bricks-459299_960_720

Murem podzieleni

Kazik śpiewał kiedyś: mój dom murem podzielony. Tekst nie dotyczył Polski, napisany w 1988 r. opisywał podział naszych zachodnich sąsiadów. Nowa piosenka o Berlinie – brzmiał pierwotnie tytuł piosenki zanim został przemianowany na Arahję. Jednak słowa o murze przychodzą gdzieś do głowy, gdy spogląda się na dzisiejszy spór w kwestii aborcji.

Ktoś ironicznie mógłby powiedzieć facebook murem podzielony. Problem wydaje się jednak szerszy, bo problem aborcji dzieli nasze społeczeństwo na co najmniej trzy różne obozy. Na tych, dla których obecny stan prawny jest właściwym, sensownym kompromisem, na tych, dla których jest zbyt restrykcyjny i tych, dla których jest zbyt liberalny.

Można znaleźć jeszcze konkretne podobozy: dla których pewne wyjątki w obecnym kompromisie są do zaakceptowania, a inne nie (przykład: sprzeciw wobec zabicia w wyniku upośledzenia dziecka z popieraniem aborcji dziecka poczętego w wyniku gwałtu). Są i tacy, którzy uważają, że są przeciwko aborcji, ale „nie chcą decydować za innych”, dlatego nie chcą zmiany prawa, lub: „tak, za karaniem, ale nie matek”.

Ktoś mógłby zapytać: po co przypominać takie oczywistości? Może dlatego, że pokazują jednak pewną złożoność, także komplikacje na poziomie obecnej ustawy, gdy niektórzy chcą kompromisu z „kompromisem”. Może także dlatego, że w takiej sytuacji łatwo pogubić się w rozeznaniu, kto właściwie jest za czym w tym sporze?

Pomijając zupełnie polityczne intencje partii zasiadających w sejmie, czy poza nim ( Razem), wbrew różnym opiniom ludzie nie zajmują się tematem zastępczym, są w niego realnie zaangażowani. (Przy okazji żeby móc martwić się kwestiami gospodarki, najpierw trzeba się urodzić).

To zaangażowanie może być oczywiście podsycane, manipulowane, wykorzystywane. Jednak wielkim błędem byłoby stwierdzić, że jego źródło zrodziło się w politycznych kuluarach. Projekt Ordo Iuris podpisało ponad 450 tyś. ludzi i to projekt społeczny stał się zarzewiem obecnego konfliktu. Jego źródło tkwi jak najbardziej w naszym społeczeństwie.

Podział jaki się dokonał być może nie jest dla wielu zaskoczeniem. Od lat powracała kwestia „zgniłego kompromisu”. W tej sytuacji na pierwszy plan wysuwały się postulaty dwóch stron: zakazującej aborcji i aborcję liberalizującą. Dziś przy okazji czarnych protestów dochodzą jednak z większą siłą głosy owych „podobozów”, głosy pośrednie, które z większym lub mniejszym zaangażowaniem popierają owy protest lub odcinając się od niego podkreślają jednocześnie swoje wątpliwości wobec pewnych kwestii zawartych w projekcie ustawy złożonym przez Instytut Ordo Iuris.

Chcąc oddać sprawiedliwość, nie wszyscy którzy protestują w czarnym proteście są za drugim projektem „ratujmy kobiety”, który wprowadza aborcję na życzenie do 12 tygodnia ciąży. Niemniej środowiska feministyczne, czy partia taka jak Razem może wykorzystywać i opór tych osób, które są za aktualnym „kompromisem”, podciągnąć do grona osób dążących do jeszcze większej liberalizacji prawa. W ogólnym szumie medialno – społecznościowym i owych partyjno ideologicznych grach na przeciąganie do siebie – ginie jednak jedna kwestia.

Jest nią właśnie owa ustawa, która podtrzymuje obecny kompromis i to w jaki sposób dokonuje się przy nim pewne moralne przeciąganie liny . Nie chodzi tu tylko o polityków, ale przede wszystkim ludzi, którzy wypowiadają się w tej kwestii.

