktor. Tajemnicze antypody, czyż to nie jest dobra metafora nieświadomości, która mogła zadziałać w jego umyśle? Objawił się w roli Szalonego Maxa radzącego sobie w zruinowanym świecie postapokaliptycznym. Wyniszczony chciwością i wojną pustynny kontynent utrzymuje przy życiu grupki ludzi na resztkach cywilizacji w sławnej serii trzech filmów w reżyserii George’a Millera.

W pierwszym filmie „Mad Max” Gibson gra zmęczonego służbą policjanta w zbyt liberalnym, rozbitym społecznie kraju. Gdy gang motocyklowy zabija mu żonę i synka, mści się, lecz zostaje samotny. Przechodzi od postaci realistycznej do roli symbolu. W „Mad Max, wojownik szos” jest egoistycznym włóczęgą bez celu prócz przeżycia. Okoliczności zmuszają go, żeby pomógł grupie dobrych ludzi w podróży do „raju”, lecz w finale zostaje ponownie samotny. To już symbol Ego. W trzecim filmie serii „Mad Max, arena śmierci” w świecie postapokaliptycznym zostaje uznany za zapowiedzianego zbawcę kapitana Walkera, bo zna przeszłość i drogę do lepszej przyszłości. Obejmuje przywództwo nad stadkiem dzieci, które prowadzi do odrodzenia cywilizacji. Czemu dzieci? Ponieważ „jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego.” (Mt. 18,4) Dorośli są za cyniczni, by zbudować z nimi lepszy świat. W ten sposób Max staje się symbolem Jaźni, czyli psychicznej pełni. Natomiast chrześcijaństwo ujmuje Jaźń w postaci Chrystusa. Widać, jak z filmu na film postępowała apoteoza postaci Gibsona. To musiało wpłynąć na artystę.

Występując w roli Maxa Gibson miał kolejno lat 23, 25 i 29. (Gdy grał kapitana Walkera w roku 1985 magazyn „People” ogłosił go „najbardziej seksownym żyjacym mężczyzną”.) Był wrażliwym młodym człowiekiem o silnej formacji katolickiej. Ziarno Zbawcy padło na podatny grunt, żeby wzejść po latach. Kiedy dojrzał pod pięćdziesiątkę i opanował warsztat realizatora, otworzył się na i/lub został opętany przez – archetyp Apokalipsy. Dlatego nakręcił „Apokalypto”, zapowiedź zagłady królestwa Majów aby nastąpiło odrodzenie tego ludu dzięki przybyciu chrześcijaństwa. Zaś dwa lata wcześniej nakręcił„Pasję”. Furia, z jaką potraktował Chrystusa – wcielenie Jaźni i rzeczywistego autora objawienia – jest wymowna. Gibson pragnął świadomie lub nie, uwolnić się od archetypu Apokalipsy, którego Mesjasz jest nieodzownym składnikiem. Działał jak Bestia. Bo inaczej skąd tyle okrucieństwa u katolika wobec obrazu swego Zbawiciela? Brutalność w tak wielkim natężeniu wydaje się zbędna dla religijnego przekazu. Jednak Gibson nie uwolnił się od archetypu. Wręcz przeciwnie, głęboko przeżywany w trakcie realizacji filmu konflikt z postacią Chrystusa sprawił, że został jeszcze bardziej opętany. Czemu? Bo „straszną jest rzeczą wpaść w ręce Boga żywego!” (Hbr. 10.32) Po „Pasji” nakręcił więc „Apokalypto”.

Mel biczuje Jezusa a oskarża Synagogę

Film o Męce Pańskiej został przyjęty entuzjastycznie przez przez katolików oraz amerykańskich ewangelików, chociaż prawie całkiem pomija nauczanie Chrystusa. Skupia opowieść w czasie od modlitwy w ogrójcu nocą z czwartku na piątek po ukrzyżowanie i zmartwychwstanie ukazane w mgnieniu oka.

Natomiast „Ostatnie kuszenie Chrystusa” niewierzącego Martina Scorsese znakomicie ukazało Jego nauczanie, bez wściekłego sadyzmu Gibsona, ale z erotyzmem. Dlatego katolicy wyklęli ten film. Czyżby erotyczny potencjał Jezusa był groźniejszy dla wiary od bestialstwa prześladowców? Jest teoria, że kanon kościelny uświęcił androgyniczną postać Jezusa, aby wykluczyć potomstwo i roszczenia pretendentów do biologicznego dziedziczenia Jego duchowości, gdyż to ułatwiłoby powstawanie herezji.

