MAG CHILDERYK – MESJANISTA NIEOCZYWISTY, CZYLI KILKA SŁÓW O WINCENTYM LUTOSŁAWSKIM

Wincenty Lutosławski urodził się w 1863 r. w rodzinie ziemianina i twórcy twórca fortuny rodu Franciszka Dionizego Lutosławskiego. W 1881 r. rozpoczął studia na Politechnice w Rydze, dwa lata później przeniósł się na Uniwersytet Dorpacki. W 1883 r. przerwał studia i zaczął podróżować po zachodniej Europie. W 1885 r. uzyskał licencjat z chemii, a w 1887 r. tytuł magistra filozofii. W 1888 r. udał się do Moskwy w  celu otwarcia przewodu doktorskiego, jednak ostatecznie sprawa ta zakończyła się niepowodzeniem. Rok później w British Museum rozpoczął badania nad zagadnieniem filozofii Platona, które kontynuował z przerwami do 1894 r. Zakończyły się one rozprawą „The Origin and Growth of Plato’s Logic” wydaną w 1897 r., dwa lata później otrzymał tytuł doktora filozofii na Uniwersytecie Helsińskim. Na progu nowego wieku powrócił do Polski i rozpoczął wykłady w katedrze filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jednak w niecały rok po ich rozpoczęciu, musiał opuścić mury uczelni w wyniku konfliktu z jej władzami. W międzyczasie zaangażował się politycznie i zapisał się do Ligi Narodowej. W latach 1901-1902 wykładał na uniwersytetach w Lozannie i Genewie, następnie w 1904 r. przeniósł się do Londynu gdzie na tamtejszym University College uczył literatury polskiej. W tamtym okresie odbywał podróże do Egiptu, Jerozolimy, Damaszku i Aten opracowując własną metodę terapeutyczną opartą na hinduskiej jodze. Po ponownym powrocie do kraju w 1908 r. zamieszkał w Warszawie. Podczas Kongresu Wersalskiego pracował w Polskim Biurze Prac Kongresowych, gdzie przygotowywał tłumaczenia dokumentów dla polskich dyplomatów. W latach 1920-1931 prowadził katedrę na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie. Od 1934 r., aż do śmierci mieszkał w Krakowie, gdzie wykładał w latach 1946-1948.

Wincenty Lutosławski jest zaliczany do grona reprezentantów nurtu mesjanizmu polskiego. W swoich rozważaniach naczelną wartością uczynił naród, którego warunkiem istnienia była wspólnota jaźni. Jaźń zaś była u Lutosławskiego tożsama z pojęciem świadomości, którą z kolei postrzegał przez pryzmat teorii o reinkarnacji. Przy kwestii tej należałoby się przez chwilę zatrzymać, bowiem stała się ona problematyczna już po śmierci filozofa, gdy pojawiły się głosy kwestionujące jego związki z Kościołem katolickim. Do sprawy tej odniosła się nawet córka Lutosławskiego – Janina która wspominała, że: „Ojciec miał jedno takie przekonanie o reinkarnacji, która jest niezgodna z nauką Kościoła, ale zwrócił się z tym w swoim czasie do arcybiskupa Mercier, który powiedział, że w taki sposób, w jaki on to ujmuje, przekonanie to jest dopuszczalne”. Désiré-Joseph Mercier, arcybiskup Mechelen (1906-1926), faktycznie nie negował definitywnie idei reinkarnacji. Zdaniem brytyjskiego badacza Fredericka Spencera świadczy o tym właśnie treść korespondencji Merciera z Witoldem Lutosławskim, w której belgijski duchowny pisał, że reinkarnacja nie była nigdy oficjalnie potępiona przez Kościół katolicki. Reinkarnacja była dla Lutosławskiego o tyle istotna, iż postrzegał ją w swojej mesjanistycznej wizji jako ważny element w tworzeniu i istnieniu wspólnoty narodowej, która miała być utrzymywana przez kolejne „powracające” jaźni.  Według Lutosławskiego jaźń by osiągnąć pełną świadomość  narodową, musiała przejść przez dwa etapy. Pierwszy z nich polegał na doświadczeniu miłości płciowej, która miała nauczyć umiejętności wyjścia z siebie i zjednoczenia z ciałem oraz duszą innej osoby; drugi na osiągnięciu stanu mistycznego związku z istotą najwyższą – Bogiem.

