KRZYSZTOF MATKOWSKI: BUREK W BRZUCHU, DZIURY W ŚCIANACH

W kotle bałkańskim już nie wrze, ale wciąż jest ciepło i to nie tylko za sprawą tamtejszego klimatu. Południowi Słowianie, zapytani o sytuację w regionie, najczęściej odpowiadają: „to skomplikowane”. Informacji można by oczywiście poszukać w internecie – po co się jednak wysilać, skoro wiedza przychodzi sama? Choćby pod postacią memów.

Obce kultury są bliżej niż na wyciągnięcie ręki – wystarczy kilka ruchów kciuka, by móc oglądać na ekranie smartfona średniowieczne mury Dubrownika czy socrealistyczną zabudowę Belgradu. Nie trzeba już podróżować, bo role się odwróciły: człowiek siedzi w miejscu, a cały świat przesuwa się w miarę scrollowania. W trakcie wakacyjnego zwiedzania nie znamy historii stojącej za każdym zabytkiem, tak samo nie zdajemy sobie sprawy z tego, co może się kryć za prostym obrazkiem, na który natrafiliśmy w internecie. Zazwyczaj idziemy dalej i kontynuujemy scrollowanie. Albo zadowalamy się powierzchownością, bo powierzchowność bywa bardziej atrakcyjna. Jak fake news przedstawiający prezydent Chorwacji w bikini. Powierzchowność miewa „wystarczającą siłę rażenia”. Jak liczba ofiar masakry w Srebrenicy, jednego z wielu ludobójstw w czasie wojny w Jugosławii.

Oba przykłady stanowią dla internautów materiał, z którego tworzy się tzw. kontent. Memem może stać się zarówno nieszkodliwe kłamstwo, jak i ogromna tragedia. Z takich strzępów informacji powstaje – stereotypowy, niekoniecznie słuszny – wizerunek wielu narodów, jednak obraz południowych Słowian w sieci jest wyjątkowo niejednoznaczny. Słodko-gorzki. Zabawno-poważny. Bałkany to śmiech przez łzy i łzy przez śmiech.

KRAINA RAKIJĄ I KRWIĄ PŁYNĄCA

To także miejsce zmieniających się granic, nie tylko w kontekście administracyjnym. Tam podziały często są umowne, niedokładne lub po prostu trudne, dlatego zaznaczam: w tym artykule bazuję na popkulturze internetowej, niejednokrotnie mylnej i skoncentrowanej wokół rozrywkowego fanpage’a Slavorum (którego liczba obserwujących sięga niemal miliona). Więc będzie przede wszystkim o słowiańskiej części Bałkanów, ale też o sąsiedzkich narodach – kontent strony dotyczy również Albańczyków, Bośniaków czy Rumunów. Wynika to z pewnych podobieństw – z jakim przestajesz, takim się stajesz i… z takim jesz.

Na Bałkanach najczęstszą potrawą jest mięso. Tak przynajmniej wynika z memów. Babushka – z charakterystyczną chustą na głowie i wybiórczą głuchotą (nie słyszy, gdy wnuki mówią, że nie są już głodne) – dba o to, by stół był pełen potraw, na których widok wegetarianin mógłby zasłabnąć. W tym samym czasie dziadek pyta, przeciw komu gra Serbia i Czarnogóra, a ty musisz tłumaczyć, że w ostatnich latach trochę się pozmieniało. Chwilę później zaczepia cię wujek, który chce wiedzieć, kim zostaniesz w przyszłości: lekarzem, prawnikiem, inżynierem czy powodem do wstydu dla całej rodziny. Wywijasz się z niezręcznej sytuacji tylko po to, by trafić do ciotek na przesłuchanie – czy masz już jakąś pannę? W końcu udaje ci się przedrzeć do kuchni. W ustach zaschło od słonych potraw i kłopotliwych tematów. Sięgasz do lodówki po butelkę wody, pijesz… a twoje gardło nagle płonie. To nie woda, to rakija. Mogłaby to być też wódka, a miejscem akcji nie Bałkany, tylko Polska. W świecie według internetowych stereotypów. 

Ta klasyczna scena odzwierciedla zakorzeniony w rzeczywistości mit każdej słowiańskiej rodziny. Niektóre elementy można by odnieść do innych krajów. Tutaj czegoś jednak zabrakło – nie ma ojca. Zginął na wojnie. Na wojnie niedalekiej w czasie i przestrzeni. Jugosłowiański konflikt zbrojny z lat dziewięćdziesiątych XX wieku wyróżnia Bałkany na tle reszty kontynentu: od czasu II wojny światowej w żadnym innym miejscu Europy w ziemię nie wsiąkło tyle krwi co na terenie dzisiejszych Chorwacji, Serbii czy Bośni i Hercegowiny. Niewiele się o tym mówi, ale nawet wojna bywa przedmiotem dowcipów. W internecie nie ma tematów tabu. 

Aktualniejszą kwestią jest spór o Kosowo. Slogan „Kosovo je Srbija” zyskał już status kultowego. O tym się mówi więcej, a co za tym idzie – żartuje się więcej. Zazwyczaj bez zgłębiania sprawy. Czasem śmiejemy się, bo inni się śmieją. Cieszymy się, przekonani, że jeśli rozumiemy coś trochę, to rozumiemy wystarczająco.

Innym kontrowersyjnym memem, który nawiązuje do Bałkanów, jest tzw. templatka przedstawiająca Slobodana Praljaka. Ten chorwacki zbrodniarz wojenny tuż po usłyszeniu skazującego wyroku wypił na oczach kamer truciznę. Zdjęcie człowieka popełniającego samobójstwo zostało potem wielokrotnie przetworzone i wykorzystane w celach… humorystycznych? Trudno stwierdzić, po co tworzy się taki kontent. Dla rozrywki? Dla „lajków”? Dla przelotnej popularności? I kto właściwie za tym stoi?