Scorsese pokazuje, jak Chrystus w malignie wyobraża sobie wskutek diabelskiego kuszenia, że schodzi z krzyża i prowadzi zwykłe życie mężczyzny, ma dzieci. Na starość na łożu śmierci zostaje sklęty przez Judasza (!) za zdradę wspólnej sprawy. Jest rok 71, zbuntowana Jerozolima płonie a świątynia ulega zniszczeniu przez Rzymian. Jezus wraca na krzyż, by zostać umęczonym Zbawcą. Scorsese pokazuje obrazowo heroizm Chrystusa przez dobitny wybór między małym szczęściem a męką. To świadomy wybór dostępny dla człowieka i przez to niepokojący jako wyzwanie. Tym samym zaciera granice między człowiekiem a Bogiem. A Gibson ukazuje heroizm jako znoszenie męki i upodlenia, od których nie ma odwrotu. Możność wyboru jest na początku, w modlitwie w ogrójcu z prośbą o odjęcie męki. Ale czy miał inny wybór uważając siebie za syna Bożego i będąc nim zdaniem wierzącego reżysera? Mniejsza o nauczanie, gdyż naprawdę chodzi mu o Mękę.

Męka Chrystusa w „Pasji” jest tak straszna, że potrzeba równie mocno wskazać winnych. Są to kapłani i lud żydowski. Nie pomogą tu żadne wykręty przez pokazanie dobrych, współczujących Żydów i paru rzetelnych kapłanów. Winna jest Synagoga. Gibson konsekwentnie utożsamia ją z fizycznymi oprawcami. Żołnierze rzymscy są tylko bezmyślnym narzędziem; także Piłat zostaje zmuszony przez kapłanów szantażem do wydania wyroku śmierci. Zakrwawiony Chrystus mówi wprost namiestnikowi Rzymu, że nie on jest winien, a ci, co go mu wydali. W scenie biczowania diabeł przesuwa się wśród obeserwujących kapłanów; podobnie pod krzyżem. Są oni oficjalną i historyczną reprezentacją rozhisteryzowanego ludu. A lud żąda uwolnienia Barabasza i śmierci Jezusa.

Słowa wyryczane przez „cały” lud żydowski „Krew jego na nas i na dzieci nasze” (Mat. 27, 25) zostały pominięte w napisach, lecz padają na ekranie w języku aramejskim. A Judasz na pustyni wiesza się na sznurze, który ściągnął ze ścierwa kozła ofiarnego. Kozioł ofiarny był symbolicznie obciążany grzechami wspólnoty i wypędzany na pustnię w rytuale oczyszenia. Judasz biorąc dla siebie sznur z kozła sam staje się kozłem ofiarnym obciążonym grzechem całej swej wspólnoty. W chwili śmierci Chrystusa z nieba spada łza, co powoduje trzęsienie ziemi, pęknięcie świątyni i rozdarcie zasłony kryjącej Święte Świętych. Kapłani są przerażeni tym, co uczynili. A to kolejne wskazanie winnych.

Postępowa reinterpretacja Ewangelii

Wydział spraw międzyreligijnych amerykańskiej Konferencji Biskupów Katolickich i podobny wydział żydowskiej Ligi Przeciwko Zniesławieniu wydały wspólne oświadczenie, że właśnie taka narracja stanowiła przez stulecia pożywkę antysemityzmu w społeczeństwach chrześcijańskich, a kościół katolicki ją odrzucił na soborze watykańskim II w dokumencie Nostra Aetate. Podobnie uczyniły niemal wszystkie kościoły protestanckie. Watykan został zmuszony do zaprzeczenia, że papież Jan Paweł II miał powiedzieć po obejrzeniu filmu „tak było”, choć producent nie wycofał się z oświadczenia, że padły te słowa.

Lewicowy tygodnik The Nation ocenił, że Gibson odrzucił niemal wszystkie wskazówki podane w „Kryteriach” amerykańskiej Konferencji Biskupów Katolickich w 1988 r,, jak ukazywać Żydów w inscenizacjach Męki. Ma nie być osobników żądających krwi, nie należy pokazywać motłochu, nie używać Pisma dla wzmacniania negatywnego stereotypu Żydów. Ale na filmie oszalały tłum żąda krzyża i drwi na drodze krzyżowej, kapłani mają wielkie nosy i guzowate twarze, mdłe ciała, żółte zęby; Herod Antypas z dworem stanowi dziwaczne zbiorowisko obojnaczych zboczeńców o tłusych włosach, lecz „dobrzy” Żydzi wyglądają jak włoskie gwiazdy filmowe, np. symbol seksu Monica Bellucci gra Marię Magdalenę, stwierdza się w tygodniku.

