f73-avatar

Maciej Parowski: Fantastyka alternatywna i jej wrogowie

Fantastyka alternatywna to jedna z polskich specjalności. Po 1989 roku poczynają się ukazywać teksty, w których przekleństwa polskiej historii (rozbiory, przegrane wojny, złe sojusze, fatalne decyzje kadrowe) zostają zawieszone lub odwrócone. W Chinach fantastyka alternatywna jest zakazana.

Konwencje fantastyki mierzącej się z polskim losem ewoluowały zależnie od ograniczeń. Na przełomie lat 70./80. wybucha fantastyka socjologiczna, antytotalitarna, używająca kosmicznego kostiumu (mistrzem był w tym Janusz A. Zajdel, bardzo dobrzy – Marek Oramus, Edmund Wnuk Lipiński, Wiktor Żwikiewicz). Dziesięć lat później kwitła znacząca odmiana fantastyki religijnej (Marek S. Huberath, Jacek Dukaj, Janusz Cyran, Rafał A. Ziemkiewicz, Marcin Wolski, Jacek Sobota, Wojciech Szyda). Potem zjawiła się fantastyka tzw. bliskiego zasięgu krytykująca wprost rzeczywistość po upadku komuny (błyszczeli tu Rafał A. Ziemkiewicz, Andrzej Ziemiański, Konrad T. Lewandowski, Jacek Inglot, znowu Oramus i Wolski).

Fala fantastyki alternatywnej nawiązuje do poprzedników i jest częścią większego procesu – odzyskiwania cenzurowanej i zakłamywanej przeszłości. Ukazują się wreszcie książki i studia, o których poprzednie pokolenia autorów nie mogły nawet śnić. A że mniej fantastykę ograniczają naukowe rygory, to pozwala ona marzyć, krzepić, przestrzegać, straszyć i – oczywiście – drwić. Czasem spadają na nas w tej prozie plagi gorsze niż w rzeczywistości; ale już żadna instancja nie broni nazywać ich nieszczęściami. Przykładowo u Jacka Dukaja (Xawras Wyżryn) i Marcina Wolskiego (Jedna przegrana bitwa) wojna 1920 roku kończy się porażką, a Polska ląduje 1 5 9 w sowieckiej zonie. Ale także w tej opresji spróbuje sobie poradzić.

Pytania, marzenia, hipotezy – gra z fatum

Powstał rodzaj literackiego nurtu, w Narodowym Centrum Kultury ukazało się kilkanaście książek w serii Zwrotnice Czasu. Sprzyjają tej prozie Wydawnictwo Literackie, SuperNowa, Znak, Fabryka Słów, Zysk i S-ka. Autorzy: Jacek Dukaj, Marcin Wolski, Szczepan Twardoch, Jacek Inglot, Adam Przechrzta, Andrzej Ziemiański, Zbigniew Wojnarowski, Łukasz Orbitowski, Konrad T. Lewandowski, Adam Pietrasiewicz i Wojciech Bogaczyk, Wojciech Szyda, Maciej Parowski, Wit Szostak, opowiadają o Polsce i świecie, jakich nie było, ale mogłyby być albo przynajmniej się przyśnić.

U Łukasza Orbitowskiego w powieści Widma nie wybucha Powstanie Warszawskie, ale ocalałe miasto też, jak w realu, wpada w ręce Sowietów. Warszawa wprost dławi się od broni, która nie wypala, i losów, które się nie dopełniły w męczeństwie i wielkości. Mamy tu dyskusję z polskim fatalizmem, ale też szukanie metafizycznego sensu w ofierze, porażce. Dziwną klęskę przynosi wielowątkowa rzeczywistość Lodu Jacka Dukaja. Erudycyjna powieść nagradzana przez zagraniczne i krajowe kapituły opowiada o świecie, w którym nie wybucha I wojna światowa, Polska nie odzyskuje niepodległości, ale nasi ziomkowie dobrze sobie radzą na rubie- żach cesarstwa, zwłaszcza że z Syberii wylewa się na świat magiczna zmarzlina, wywracająca dotychczasową fizykę.

Podobnie u Adama Przechrzty w powieści Gambit Wielopolskiego – Polak z połowy XIX wieku wejrzy w przyszłość i wzorem margrabiego spróbuje zapobiec Powstaniu Styczniowemu. Jest to decyzja uczciwa, okazuje się oto, że wszystkie wersje przyszłości, w których Romanowowie tracą władzę, byłyby i dla ludności imperium, i dla Polaków dużo gorsze. Toteż carat przetrwa, Lenin i Stalin nie zaistnieją w historii, do hekatomby wojen światowych nie dojdzie, ojczyzny mieć nie będziemy, ale Polacy mocno rozszerzą wpływy w imperium.