Najwyższe miejsce w mesjanistycznej myśli Lutosławskiego, zajmował  naród polski, któremu miała przypaść zaszczytna rola prowadzenia innych narodów ku lepszej przyszłości. Jak ujął to w swoim artykule „Mesjanizm Wincentego Lutosławskiego i jego społeczno-polityczne implikacje” Paweł Matusiak: „Cechą predestynującą do tego zadania miała być przejawiająca się w naszej narodowej psychice wewnętrzna pewność co do istnienia i oddziaływania Boga na rzeczywistość. […]. Znaki od Boga Polacy mieli otrzymywać za pośrednictwem natchnionych wieszczów oraz poprzez przykład osobisty bohaterów narodowych. Za ogólnoludzkie wartości, szczególnie silnie reprezentowane przez naród polski, W. Lutosławski uważał: tolerancję, wolność jednostki, miłość bliźniego, zasady chrześcijańskie, silne więzi społeczne oraz idee unii narodowych i religijnych obecne w kulturze. Wartości te miały gwarantować możliwość zaistnienie solidarności ogólnoludzkiej”.

Pomimo, iż Lutosławski cieszył się szacunkiem i uznaniem wśród zagranicznych uczonych (w szczególności ze względu na pracę „The Origin and Growth of Plato’s Logic” [1897], w której ustalił kolejność dzieł greckiego filozofa) w Polsce spotkał się z niezrozumieniem, a nawet krytyką swoich koncepcji. Co znamienne za sprawą pracy „Rozwój potęgi woli” (1909) będącej pierwszym polskojęzycznym podręcznikiem indyjskiej jogi zjednał sobie sympatię czołowych polskich ezoteryków, w tym m.in. animatora ruchu neoróżokrzyżowego w Polsce – Józefa Chobota oraz słynnej jasnowidzącej z Wisły – Agnieszki Pilchowej.

Książka Lutosławskiego zawierała w sobie opisy technik oddechowych, które miały jego zdaniem kluczowy wpływ na doskonalenie człowieka nie tylko jako jednostki. Przez opisane przez siebie ćwiczenia filozof rozumiał rozwój fizyczny, intelektualny, moralny oraz psychiczny całego narodu polskiego, jak głosił bowiem pełny tytuł tego dzieła: „Rozwój potęgi woli przez psychofizyczne ćwiczenia według dawnych aryjskich tradycji oraz własnych swoich doświadczeń podaje do użytku rodaków Wincenty Lutosławski”. Pisząc swoje dzieło, inspirował się pismami i poglądami Vivekanady (1863-1902) indyjskiego mistrza i propagatora hinduizmu na Zachodzie. Jak zauważyła A. Świerzowska, na łamach swojej pracy – „Joga w Polsce od końca XIX wieku do 1939 roku” kluczową kwestią, która zainteresowała polskiego filozofa świętymi naukami hinduizmu, było przekonanie Vivekanady, a więc przedstawiciela państwa, które podobnie jak Polska walczyło wtedy o swoją niepodległość, że: „[…] odrodzenie narodu(ów), a ostatecznie całej ludzkości jest możliwe poprzez formację każdego pojedynczego człowieka, ta zaś musi obejmować jego pełną przemianę i odnową – fizyczną, moralną oraz – to sprawa zasadnicza – duchową, prowadzącą do odkrycia pierwiastka boskiego (jaźni, duszy) ”.

Pomimo że Lutosławskiemu zdarzało się w latach 30. gościć na łamach ezoterycznych czasopism m.in. w: „Miesięczniku Wiedzy Duchowej. Hejnał”  (gdzie ukazała się rozmowa, jaką przeprowadziła z nim Agnieszka Pilchowa), piśmie „Lotos” czy miesięczniku polskich astrologów – „Niebo Gniaździste” jednoznacznie odcinał się od organizacji okultystycznych. Na łamach wydanej w 1933 r. biografii „Jeden łatwy żywot”, wspomniał, że podczas swoich wojaży po Europie zapisał się  w 1901 r. za sprawą lekarza i terapeuty, niejakiego Augusta Forela do parawolnomularskiej organizacji Zakonu Dobrych Templariuszy: „Posiedzenia lóż tego zakonu były niezmiernie nudne, gdyż polegały głównie na pewnym dosyć bezdusznym rytuale i na powtarzaniu na różne sposoby tej jednej prawdy, że alkohol jest szkodliwy […] Nie umiałem podzielać entuzjazmu Forela, lecz wstąpiwszy do Zakonu Dobrych Templarjuszy postanowiłem poznać wszystkie szczeble tej organizacji, aż do najwyższego i na zjeździe międzynarodowym w Sztokholmie w 1904 r. zostałem przyjęty na wniosek Forela do najwyższej loży międzynarodowej. Przekonałem się, że różne wtajemniczenia coraz to wyższe stopnie żadnych tajemnic nie odsłaniały […] To też po kilkunastu latach uznałem mój błąd, i tej propagandy się publicznie wyrzekłem”.

