To, czym jest kontrkultura, wciąż odbieramy w Polsce nieco intuicyjnie, ogólnie rzecz biorąc jako formację kontestującą status quo, co niezupełnie wyczerpuje temat.

W świecie zachodnim jako jej punkt zapalny traktuje się ruch hippisowski, który wybuchł w latach sześćdziesiątych, a rok 1968 uczynił swoim aktem założycielskim. Centralne punkty programowe tego ruchu i ruchów, które z niego wykiełkowały to feministyczna emancypacja, osobliwie rozumiane wolność i braterstwo, zerwanie z tradycyjnym modelem stosunków społecznych i ekologizm. Wszystko to podlano sosem równie osobliwej mistyki, obtoczono rygorem braku rygorów i podano na lekkim haju w rytm muzyki wyrażającej konieczność miłości powszechnej i grozę świata. Właściwie jest to bardzo aktualne, tylko ornamentyka przechodzi konieczne liftingi, gdzieniegdzie z lekka się radykalizując. Interesująca zmiana jest właściwie tylko jedna. Dziwne i niekoniecznie mądre zmiany paradygmatu kulturowego, które wymyślili sobie odwiecznie niezawodni intelektualiści i niezadowolone z konserwatywnego terroru dzieciaki z dobrych domów, weszły do głównego nurtu kulturowego. Wdarły się do polityki, nauk społecznych, gremialnie zaczęły meblować głowy i serca. To, co było dość naturalnym buntem rówieśników moich dziadków, rozlazło się po całym świecie zachodu i namieszało w nim w stopniu, który dziś żądać zaczyna z wolna systemowych rozwiązań. Peryferie kultury lat sześćdziesiątych w dużej mierze zdefiniowały kulturę współczesną. Zatem dla utrzymania konsekwencji buntu przeciwko zastanej rzeczywistości, która coś nam nakazuje, dzisiejsza kontrkultura, to nie ruchy gejowskie, antychrześcijańskie, krzykliwe feministki lub nawet sympatyczna Greta, którą pozbawiliśmy marzeń, lecz te, które się przed tym wszystkim bronić.

Zachwiana konsekwencjami Jałty „zachodniość” Polski sprawiła, że kontrkultura, która pojawiła się u nas w latach osiemdziesiątych, miała nieco inny charakter. Rokosz, czyli bunt po polsku, wypowiedziany został realnemu socjalizmowi, realnemu syfowi, który tworzył komunizm i realnej deprawacji tkanki świata. Kontrkultura, którą często tworzyła lewica, miała charakter antylewicowy, co w uprzejmym zdziwieniu zaobserwować można z perspektywy czasu. Był to bunt przeciw nienormalności, często wyrażany także w zupełnie nienormalny i bezkompromisowy sposób. Po latach wielu koryfeuszy polskiej kontrkultury opowiada się za życiem, za zdrowym państwem i potrzebą normalnej sztuki i w ogóle zadziwiają poczciwym konserwatyzmem. Część z nich z dumą możemy nazwać naszymi przyjaciółmi. Zresztą patrząc na to, co się wokół dzieje, nietrudno dojść do wniosku, że w kończącym się z wolna 2019 roku, najbardziej kontrkulturowym działaniem było pójście na pielgrzymkę.

Jerzy Kopański

Okładka: Sebastian Krok, PAPRYKARZ SZCZECIŃSKI, 2019.



REDAKCJA:

Zarząd: Jerzy Kopański (redaktor naczelny), Tomasz Krok.

Redakcja: Rafał Niewiadomski (sekretarz redakcji), Szymon Doliwa, Oliwia Kacprzak, Michał Kozłowski, Joanna M. Kalbarczyk, Maciej Kalbarczyk, Paweł Rzewuski, Jarosław J. Żejmo.

Współpracownicy:  Krzysztof Bielecki, Monika G. Bartoszewicz, Marcin Darmas, Marcin Herman, Łukasz Kucharczyk, Martyna Ochnik, Anna Stępniak, Maciej Woźniak.


Miesięcznik Lux jest dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, pochodzących z Funduszu Promocji Kultury