street-1208302_1920

Kur… i smartfon, czyli korzyści z nocnych spacerów

Wieczorem, a właściwe już nocą, po 23 w ciągu tygodnia rzadko spotyka się spacerujących ludzi. Czasem o tej porze można natrafić na biegaczy, ludzi wyprowadzających psy, gdzieś na poboczu przez uchylone drzwi postojowej taksówki dobiegnie dźwięk dyspozytora.

Na moim osiedlu i w okolicach dochodzą do tego jeszcze przebudzone jeże i strachliwe kuny (oprócz oczywistych kotów). Ktoś kto nie wlicza się poczet powyższych jest niepożądany. Wtedy, kiedy idzie się spokojnym, niewzruszonym krokiem, w słabym, przeżółkłym świetle starych latarni staje się podejrzanym. Na myśl przychodzą złe skojarzenia- o kryminalnym rodowodzie. W nocy wszystko wydłuża swój cień, przybiera większe kształty.

Dlatego o tej porze czuję pewien dyskomfort, gdy spaceruję spokojnym, niewzruszonym krokiem w słabym, przeżółkłym świetle starych latarni. Nie lubię wywoływać szybszego bicia serca u osób wracających późno do domu.

Zastawiam się czy dyskomfort, czy coś innego czuł mężczyzna, który za swoimi plecami usłyszał krótkie „kur..” z ust młodej dziewczyny. Zapewne uznał, że to do niego, że ktoś zbliża się w jego stronę z niezbyt przyjaznymi zamiarami. Osobą tą była dziewczyna na rowerze, bodajże klasycznej holenderce, a może zwykłej damce, bo czy wtedy to słowo by pasowało? Choć powody były dwa (a może znacznie więcej).

Jeden to dziura w ulicy, która spowodowała niemiły wstrząs, drugi to zapewne pomylenie się w pisanym sms-ie na błyszczącym smartfonie ( który skądinąd musiał być powodem całego zajścia). Ogólny wygląd dziewczyny być może usprawiedliwiał to słowo. Smartfon podczas jazdy na rowerze to pewnie także nie zaskoczenie.

A być może oba te spostrzeżenia prowadzą jednak do dość ponurej konstatacji. I przyszła chyba ona nie spontanicznie, nie poprzez rzucone słowo, ale po przez odwrócenie się wspomnianego jegomościa. Bo może odwrócił się dlatego, bo przekleństwo użyła młoda dziewczyna i było to odwrócenie zdziwionego człowieka? Czy raczej jedynie kontekst nocy, pustej bocznej uliczki i nagłe krótkie nerwowe słowo za plecami sprawiło, że odwrócił się odruchowo, jak na dźwięk klaksonu, który go ostrzega? Chwilę potem otworzył butelkę piwa o betonowy kosz i poszedł w swoją stronę.

Gdy skręciłem w kolejną uliczkę, dziewczyna minęła mnie chwilę później mając tym razem w dłoni puszkę piwa, smartfon przy uchu i padło zdanie o nadgodzinach.

Dlaczego warto o tym w ogóle wspominać? Bo zrodziło to szereg skojarzeń: wiersz współczesnego poety, o dziewczynach rzygających nocą w bramach, po piwach wypitych naraz, uwagę znajomego, że przekleństwo w ustach kobiety brzmi wyjątkowo niedobrze, uwagę innego znajomego, że dzisiaj dziewczyny są inne( nie jako skarga ale jako stwierdzenie chyba na własną obronę, że nie skromność i zasady są im w głowie), myśl o modzie i kobiecych szortach krótszych od majtek i poczuciu, że to wszystko to dziś zwyczajna rzecz. I nie chodzi tu o słowny purytanizm, o bon ton i pozorne konwenanse, ale o pewną zmianę położenia granicy naszej wrażliwości.

Być może dlatego opowiadanie Stachury Pokocham ją siłą woli, zabrzmiało niezwykle aktualnie w moich uszach, w uszach, bo odtwarzane w wersji słuchowiskowej. Nie słuchałem go podczas spaceru, byłby to zbyt duży zbieg okoliczności (wtedy też nie powstałby ten tekst zagłuszając całe zajście), ale przyszedł także na myśl, zjawił się w kolejce szybkich skojarzeń.

W opowiadaniu Stachury bohater słucha monologu dziewczyny, która widocznie chce coś wyznać, choć robi to z pewnym trudem, może nie ze zmieszaniem- to byłoby złe słowo – ale z pewną nieśmiałością, z poczuciem powagi okoliczności, z poczuciem znaczenia chwili.

Bohater siedzi w fotelu, słucha tego wyznania dziewczyny, które zmierza w kierunku wyznania miłości i jest coraz bardziej zaskoczony. Może tak bardzo , że nie dopowiada. Ale znamy jego myśli, jego spostrzeżenia. Mężczyznę uderza przede wszystkim delikatność z jaką mówi dziewczyna, jej szczerość, oraz to w jaki sposób mówi o relacjach damsko-męskich. Brzydzi się ona „łaszeniem’, „grą”, mnogością relacji, pragnie wiernej ,absolutnej miłości, bezgranicznego oddania. Dla bohatera jej wyznanie jest odpowiedzią na „nachalną wulgarność świata”. Wyśnionym ideałem. I rzeczywiście okazuję się snem. Przebudzony w nocy bohater popada w przygnębiające odrętwienie, zarażając podobnym uczuciem samego czytelnika.