Przechrzta przegrywa Powstanie Styczniowe, Konrad T. Lewandowski w powieści Orzeł bielszy niż gołębica długo pozwala je Polakom wygrywać, za sprawą tzw. twardochodu (protoczołgu na parę i ropę). Później komplikuje sprawę, toteż w jego powieści nawet metafizyczny wynalazek Tesli pracującego dla naszych nie zdoła zapobiec temu, co nieuchronne.

Fatalność można odwrócić, przerzucając w zły czas nowoczesne formacje i bronie. Tak jak w Asymetrii. Rosyjskiej ruletce Piotra Gibowskiego, w Raquarok 1940 Mariusza Mortki czy w www1939com. pl Marcina Ciszewskiego, który komandosów z Afganistanu wysy- ła w sukurs żołnierzom Września i tak dość skutecznie walczącym pod Mokrą.

Większość książek nurtu – historiozoficznych i batalistycznych – nie mogłaby się oficjalnie ukazać przed 1989 rokiem. Kontestują aksjomat PRL-u, że punktem Omega naszej historii jest przyjęcie ustroju z rąk Sowietów. System sowiecki też zresztą zostaje z historii cudownie anihilowany.

Ku pokrzepieniu serc – gra z historią

Już wiosną 1991 roku Jacek Pietrucha w opowiadaniu Lepsza przeszłość pisał o sowieckich temporalnych agentach cofających się do 1905 roku, by zabić Piłsudskiego, ale przeszkodzą im też podróżujące w czasie polskie służby. Marcin Wolski w Alterlandzie szkicował losy Warszawy, zniszczonej i kwitnącej, w której na przemian panują nazizm, komuna, ale też wolność. Podobnie u Bogaczyka i Pietrasiewicza w Powrotach, gdzie odmiany sojuszy dokonywane przy końcu sierpnia 1939 roku sprowadzają na Polskę głównie nieszczęścia, bo nie ma już dobrych wyjść.

Na pewno nie ma? W powieści Wallenrod każe Wolski Polakom iść z Hitlerem na Sowiety, byle tylko uniknąć konsekwencji paktu Ribbentrop-Mołotow. W powieści Macieja Parowskiego Burza. Ucieczka z Warszawy ’40 niemiecko-sowiecki pakt nie wypala, bo we wrześniu 1939 roku spada wielki deszcz, niemieckie czołgi grzęzną w błocie, Francja i Anglia ruszają, a Stalin zastyga w blokach startowych. Dlatego Hitler już wiosną 1940 roku może być osądzony i zesłany na Wyspę Świętej Heleny, a do ocalałej Warszawy zjeżdża światowa intelektualna elita.

Nie zawsze chodzi o Polskę, ale często napotykamy naszych w tych fantastycznych grach z historią. W Quietusie Jacka Inglota Julian Apostata wygrywa, chrześcijaństwo przetrwa jako chora religia przemocy i miecza w Japonii, ale może odrodzi się na peryferiach cesarstwa wśród arystokratów dzielnej Wenedii (!). U Szczepana Twardocha w powieści Sternberg nie wybucha rewolucja francuska, to znaczy dochodzi do niej w Wiedniu. U tegoż Twardocha w powieści Wieczny Grunwald zamiast odwróconej historii wojen z Krzyżakami mamy pozaczasowy wir, w którym zmagają się żywioły niemiecki, polski, czeski, ruski – reprezentowane przez pachołków i rycerzy, a potem przez bioroboty zrodzone w metalowych łonach.

Dziwny, chłodny świat schyłkowego Rzymu bez Chrystusa, w którym wcielenie i zabawienie się nie dokonały, a słowo apostołów nie odmienia oblicza ziemi, wykreował Marek S. Huberath w powieści Druga podobizna w alabastrze. W powieści Quo vadis. Trzecie tysiąclecie Martina Abrama mamy replikę Sienkiewicza. W 2112 roku globalna korporacyjna władza zamiast chleba i igrzysk znów rzuca chrześcijan na pożarcie otumanionej tłuszczy.