Meandry polityki kościelnej nie są tematem tego tekstu, lecz opętanie Gibsona przez archetyp Apokalipsy. Dlaczego reżyser stał się Bestią i Zbawcą? Skąd pochodzi ta furia nie tylko przeciwko Chrystusowi pod pozorem pobożności reżysera, lecz także przeciwko Żydom?

Niezależnie od tego, czy było jak było, powód antyżydowskiej furii Gibsona wydaje się raczej współczesny. Żydzi zrobili z siebie w XX wieku główną siłę modernizacyjną świata przez naukę, gospodarkę, finanse, luźne obyczaje oraz do cna relatywistyczną kulturę. To wywołuje kolosalne napięcia, wojny i rewolucje z udziałem innych narodów. Stanęliśmy na progu przemiany rodzaju ludzkiego. Wielkiej jego części grozi zagłada. Chodzi tu o ludzi zbędnych dla rozwoju cywilizacji technicznej oraz wolnego rynku towarów i idei. Kościół hamuje ślepy na skutki postęp egoizmu, co przeszkadza modernizatorom.

Ten współczesny konflikt można ująć w narracji o Męce Pańskiej. Potrzeba Zbawiciela by nowy świat okazał się lepszy również dla ludzi zbędnych cywilizacji, ciemnych na umyśle nietwórczych „maluczkich”. A przemianę świata w lepszy wyraża Apokalipsa, ze Zbawcą w roli głównej. Swoją dobrocią zwalcza On egoistyczną, pyszną Bestię. Gibson staje w obronie katolicyzmu – lub został postawiony w tej roli przez archetyp Apokalipsy, który go opętał. Stał się twórcą „reakcyjnym”, reagując gniewem na skutki postępu.

Koniec królestwa Majów

Wątpliwości o intencji Gibsona rozprasza „Apokalypto”, gdzie mówi wprost o postępie, że jest zbędny dla szczęśliwego życia. Film zaczyna cytatem: przeciwnicy nie podbiją wielkiej cywilizacji jeżeli sama nie zacznie rozkładać się od wewnątrz. Występuje tu dwoje bohaterów zbiorowych: zacne plemię łowieckie na prowincji w lesie oraz okrutna, pyszna stolica królestwa. To pierwsze jest zdrowe, drugie chore.

Plemię słucha przy ognisku przypowieści starca, że człowiek nie zadowala się coraz większymi umiejętnościami, co go zgubi. Napad stołecznych żołnierzy grabi niewolników do ciężkiej pracy i na ofiary składane żywcem bogu. Główny bohater Łapa Jaguara zostaje pojmany. Ma zginąć na ołtarzu pod nożem kapłana, gdy następuje zaćmienie słońca. Lud bierze to za gniew boga, lecz kapłan wie, że zaćmienie minie. Znów pojawia się słońce i kapłan ogłasza, że bogowi wystarczy ofiar. Nasz bohater ucieka przed żołnierzami na brzeg morza. Widzi tu, że przybyli na okrętach jacyś ludzie z krzyżem i mieczem. To zapowiedź końca świata Majów.

Ten wspaniały film ukazuje harmonijne życie człowieka w symbiozie z naturą, jakie prowadzi leśne plemię i przeciwstawia marnotrawczemu, pełnemu pychy życiu stołecznej elity. Zapiera dech inscenizacja krwawych ofiar w stolicy, polowania na zwierzęta i ludzi, zaś scena porodu w grocie zalewanej wodą z ulewnego deszczu jest lepsza, niż nawet skok z wodospadu w dół na 50 metrów. Apokaliptyczny tytuł odnosi się do końca świata Majów i początku chrześcijaństwa w Ameryce Środkowej. Odnosi się także do pełni ludzkiego doświadczenia. Ujawnia co jest ukryte przed naszą świadomością w gnuśnej cywilizacji miejskiej.

Widzimy, jak zręcznie Łapa Jaguara porusza się w dżungli i czujemy w ciele, że to jest nasza zapomniana przeszłość. Ofiara z człowieka złożona bogu na szczycie wieży i poród w głębokiej grocie ukazują bieguny ludzkiego doświadczenia śmierci i życia w paradoksalnym odwróceniu góry i dołu bytowania. Okrucieństwo obrazów porusza ukryte, pierwotne głębie. Doznajemy zachwycającego poczucia totalności istnienia. Słyszymy z ust dziecka przepowiednię zagłady i myślimy sobie – a niech świat gwałtownie się przemienia! Czyżby wstępował w nas archetyp Apokalipsy? Wszak opętał Gibsona.