Bohater z opowiadania Stachury jest być może romantykiem, człowiekiem, który szuka ideału, ale także kimś kto dostrzega swoją odrębność na tle reszty społeczeństwa. Opowiadanie ukazało się w zbiorze „Się” w 1977 r., już jakiś czas po obyczajowej rewolucji Zachodu, której świadkiem mógł być także sam Stachura, podróżując m.in. do Stanów Zjednoczonych.

Pewnie już wtedy, ale szczególnie dziś, ktoś mógłby odczytywać opowiadanie w feministyczno – freudowskim kluczu, choć raczej nie warto się do tego odnosić. Krytyka wątpliwa, z akademicko elitarnego grona nie oddałaby tu nastrojów ludzi. Jednak samo pojęcie „romantyczny” wypowiadane coraz częściej z dezaprobatą już tak.

Romantyczny” wypowiadane jest czasem w negatywnym kontekście wobec epoki romantyzmu(przynajmniej z tym spotykałem się w okresie licealnym), ale też wobec komedii romantycznych. Te często kojarzą się jako naiwne, przesłodzone historie, oderwane od rzeczywistości, bardziej irytujące niż wzruszające. Jednak także z samą postawą, „byciem romantykiem” też nie jest zbyt dobrze.

Nie pomagają definicje, pierwsza z brzegu (więc może niereprezentatywna a jednak PWN):

postawa życiowa charakteryzująca się idealizmem, irracjonalizmem i nadmierną uczuciowością

Nie spotkałem się nigdy z obelgą typu „Ty romantyku!” „Ty romantyku jeden!”, jednak po powyższej definicji brzmiącej nieco jak epitet można by jakąś stworzyć, być może z kategorii tych zdecydowanie mniej ostrzejszych, a jednak mogących służyć dobrze jako łatka określająca delikwenta.

A jednak słowo „romantyk” jeszcze gdzieś wybrzmi dość ciepło, trochę z westchnieniem, z miłym zaskoczeniem, podziwu potwierdzeniem( jakby być może w swej charakterystycznej składni napisał Stachura).

Może świadczą o tym także wspomniane filmy? Zwłaszcza te kostiumowe, z epoki wiktoriańskiej, lub z wcześniejszych okresów, z epoki Jane Austen. I choć często mają one mało wspólnego z realiami, to jednak przeszłość jako taka stanowi tam niemal podświadomie pretekst dla ukazania pewnego wzoru miłości i samych relacji damsko-męskich. Pośród tych trudnych do strawienia, tych przesłodzonych, tych naiwnych historii powstają i takie, które niosą w sobie właśnie więcej, sentyment za czymś, co jest coraz rzadsze.

W Rozważnej i Romantycznej na podstawie prozy Jane Austen, zostają ukazane dwie postawy sióstr. Jedna jest niepoprawną romantyczką, druga kobietą stonowaną i rozważną( dziś powiedzielibyśmy przedsiębiorczą). I choć dziewczyna grana przez Kate Winslet wydaje się zupełnie naiwna w swoim wyobrażeniu miłości do jednak do niej dojrzewa , nie tracąc w tym ze swoich ideałów, a jej rozważna siostra także się czegoś od niej uczy. Film Anga Lee choć porusza kwestie finansowych problemów, jednocześnie opowiada o cierpliwej wierności i delikatności uczuć. Ale być może to ostatnie filmowe echa, dzieła które powstało już ponad 20 lat temu.

Powstanie filmu Duma i uprzedzenie i zombi, jest być może nie tylko wynikiem mody na zombi i komiksy, ale także uznaniem, że żeby taki temat był jeszcze w ogóle strawny trzeba go doprawić znaczną szczyptą brutalności. Film przedstawiany jako zwyczajna komedia o tytule „Jak urządzić orgię w małym miesicie” ( tym razem dosłowny przekład dystrybutora, ale tytuł także dosłownie oddający fabułę filmu) lub wiele filmów o studenckich seksualnych przygodach, wliczają się w poczet historii, dla których romantyzm to raczej obcy zwierz.

Dla wielu to pewnie sprawa dystansu i zwyczajnej różnorodności na filmowym rynku, choć ktoś może dostrzec w tym pewien trend, panującą modę jak na piosenki braci Figo Fagot o „miłości” w klubowej toalecie, które może i są ostrą parodią, ale w takiej zawsze zawiera się jakieś ziarno prawdy.

Co ma to wszystko wspólnego z nocnym spacerem i dziewczyną na rowerze?

Ten nocny spacer wraca, bo jest coś niepewnego z aury nocy, księżyca osnutego chmurami , który wszystkiego nie wyjawia, w ciszy nocy, w poczuciu irracjonalnej atmosfery, niepokoju może nawet z epoki romantyzmu, gdy w cieniu czai się coś złego, trudnego do nazwania, ale i z myśli o tym, że nocą widzi się wyraźniej pewne sprawy i być może trochę bardziej melancholijnie .

Melancholijnie, bo może z żalem Stachury, niesentymentalnie, bo to kolejne słowo na indeksie ( wątpliwości rozwiewa nieoceniona PWN), ale melancholijnie z odczuciem pewnego braku w naszych codziennych relacjach dotykających uczuć wyższych.

A ta dziewczyna? Może te nadgodziny, to na te nielimitowane rozmowy na smartfonie i na to piwo, plus zwyczajność przekleństwa to przypadek mało szlachetnej emancypacji, raczej obyczajowej niż prestiżowej, raczej dotykającej codziennych relacji niż sprawiedliwości dziejowej.

Po tym wszystkim uświadomiłem sobie jedno, ja także odwróciłem się jak wspomniany przechodzień. Z jakiego powody był ten pierwszy odruch?

Piotr Krajski