Nawiasem mówiąc, uprawiają ten typ fantastyki także narody, które historii nie potrzebują poprawiać, bo grała po ich stronie. Amerykanin Philip K. Dick w głośnej powieści Człowiek z Wysokiego Zamku pozwolił państwom Osi wygrać wojnę, Hitlerowi panować w Europie i kosmosie, a Stanom popaść pod japońską okupację.

Sięgają po takie odmienione historie nacje gorzej doświadczone niż my – w rosyjskiej fantastyce wraca figura „popadańca”, współczesnego człowieka o cudownych możliwościach, pozwalających mu interweniować w przebieg II wojny światowej. Oni też marzą, redefiniują swój los, szukają przyczyn, wypatrują cudownych dźwigni, których poruszenie mogłoby odwrócić fatum. Dla pocieszenia, ale też nauki, żeby w przyszłości nie dać się ogrywać losowi.

Jednostka pod presją

Historia alternatywna to losy jednostek, które gnąc się bądź stawiając opór okolicznościom, zyskują moc uruchamiania dziejowych lawin i kierowania ich biegiem. Toteż przypomina często postaci szkalowane, przemilczane, niedocenione.

Często powraca w niej Piłsudski, na którego próbują dokonać zamachu, Piłsudski przywoływany podczas seansu spirytystycznego czy reanimowany przez lekarzy magików, by stawiać czoła zagrożeniom, którym sami pułkownicy nie sprostają. To ostatnie w powieści Wilczy legion Adama Przechrzty. U Andrzeja Ziemiańskiego w Bombie Heisenberga oddziałuje na dzieje Piłsudski wirtualny. Dostają w tej prozie mocne karty wyraziści osobnicy, jak ksiądz Popiełuszko czy młody poeta Wojtyła, człowiek nie tylko religijnego charyzmatu.

Odwrotnie u Wita Szostaka, który w  Dumanowskim, alternatywnej wizji Krakowa, wywodzi zabawnie, że nie rozkwitłaby tu twórczość trzech wieszczów, bo lunatyczny, „gród Kraka” zmieniłoby ich w pieczeniarzy, naukowców bądź biznesmenów.

Wracają pytania o męczeństwo Traugutta, zdradę Igo Syma, Janka Krasickiego i Marcelego Nowotki, o gest Becka, trafność przepowiedni Studnickiego i wizji Ossowieckiego. Oglądamy tu wcześniejszą o dwie dekady rozróbę wznieconą przez inkarnacje naszych marcowych Chamów i Żydów na sowieckim UW. Na froncie wschodnim Trzebiński spotyka się z Jüngerem, Willy Brandt debatuje w Warszawie z Melchiorem Wańkowiczem o przebiegu przegranej przez Hitlera polskiej kampanii. Znajdziemy tu i innych, takich jak Ciano, Orwell, Koestler, Camus, Oppenheimer, Einstein, gubernator Franck, Beria, Goebbels, marszałek Montgomery (któremu uciera nosa generał Sosabowski), ale więcej jest swojaków. Spierają się więc Boy-Żeleński i Irzykowski, Bruno Schulz i Nałkowska, Witkacy i Gombrowicz…

Nawet jeśli traktować rzecz jako zabawę i kompensację, to przecież nie sposób uprawiać tej gry bez filozoficznej refleksji nad rolą i możliwościami jednostki. Każdej jednostki. Jeśli nie chodzi o prawdopodobną grę faktami, to o emocjonalnie uzasadnioną kreację alegorii i nowych mitów. Oto Wojtek Szyda w powieści Fausteria obdarza bohaterkę siostrą bliźniaczką. Przed nami dwa wcielenia jednego losu – kuszone są obie, jedna Faustyna wybiera świętość, druga – obrazoburczą sztukę. Janusz Cyran w opowiadaniu Jeruzalem, wprawiającym w drżenie religijnych ortodoksów, pokazuje alternatywnego Chrystusa, który nie wytrzymuje męki i upokorzony mści się na ludziach okrutnie. Racja Krzyża, który był głupstwem dla Greków i zgorszeniem dla Żydów, ciekawie się broni w tym krótkim, niby retorycznym tekście nasyconym wielkimi emocjami.

Tak się bawią umysły odważne, wolne, długo krępowane setkami zakazów i tabu.

Na antypodach – katastrofizm i czarnowidztwo!