Nie ulega wątpliwości, że podręcznik jogi Lutosławskiego miał bez wątpienia charakter programowy dla wielu polskich ezoteryków, w tym członków Polskiego Towarzystwa Teozoficznego, będącej ekspozyturą Towarzystwa Teozoficznego. Organizacji założonej w 1875 r. przez medium i okultystkę rosyjskiego pochodzenia, Helenę Bławatską oraz amerykanów: prawnika Williama Quana Judge’a i pułkownika w stanie spoczynku, Henry’ego Steela Olcotta. Po śmierci Bławatskiej w 1891 r. przywództwo w Towarzystwie objęła Brytyjka Annie Besant, która prowadziła organizację do 1933 r. Celem Towarzystwa miało być zgłębianie praw „rządzących wszechświatem”, a do swoich badań jego członkowie używali doświadczeń spirytystycznych oraz elementów wiedzy tajemnej

Jak możemy się dowiedzieć ze wstępu do trzeciego wydania „Rozwoju potęgi woli” z 1923 r., Lutosławski jednoznacznie postępiał jednak Teozofię oraz przestrzegał przed nią rodaków, jak pisał: „Znałem osobiście Bławacką i jej następczynię Annie Besant, znałem Olcotta i Sinnetta, znam Steinera i wielu innych podobnych do niego fałszywych proroków, których Św. Jan w Apokalipsie zapowiadał, i na zasadzie tej gruntownej znajomości ludzi i ich nauk ostrzegam rodaków, by tym egzotycznym przewodnikom ani bezimiennym duchom, przemawiającym przez media, nie ufali, tylko się pokornie zwracali do Chrystusa z prośbą o światło, siły i radość, jeśli chcą przyjąć żywy udział w wyzwoleniu narodu z niewoli ducha, gorszej jeszcze niż była niewola polityczna pod trzema zaborcami”.

Jak już wspomniano skojarzenie postaci Lutosławskiego oraz jego twórczości z okultyzmem  stało się zresztą kanwą dla plotek wielu nieżyczliwych filozofowi osób.  Jego córka Janina Lutosławska, która była ortodoksyjną katolicką, broniła czci ojca przytaczając artykuł opublikowany w „Tygodniku Powszechnym” autorstwa księdza proboszcza Władysława Bartonia z parafii, do której uczęszczał Wincenty. W tekście „Wspomnienie o moim Ojcu”  (2000)  twierdziła, że „[…] Ojciec był praktykującym katolikiem i w momencie, gdy sytuacja już zdawała się taka wyraźnie niedobra, że po prostu zanosiło się na śmierć, to zwróciłam się do księdza Bartonia, żeby do nas przyszedł i udzielił ojcu ostatniego namaszczenia, sakramentów […] Wszystko odbyło się jak należy, ojciec przyjął wiatyk”.

Wincenty Lutosławski na kilka dni przed śmiercią (28.XII.1954 r.) napisał oświadczenie do wspomnianego ks. Bartonia dotyczące jego stosunku do religii rzymsko-katolickiej, które rozwiewa wszelkie wątpliwości w tej kwestii: „Ja Wincenty Lutosławski, oświadczam niniejszym, że urodziłem się katolikiem, jestem nim i jako katolik chcę umierać. Jeżeli w wypowiedziach swoich czy pismach poruszałem tematy bezpośrednio czy pośrednio związane z wiarą katolicką i dogmatami – to oświadczam niniejszym, że w tych sprawach poddaję się całkowicie pod osąd Kościoła, a ewentualne wszelkie moje błędne zapatrywania i niezgodne z nauką Kościoła – odwołuję” .