Wiele osób, które protestują przeciwko nowemu projektowi ustawy zdają się czasem podkreślać, że nie są za aborcją, ale przeciwstawiają się pewnym elementom samej ustawy- m.in: brak gwarancji ratowania życia kobiety, karalność za badania prenatalne, możliwość karania za poronienie, niejednoznaczność przy karaniu lekarzy oraz kobiet. Na zarzuty odpowiadają sami twórcy ustawy- podkreślając, że są one nieuprawnione .

Nie chcę tu przekształcać tekstu w spis argumentów i kontr-argumentów , ale zainteresowanych zachęcam do sięgnięcia chociażby po obszerne wyjaśnienie, które przedstawiane jest w także w oparciu o już te obwiązujące prawo, które nie jest zniesione przez nową ustawę.

(http://www.ordoiuris.pl/glowne-zalozenia-projektu-inicjatywy-obywatelskiej–stop-aborcji—broszura-,3840,analiza-prawna.html)

Osoby, które stawiają te zarzuty jednocześnie bardzo często odnoszą się jednak do innych kwestii z owego kompromisu. „Nikt nie powinien decydować czy mam urodzić”, „urodzenie dziecka z gwałtu to przerażająca trauma i nie można skazywać kobiety na przeciąganie tej traumy w postaci utrzymywania ciąży”. „Urodzenie upośledzonego dziecka także stanowi straszna traumę , jest czynem heroicznym i nikt nie powinien wymuszać na kobiecie takiej decyzji”.

Te zarzuty podkreślają, że nikt nie może decydować za drugą osobę. Zgoda, tylko w tym przypadku należałoby powiedzieć: właśnie, nie chcemy decydować o życiu osoby za nią samą. Skazywać dziecko poczęte w wyniku gwałtu na dodatkową karę, karę najgorszą, która nie jest przewidziana nawet dla najbardziej okrutnych przestępców, gwałcicieli: na śmierć. Dziecko ponosi podwójną karę: najpierw z rąk gwałciciela, następnie przez aborcję. To dotyczy także matki: aborcja, jak zauważają sami twórcy ustawy nie może „pełnić funkcji terapeutycznej” , stanie się odwrotnie, stając się formą wyparcia prowadząc do kolejnej traumy. Kobieta staje się ofiarą po raz drugi.

W przypadku dzieci upośledzonych uderza jeszcze jedna kwestia.

Można powiedzieć, że w przypadku gwałtu, dziecko ponosi karę niezależnie od tego jakie by się urodziło, nie różnicuje się tu np.: dziewczynek czy chłopców. W przypadku upośledzonych dzieci, dokonuje się podziału: są ludzie, których życie uznajemy ze mniej wartościowe, ponieważ z naszego punktu widzenia jest mniej lub bardziej ograniczone, zależne od szczególnej opieki innych, naznaczone trudnościami, które z naszej perspektywy czynią te życie niewartym istnienia. Mówi się o tragedii rodziny i jest ona rzeczywista, ogromna, nikt jej nie zaprzecza i nie chce marginalizować (Tak samo w przypadku dzieci poczętych w wyniku gwałtu), ale odpowiedzią i realną pomocą dla matek nie jest zamordowanie człowieka.

Warto wspomnieć, że oprócz poważnych wad genetycznych, wśród dzieci występuje zespół Turnera, który jest jednym z najłagodniejszych zaburzeń chromosomowych i jedną z najczęściej występujących wad genetycznych na świecie. Dotyka przede wszystkim dziewczynek( przypadek chłopca z zespołem Turnera jest niezwykle rzadki).

To jedna z rzeczy, o której raczej nie chciałyby pamiętać ruchy feministyczne. Warto o nich teraz wspomnieć także z jednego powodu. Gdy spojrzeć na spokojnie: feministki występują przeciw sobie ( nie chodzi tu o ostatni językowy lapsus „dość dyktatury kobiet”):

W dwóch przypadkach stają po stronie mężczyzn:

Moje ciało mój wybór”, „mężczyzna nie powinien wypowiadać się w kwestii mojego ciała” , „ktoś kto nigdy nie zajdzie w ciąże nie ma prawa się wypowiadać”, to oczywiście pewne hasła z komentarzy i transparentów, ale za takim myśleniem idą także realne konsekwencje- mężczyzna nie odpowiada za aborcję kobiety. Jest wręcz odwrotnie- jest mu ona a rękę- w mniemaniu kogoś, kto nie chce dziecka, stanowi to usunięcie problemu, zrzucenie odpowiedzialności. Ilu było mężczyzn, którzy sami namówili kobietę do aborcji, dla których to była najwygodniejsza opcja?