Snucie alternatyw jest przejawem wolności, ale nie jedynym. Istnieje też w dzisiejszej fantastyce polskiej nurt mroczny, zajęty przyszłością mniej określoną, dokonującą się w całkowicie wymyślonych światach, pełniących funkcję metafory czy znaku. Widać w tej prozie eskalację przemocy i brutalnością wziętą, trudno określić, ze współczesnych makabrycznych horrorów, z komputerowych strzelanek, z lewackich ideologii. Może z przeczuć rojących się w młodych głowach pod wpływem wydarzeń na Bałkanach, w Afganistanie, na Ukrainie. Z sytuacji globalnej i z przebiegu publicznych potyczek pełnych brutalności i nienawiści.

Lecha Jęczmyka, promotora fantastyki od lat 60., będącego do dziś dla pisarzy i fanów autorytetem, niepokoi ta odmiana, bo dostrzega w niej groźną manierę. W niepublikowanym szkicu Pokój z widokiem na wojnę, czyli Kanarki w burdelu zestawił identycznie brzmiące sceny bestialstwa z kilku książek, po czym odczytał rzecz na jednym z konwentów, także autorów wprawiając w konsternację. Nie przypuszczali, że pisząc niczym w stadzie, wyprodukowali tyle okropności. Pytania Jęczmyka – o odpowiedzialność za produkty wyobraźni, o ich moc sprawczą, o możliwą demoralizację czytelników – zabrzmiały bardzo boleśnie. Wobec podobnych wyzwań stawiało nas kiedyś malarstwo Zdzisława Beksińskiego, bardzo skądinąd przez fantastów cenionego.

Rzecz nie dotyczy fantastyki alternatywnej, o niej Jęczmyk wyraża się z uznaniem. Sięgając po losy i nazwiska konkretnych osób, wyrzekają się autorzy nurtu makabry, zresztą nie jest im ona do wywarcia wrażenia potrzebna. Za suspensem stoi tu nie zasada szoku, lecz odwracanie wyroków historii, przywracanie dobrego imienia, ocalanie pokrzywdzonych, budzenie nieprzytomnych. Fantastyka alternatywna apeluje do intelektu, wymaga wiedzy o procesach, które odwraca i dekonstruuje, a także o mechanizmach propagandy spod różnych znaków, bo i z nią wchodzi w spór. Po równi dywizjom i ideologom, zdrajcom i kłamcom gra na nosie.

Żadnych marzeń?

Tak rozumiana fantastyka alternatywna też budzi oczywiście niepokój. Stawiają ją pod ścianą Adam Krzemiński z „Polityki” i poeta Leszek Szaruga, redaktor „Nowej Polszy” oraz „Przeglądu Politycznego”. Ciekawe, że tępią próby wybicia się polskiej wyobraźni na niepodległość w pismach niemiecko- i rosyjskojęzycznych .

Osobny jest przypadek literata i publicysty (m.in. „Polityki”) Ziemowita Szczerka. W pracy Rzeczpospolita zwycięska. Alternatywna historia Polski kwestionuje on en bloc pozytywne wizje (marzenia) fantastów alternatywnych. Pokazuje II Rzeczpospolitą jako – nawet w razie cudownego zwycięstwa z Hitlerem – skazaną na gospodarcze i socjalne gnicie, kraj bez pomysłu na siebie, rozsadzany przez antysemityzm i inne konflikty. Szczerek lekceważy wzmożenie polskiego ducha w 20-leciu, kiedy Odrodzona budowała Gdynię i COP, wygrywała lotnicze challenge’e, dekodowała Enigmę, buzowała artystycznie i intelektualnie. Przegapia integracyjną siłę II RP, która odparła inwazję Sowietów, wychowała patriotyczną młodzież, stworzyła państw podziemne, a nie wykreowała polskich Quislingów.

Grając na zniżkę fantastyki alternatywnej, musi Szczerek szargać opinię II RP jak kiedyś sowieccy politrucy, a dziś szermierze pedagogiki wstydu. Wizją Polski zapyziałej, która sama z siebie bez zmiażdżenia przez Hitlera i tresury Sowietów, nie wybrałaby nowoczesności – wpisał się Szczerek, w żałosny cykl pouczeń, którymi zanudzał nas Gomułka i następcy.

Frazesy o pokracznej, niesprawiedliwej II RP legitymizowały ich polityczne wybory, których nie chcieli uznać za zdradę. Były też mandatem do sprawowania władzy z obcego nadania, którego nie umieli nazwać haniebnym.

Kto tu jest zakompleksiony?