MY, CZY ONI?

Twory popkultury internetowej często pozostają niepodpisane. Nie sposób określić, na ile to inni śmieją się z Bałkanów, a na ile Bałkany śmieją się same z siebie? Prawda zapewne jest pośrodku – wizerunek tworzą obie strony. W przypadku tego regionu Europy jest to o tyle znamienne, że jego los w dużym stopniu zależał od nacisków zewnętrznych. Presja międzynarodowych organizacji przyczyniła się choćby do kształtu obecnych granic, co skutkowało powstaniem państwa, którego sama nazwa wskazuje na niejednolitość – Bośni i Hercegowiny. Wystarczy wspomnieć, że kraj ten zamieszkują trzy nacje (Bośniacy, Chorwaci i Serbowie), popularne są trzy religie (odpowiednio: islam, katolicyzm i prawosławie), w wielu miejscach można płacić trzema walutami (markami, kunami i euro). Istnieje tam więcej niż jeden rząd (ale to skomplikowane), a geograficzne położenie stało się obiektem żartów – Bośnia i Hercegowina jest oddzielona od Adriatyku wąskim pasem Chorwacji i trzeba się uważnie przyjrzeć mapie, by zauważyć malutki dostęp do morza.

Zresztą obce wpływy kształtowały tamtejszą ludność od wieków; na Półwyspie Bałkańskim Europa łączyła się i mieszała z azjatyckim Orientem. Wśród tej wielokulturowej różnorodności narodziła się potrzeba odrębności, a podstawę podziałów – jak pisze Bożidar Jezernik w „Dzikiej Europie. Bałkanach w oczach zachodnich podróżników” – stanowiła przede wszystkim religia. Tworzenie wizerunku odbywa się wielotorowo, więc współcześnie przeniosło się ono również na obszar wirtualny. Zaowocowało to na przykład memami o pochodzeniu Nikoli Tesli – i Serbowie, i Chorwaci uważają go za „swojego”. Z kolei Macedonia broni się przed szyderstwami Bułgarów i Greków, kreując w sieci fałszywy mit swojej wspaniałej przeszłości oraz powołując się na długą historię, sięgającą Aleksandra Wielkiego, choć w czasach słynnego zdobywcy w nie było tam jeszcze Słowian…

Popkultura internetowa służy więc nie tylko przelotnej sławie, ale też daje możliwość leczenia kompleksów narodowych. Na szczęście nie opiera się to wyłącznie na przekłamywaniu rzeczywistości – śmianie się z siebie jest innym rodzajem autoterapii. Dystans i samoświadomość pozwalają oswoić się z przeszłością i własnymi wadami.

PIĘKNO W CHAOSIE?

Długo jeszcze można by mnożyć przykłady obrazujące różnorodność „naszych południowych braci”. Warto jednak pamiętać o drugiej stronie medalu. Skłóceni ze sobą Chorwaci i Serbowie twierdzą, że mówią różnymi językami, choć w rzeczywistości… potrafią się zrozumieć i dogadać. Wśród bałkańskich Słowian istnieje też zjawisko jugonostalgii – tęsknoty za jednością, a nawet za dyktatorem Tito. No i wreszcie: przynależność do większej grupy etnicznej oraz związane z tym podobieństwa. Polacy lubią się z Chorwatami, a Serbowie – z Rosjanami. A wszystkich ich łączy coś uniwersalnie słowiańskiego, co niekoniecznie powinno napawać dumą.

Internetowy wizerunek Bałkan, jak już wcześnie opisywałem, posiada liczne punkty wspólne z tym jak postrzegana jest Europa Środkowo-Wschodnia. Hulaszczy tryb życia, sportowy ubiór z trzema paskami, charakterystyczny przykuc. Dziury w drogach i dziury w ścianach – w miejscach, gdzie jeszcze niedawno strzelało się do ludzi. Na wzmiankę zasługuje też slavic science, o czym można by napisać cały artykuł, więc zainteresowanych pomysłowością płynącą w słowiańskich żyłach odsyłam do poszukiwań na własną rękę. Nie tylko w sieci, ale też w „realu”. Wypatrujcie amatorskich wynalazków, które są tak głupie, że aż genialne.

Chciałbym podsumować tę podróż-bez-ruszania-się-z-miejsca jakimś optymistycznym akcentem, więc znowu sięgnę po to, co łączy, a nie dzieli. Po jedzenie. Kuchnia bałkańska nie należy do najbardziej szanowanych (łagodnie mówiąc). Jedną z najbardziej charakterystycznych potraw jest burek, czyli zawijane ciasto, które faszeruje się, jak uczą memy, tylko i wyłącznie mięsem. Bo burek z serem czy – o zgrozo – ze szpinakiem to nie burek. Żarty na ten temat można uznać za inside joke: trudno je wytłumaczyć, a bawić zaczynają dopiero po pewnym czasie. A jednocześnie stanowią – i żarty, i burki – jakiś symbol. Znak rozpoznawczy. Ważny, choć niepozorny, element tożsamości. Zdaniem, które ładnie (ale nie za ładnie, bo to nie pasowałoby do Bałkanów) kwituje południowosłowiańską popkulturę internetową, jest: „make burek, not war”. Czuć w nim ironiczną nutę pocieszenia – mimo wszystkich konfliktów, tragedii, przelanej krwi ludzie w tamtym zakątku Europy wciąż potrafią się śmiać i bawić. Może właśnie teraz ktoś je burka i cieszy się jego prostym smakiem. Ale dziury w ścianach wciąż czekają na załatanie.