W projekcie Ordo Iuris taki mężczyzna uznawany jest za winnego. Mężczyzna brany jest pod uwagę jako przestępca, kobieta jako ofiara takiego mężczyzny. Można się zastanawiać, jak bardzo skuteczna byłaby karalność takich osób. Ale ustawa przedstawia winę mężczyzny, uwzględnia ją, nie tylko o niej mówiąc, ale starając się ująć w sferze prawnej.

Druga rzecz, która zapewne wywoła wielką burzę, ale jej poruszenie nie służy prowokacji a oznacza jedynie podkreślenie obecnych konsekwencji :

Dziewczynka, która została poczęta w wyniku gwałtu jest podwójnie karana – najpierw przez gwałt, w wyniku którego życie w wyniku męskiej zbrodni ma okazać się nic nie warte – jest karane drugi raz: odbiera się jej życie.

To jedna z bardziej szowinistycznych koncepcji, z jaką można się spotkać. Męska zbrodnia arbitralnie decyduje o braku wartości życia kobiety. Wbrew jemu, wbrew tej męskiej zbrodni to życie mogłoby być zachowane i stawać się świadectwem niezłomności kobiet. Nikt – i warto to podkreślić- nikt nie stwierdza, że taki poród nie jest obciążony ogromną traumą , tym bardziej – właśnie dlatego takiej kobiecie trzeba pomóc i otoczyć ją opieką. To prawdziwe wsparcie jakie zaofiarować mogą im kobiety utożsamiające się się z walką o prawa kobiet. Wbrew męskiej przemocy.

Wracając jednak do murów i kwestii kompromisu. Owo prześlizgiwanie się pomiędzy jedną a drugą prawną możliwością dokonania aborcji pokazuje zupełne pogubienie. „Jestem przeciwko aborcji , ale jestem za aborcją” przywodzi na myśl niemal orwellowskie „dwójmyślenie”, sprzeczność która ciągle próbuje być logicznie tłumaczona na poziomie bardzo szczegółowych przypadków, które maja dowieść racji, a utrzymują stan nierówności.

W przypadku osób, które są za obecnym kompromisem, lub które mówią „jestem prawie przeciw, ale…”, można mówić zapewne o różnych powodach. Nie rozstrzygnę tego i nie zamierzam nikomu wchodzić do głowy, zgadując jakie są ich intencje.

Ale owo zrelatywizowanie kwestii życia, ważenie na dłoni jednego stopnia upośledzenia z drugim, jednego życia z drugim ze względu na jego poczęcie, ukazuje utratę jednoznaczności, po prostu zdolności do kierowania się prawdą. Przekraczamy cienką granice rzeczywistości, za którą formułujemy coraz bardziej dowolne wnioski, które nie mają już wiele wspólnego z życiem, z życiem innych.

Każde narodziny są inne, każda ciąża, każda matka, każde dziecko, każdy przypadek, każda tragedia i trudności wynikłe z choroby i przemocy. To skomplikowana sprawa. Wiele rzeczy wymaga zmiany i to prawda, że ludzi nie zmieni się na siłę, ale jednak w całym cywilizowanym świecie wprowadzamy odgórnie prawo, które chroni ofiary. Bo jest to podstawa dla istnienia społeczeństw, gwarantowanie im podstawowego bezpieczeństwa.

Podziałów w przypadku kwestii aborcji jest kilka, można powiedzieć, że jesteśmy podzieleni nie murem, a murami. W takim przypadku jeszcze trudniej o zmianę sytuacji,  nie sprawia to jednak, że trudniej nam przez to określić teraz, czy życie jest warte ochrony.

Piotr Krajski