Szaruga z Krzemińskim jeszcze gorzej kryją emocje, bo zamiast jak Szczerek argumentować, po prostu histerycznie ostrzegają Niemców i Rosjan, że niepokój panuje w Warszawie.

Gdyby Hitler nie miał wąsów, szkic Krzemińskiego w „Süddeutsche Zeitung”, przedrukowany w „Forum”, był jeszcze parokrotnie klonowany w „Polityce”. Zarzuty: polska fantastyka alternatywna jest trywialna, to literatura obsługująca traumy i lęki ludzi z kom – pleksami, niegotowych stawić czoło przyszłości. Na prawicy rośnie fronda narodowo konserwatywnych fanatyków, alarmuje Krzemiński, na Zachodzie fantastyka alternatywna służy intelektualnej zabawie, w Polsce zaspokajają te bajki żądzę odwetu. I udaje, że przed 1989 rokiem, za Lema, wyglądała ta odmiana fantastyki lepiej, bardziej odpowiedzialnie. Nieprawda – przed 1989 rokiem wybierano nam przyszłość, historia XX wieku była nietykalna. Za snucie współczesnych alternatyw autorzy mogliby trafić do kicia, trzeba idioty albo Niemca, żeby tego nie pamiętać.

Kuriozalny jest ten niemiecki głos w polskim domu, broniący Hitlera przed naszym fanatyzmem. Krzemiński nie pisnął przeciw wrednej bajce Naszych matek, naszych ojców, nie drwił, kiedy „zakompleksione” komando z Bękartów wojny robiło porządki w okupacyjnym Paryżu. Ba, zaakceptował AmbaSSadę Machulskiego. Za humor. Bo na serio to by były przecież prawicowe miazmaty!

Polski głos Szarugi w rosyjskim domu też brzmi groteskowo. Przywołując szkic Mariusza Grabowskiego Historia, czyli lek na poprawę polskiego samopoczucia, pomstuje Szaruga na pomieszanie kultury z polityką, jakby nie znał pojęcia literatury politycznej (historycznej, wojennej, marynistycznej…). Nominuje swoich idoli odmiany (Paranicki, Chwin/Lars), niesłusznie wywodzi nurt od znaczącego (nie dla niego) historyka Pawła Wieczorkiewicza, streszcza rzecz źle, nazywa lekceważąco „majstrowaniem w wyobraźni”. Wreszcie bezczelnie wmawia autorom marksizmleninizm, co jest szczytem idiotyzmu, bo akurat próba rozbicia łańcucha heglowskich konieczności jest sednem odmiany. Szaruga zapędza się, nie zauważając, że wyłamał się nawet z lewego frontu, bo akurat w Wiecznym Grunwaldzie Krzemiński dostrzegł literackie wartości, w czym nieoczekiwanie okazał się zgodny z Kapitułą Nagrody im. Józefa Mackiewicza, która wyróżniła książkę Twardocha.

Wszystko razem wygląda przerażająco. Mamy w fantastyce polskiej gorzką wiedzę narodu miażdżonego przez historię i od – powiadający jej wymiar refleksji i marzenia. Zamiast wyjaśnić – Niemcom, Rosjanom, światu – skąd to się bierze, Krzemiński z Szarugą piszą donosy. Jakby Hitler (i Stalin) byli dla nich wcieleniem heglowskiej konieczności, niby Napoleon dla Beethovena. A ruszenie choćby linijki w tej części historii powszechnej, która dotyczy Polski – zbrodnią przeciw ludzkości.

W powieści Rok 1984 Orwell ostrzegał, że kto weźmie władzę nad historią, ten będzie rządził teraźniejszością. Pacyfikacja historycznej wyobraźni może być równie groźna. W Chinach, tak przynajmniej twierdzi Žižek w filmie Perwersyjny przewodnik po ideologiach, fantastyka alternatywna jest zakazana.

Tekst pochodzi z kwartalnika „Fronda Lux”, nr 73.

  • Arkadiusz Maciejewski

    Diabeł się w ornat ubrał i ogonem na mszę dzwoni…

  • Liteon

    Analiza warta braw, szczegółowo i bardzo przystępnie nawet dla laika. O wielu autorach jednak wiele nie wiedziałem. To fascynująca lektura. Choć conajmniej jednego z znaczących w latach 70 autorów Maciek pominął,być może ze względu na jego poglądy polityczne. Mówię oczywiście o Bohdanie Peteckim.