Jednak reżyser głosi wprost coś przeciwnego: pochwałę tradycji. Żadnej przemiany świata! To mój las! Woła Łapa Jaguara do swoich prześladowców – Polowałem tu z ojcem i będę polował z synem! Przeciwstawienie się postępowi wymaga odwagi i poczucia własnej godności. Te dwie postawy Gibson także pochwala. Główny bohater nie chce kontaktu z dziwnymi przybyszami. Nie ma w nim ciekawości dla nowego. Wybiera tradycyjne życie w swoim lesie. Idzie z żoną w zarośla trzymając w zawiniątku noworodka, syna, symbol kontyuacji.

Apokalypto” odnosi się do współczesności, gdyż zapowiada upadek wielkiej cywilizacji przez obrazy marnotrastwa, okrucieństwa, kontrast bajecznego zbytku i biedy, manipulację masami ogłupionymi przez elitę, która ma realną wiedzę i władzę. Na jej miejsce weszło chrześcijaństwo w świecie Majów. A co wejdzie w naszym?

Machabeusze mają ochrzcić Żydów

Oskarżany o antysemityzm Gibson ogłosił zamiar nakręcenia filmu o Machabeuszach. Miało to być „Waleczne serce” po żydowsku. Scenariusz zlecił wytrawnemu Joe Eszterhasowi; wcześniej napisał on dwa filmy o Holocauście. Anti-Defamation League protestowała, by antysemita kręcił fabułę o żydowskich bohaterach. Mimo to wytwórnia Warner Bros. nie zamierzała wycofać się z filmu o zbrojnym powstaniu w 164 roku przed Ch. przeciwko władcom helleńskim Seleucydom i założeniu królestwa Judei. Jednak projekt nie doszedł do skutku. Scenarzysta w końcu uznał, że reżyser wcale nie zamierzał kręcić tego filmu, a jedynie posłużył się jego nazwiskiem, by odbijać oskarżenia o antysemityzm.

9 kwietnia 2012 roku Eszterhas wystosował list otwarty do Mela Gibsona, w którym podał do wiadomości publicznej, co sam od niego usłyszał. Między innymi, że działa żydowsko-masońska konspiracja mająca na celu zniszczenie kościoła katolickiego a decydującym jej architektem jest papież Jan Paweł II, którego Gibson nazwał „anty-Chrystem” i „diabłem” za dialog z judaizmem. Sobór watykański II usuwając antysemickie modlitwy „zniszczył kościół”. Matki trzech ostatnich papieży były – mówił mu Gibson – Żydówkami. I zamierza nakręcić film o Machabeuszach, żeby „nawrócić Żydów na chrześcijaństwo”. Eszterhas nie pojmował, jak miałoby to nastąpić wskutek tego filmu.

Dalej Eszterhas opisuje mu w publicznym liście scenę jego bluźnierczego szaleństwa. Podczas kolacji w domu Gibsona ujrzał, że niegdyś „najseksowniejszy mężczyzna roku” magazynu People wygląda staro, jest siwy i łysieje. Wtem Mel rzucił telefonem o ścianę i zaczął krzyczeć: „Spójrz na mnie! Jaki jestem stary! Strasznie wyglądam! Ta p..na k..a niszczy mnie! (Oksana Grigorieva, matka ich córki Lucii, z którą wtedy burzliwie się rozstawał – KK.) Spójrz jak strasznie wyglądam! Odpowiedz mi Boże, czemu się ode mnie odwróciłeś!? P..ol się! P… ol się! – Cofnąłeś się kilka kroków – pisze Eszterhas – i krzyczałeś do nieba: – Nie zamierzam dłużej brać w dupę i mówić „dziękuję Panie!” Poczym wybiegłeś z domu.

Eszterhas już cztery lata wcześniej uznał, że „Mel ma taką umysłowość jak Adolf Hitler”. (Mel shares the mindset of Adolf Hitler). Gibson powiedział mu, że próbował psychoterapii, ale nikt nie potrafił określić, skąd w nim tyle gniewu.

Coś wstąpiło w Mela Gibsona. Najpierw kompleks Zbawcy. Następnie archetyp Apokalipsy. A teraz? Kto wie, czy nie Bestia. Według psychologii głębi to mroczne, tłumione siły popędowe w nieświadomości zbiorowej i jednostki ludzkiej. Twórca „Pasji Chrystusa” rozumie nasze czasy w terminach ostatecznych. Jego zdaniem jest to walka Synagogi z Kościołem.

Religijne opętanie wydaje mi się jednak tak zwaną fantazją kompensacyjną wielkiego artysty. Jego majątek wynosi 425 miliony dolarów. A miałby drugie tyle, gdyby nie rozwiódł się z żoną i musiał podzielić z nią imponującą fortuną. Na samej „Pasji” zarobił 300 milionów. Bo owszem, można służyć Bogu i Mamonie, dopóki nie zakończy się Apokalipsa.

Tekst pochodzi z kwartalnika „Fronda Lux”, nr 73.