281401_biografie-odtajnione_649

Magda Osińska: Siedlecka w Niespodziance opowiada o swojej najnowszej książce „Biografie odtajnione”

Tylko Matyszkowicz przeniósł się na Woronicza, a już we Frondzie LUX zapanował nastrój rozprężenia, sprzyjający rozmowom o homoseksualizmie. Na spotkaniu autorskim z Joanną Siedlecką, podczas którego prezentowała ona wespół z Marcinem Wolskim swoją najnowszą książkę „Biografie odtajnione”, wątek preferencji seksualnych Jerzego Zawieyskiego czy Jerzego Andrzejewskiego powracał bardzo często. Bo i często był on wykorzystywany przez służby bezpieczeństwa do uwikłania autorów w złożone gry operacyjne. Tak naprawdę nie chodziło jednak o grzebanie w przeszłości, cudzych brudach i w pościeli – co, zdaniem wielu, jest domeną prawicy – ale o szerszą refleksję: patrzcie, jak system potrafi pętać, omamiać i wysysać z człowieka wszystkie soki. Potężny aparat – ludzki i techniczny, nastawiony na to, by niszczyć i infiltrować środowisko literatów.

Upadki ludzi zawsze na propsie – dlatego sala w Niespodziance pełna. Pełna również znakomitości: Jolanta Nowakowska – wdowa po Marku Nowakowskim, Magdalena Merta, żona ś. p. Tomasza Merty. O prawdziwym fejmie LUXA (i oczywiście Siedleckiej) niech świadczy jednak fakt, że na jednym z krzesełek przycupnęła ponoć Hanna Macierewicz, żona Antoniego.

Środowiska twórcze, co nie jest wymysłem jedynie nagrody literackiej Nike anno domino 2014, w dużym stopniu stwarzają konstelacje towarzysko-seksualne. Nic dziwnego, że bezpieka to wykorzystywała. To zresztą jedno z wielu narzędzi, jakim sprawnie dysponowało opresyjne państwo. Szantaż, zastraszanie, blokowanie kariery, ale i obietnica smakowania socjalistycznych fruktów – wyjazdy, stypendia, nagrody, wolność twórcza. A przede wszystkim – mieszkania. Jerzy Zawieyski na przykład – mając wyraźną ochotę na bliższy kontakt z Herbertem i wykorzystując swoje stosunki w partii – próbował załatwić mu jakiś stały kąt. Herbert cnoty za kawalerkę jednak nie oddał.

Siedlecka na spotkaniu sypała masą anegdot – bezpieczniackie materiały to niezwykły katalog ludzkich grzeszków, ale i małych zwycięstw. Cat-Mackiewicz – kolekcjoner wrażeń – został wezwany przed oblicza smutnych panów. Próbowali go zaszantażować zdjęciami, na których oddawał się radosnej rozpuście. Cat, widząc dobre jakościowo fotografie, aż zakrzyknął, zażądał odbitki i powiedział, że nareszcie przedstawi dowód swojej ułańskiej chuci sceptycznemu co do jego opowieści Melchiorowi Wańkowiczowi. Cat z gołą dupą wyszedł z twarzą.

Wolność twórcza, a przynajmniej poluzowanie kagańca cenzury – był to zdaniem rozmówców bardzo silny wabik na ambitnych artystów. Andrzej Kuśniewicz, autor „Króla Obojga Sycylii”, czy twórca kultowego „Rejsu” Marek Piwowski – mogli liczyć na wiele więcej swobody i realizację swoich założeń estetycznych. Postać Piwowskiego sprowokowała pewnego rodzaju dyskusję z widownią. Pan z pierwszego rzędu – zdeklarowany wielbiciel reżysera – próbował łagodzić dość ostry osąd Siedleckiej na ten temat, wykazując się niespotykaną jak dotąd ostrożnością w piętnowaniu. Że jednak kręcił takie świetne filmy i że esbekom mówił rzeczy nieistotne, że to się równoważy. Dlaczego mówię o tej niespotykanej dotąd ostrożności w piętnowaniu pana z pierwszego rzędu? No bo mam w pamięci inne spotkanie w Niespodziance (na temat państwa wyznaniowego), na którym pan ten zaatakował Agnieszkę Graff, wiążąc jej całą działalność feministyczno-ateistyczną z ojcem, czy dziadem – stalinowskim prokuratorem. I choć waga przewin jest trudna do porównania (bo jeden „tylko donosił”, a drugi wnioskował o najwyższy wyrok kary), to jednak zawsze warto pamiętać o tym, by argumenty biograficzne (a raczej wzięte z antyku dziedziczenie win) nie były orężem w walce przeciwko przeciwnikowi ideowemu. Siedlecka co do Piwowskiego była nieprzejednana, opowiadając obszernie, jak to zręcznie niszczył ludzi. Ciekawe jest też to, że Janusz Głowacki, współautor „Rejsu”, dowiedziawszy się o współpracy reżysera z SB i o tym, że ten na niego donosił, w licznych wypowiedziach medialnych bronił go mężnie. Kontakty towarzyskie jednak zerwał.

Wolski zauważył – odnosząc się do licznych fragmentów książki – że szczególnie chętnymi do współpracy literatami byli twórcy literatury dziecięcej i młodzieżowej. Jak choćby Krystyna Siesicka czy Zbigniew Nienacki. Z jednej strony łatwo było bowiem wypromować miernoty (Siesickiej, autorce „Jeziora osobliwości”, dostawało się co chwila), z drugiej zaś – na młodych czytelnikach władzy bardzo zależało. Autorami książek dla dzieci musieli być więc ludzie dyspozycyjni.

Joanna Siedlecka, napiętnowana nie raz przez funkcjonujących w przestrzeni publicznej byłych sprzedawczyków i ich koleżków za swoje przesiadywanie w IPN-ie, znów imponuje dociekliwością. I mimo że wyciągane przez nią materiały mają czasem bulwarowo-sensacyjny zapach, to jednak są to jedynie konsekwencje nieprzeprowadzenia lustracji. Niech oburzający się na te odkrycia mają świadomość, że jest to jedynie smród zaniechania.