Papież Grzegorz XVI.

PAPIEŻE I POWSTANIA – czyli dlaczego Stolica Apostolska potępiała walkę o wolność

W XIX wieku stanowisko papiestwa wobec powstań było jednoznacznie negatywne. Nie dotyczyło to jednak tylko zrywów przesiąkniętych antykatolicką ideologią, lecz również tych, które w Kościele poszukiwały sojusznika.

Polityczny interes czy manipulacja?

Takie były szczególnie powstania polskie. Nie znalazły one jednak u papieży poparcia, jak chociażby powstanie listopadowe, które zostało potępione w encyklice Cum Primum papieża Grzegorza XVI. Skąd się wywodzi nieprzychylność głów Kościoła do powstań? Często można przeczytać opinie, że dziewiętnastowieczni papieże stali się niewolnikami sojuszu tronu i ołtarza albo, mając na uwadze tylko dobro Państwa Kościelnego, szli na daleko idące i haniebne ustępstwa nawet w stosunku do niekatolickich monarchów. Inni z kolei skłaniają się ku argumentom, że w sprawie polskich powstań papieże nie byli dobrze poinformowani, a przy tym zostali zmanipulowani i zmuszeni do ich potępienia. Żaden z tych argumentów nie jest pozbawiony gruntu. Prawdą jest, że w XIX wieku Państwo Kościelne żyło niemal bez przerwy w obliczu zagrożenia w postaci buntów i powstań. Z tego powodu papieże byli zależni od wsparcia militarnego europejskich mocarstw, chociażby Austrii, a popieranie społecznych zrywów na terytorium takich państw wiązałoby się z poważnymi kłopotami we wzajemnych stosunkach. Ponadto, gdyby w obliczu zagrożenia powstańczego we Włoszech papież poparł powstanie w Polsce, jak taki akt zostałby odebrany wśród ludności włoskiej? Czy nie świadczyłby o podwójnych standardach papieży i nie zachęciłby do buntu w samym Państwie Kościelnym?

Przekonanie, że papież został wprowadzony w błąd, też nie jest bez racji. Weźmy jako przykład powstanie listopadowe. Dwoma głównymi źródłami informacji dla papieża na temat przyczyn i przebiegu powstania były ambasada rosyjska w Rzymie oraz nuncjatura w Wiedniu. O rodzaju przekazywanych informacji (lub dezinformacji) pierwszego z tych źródeł nie warto się nawet rozpisywać. Co do drugiego źródła, które z natury rzeczy mogło się wydawać bardziej wiarygodnym, należy zaznaczyć, że ówczesny nuncjusz w Wiedniu nie wykazywał się dużym sprytem i dawał się w dużym stopniu zmanipulować informacjami podsuwanymi przez austriackiego kanclerza. Metternich, jako przedstawiciel jednego z państw zaborczych, które samo żyło w obliczu powstańczych zagrożeń związanych z wielonarodowym charakterem swojego społeczeństwa, z przekonania gardził wszelkiego rodzaju buntami i rewolucjami. Niepokoiło go powstanie listopadowe, które mogło rozprzestrzenić się na Galicję, a z Galicji na Węgry i z tego powodu umiejętnie podsuwał nuncjuszowi takie wiadomości o powstaniu polskim, jakie odpowiadały polityce Austrii. Jeśli więc papież był informowany o powstaniu przeważnie z tych dwóch źródeł, jaką opinię o nim mógł posiadać?

Teoria ta znajduje również potwierdzenie w słowach papieża Grzegorza XVI, które miały paść podczas pewnej audiencji, kiedy to papież wyraźnie powiedział, rzekomo ze łzami w oczach, że został wprowadzony w błąd oraz że nigdy nie potępił Polaków. Papież faktycznie tego nie zrobił – w encyklice Cum Primum potępił tylko niektórych podstępu i kłamstwa sprawców, którzy pod pozorem religii w czasach naszych smutnych przeciwko legalnej książąt władzy głowę podnosząc, ojczyznę swoją, spod należnego posłuszeństwa się wyłamującą, bardzo ciężką żałobą okryli. Prawdą jest też, że papież mógł rzeczywiście żałować wydania tej encykliki. W zamyśle ówczesnej dyplomacji papieskiej miała ona posłużyć jako swoista karta przetargowa i znak dobrej woli w stosunku do Rosjan, chroniący Kościół rzymskokatolicki w Polsce przed prześladowaniami, jakie miały nastąpić po upadku powstania. Papież liczył na to, że car Mikołaj I okaże w ten sposób Stolicy Apostolskiej wdzięczność za encyklikę. Tak się jednak nie stało i pod tym względem papież naprawdę mógł żałować wydania dokumentu. Ale czy żałował on jego treści? Czy papież zmienił opinię o powstaniu listopadowym? Na podstawie opublikowanej niedługo potem encykliki Mirari Vos, w której w sposób bardzo stanowczy rozprawia się z powstaniami, trudno w to uwierzyć.

Bój się Boga, czcij króla

Zostawmy na chwilę argumenty, które opierają się na okolicznościach historycznych, względach politycznych i ideologicznych oraz gierkach dyplomatycznych. O ile one wszystkie do pewnego stopnia miały wpływ na papieży, należy pamiętać, kim tak naprawdę jest głowa Kościoła. To przede wszystkim namiestnik Jezusa Chrystusa na ziemi, następca świętego Piotra, obrońca wiary i jej dogmatów. Podstawowym zadaniem papieża jest troska o zbawienie dusz i o zachowanie depozytu wiary. Stosunek papieży do powstań należy zatem rozpatrywać przede wszystkim z perspektywy nauczania Kościoła na temat władzy doczesnej. Czerpiąc z Pisma Świętego oraz Tradycji, Kościół oparł je na przekonaniu, że niezależnie od ustroju państwa każda władza pochodzi od Boga. Wynika to jednoznacznie chociażby z rozmowy pomiędzy Poncjuszem Piłatem a Jezusem: Rzekł więc Piłat do Niego: „Nie chcesz ze mną mówić? Czy nie wiesz, że mam władzę uwolnić ciebie i mam władzę ciebie ukrzyżować?” Jezus odpowiedział: „Nie miałbyś żadnej władzy nade Mną, gdyby ci jej nie dano z góry” (J 19, 10-11). Jezus Chrystus, będąc Żydem, narodził się w czasach okupacji rzymskiej. Żył w prowincji zagrożonej buntami i powstaniami. Żydzi czekali na Mesjasza, który wyzwoli ich spod rzymskiego panowania – oczekiwanie na Zbawiciela w Izraelu było bowiem nacechowane przede wszystkim dążeniami niepodległościowymi, uświęconymi przez religię. Jezus jednak nie był takim Mesjaszem. Chociaż był prawdziwym Żydem, uznawał doczesną władzę Rzymian, nawet jeśli była to władza obca i pogańska. Nie oznacza to, że mu się ona podobała, ale akceptował ją jako pochodzącą od Boga, czemu dał wyraz właśnie w rozmowie z Piłatem. Dlatego naród wybrał Barabasza – symbol walki narodowowyzwoleńczej. Można nawet powiedzieć, że Jezus zdradził żydowską sprawę narodową i dlatego między innym został ukrzyżowany.

Warto przytoczyć jeszcze jedno ewangeliczne świadectwo z momentu aresztowania Jezusa: Wtedy podeszli, rzucili się na Jezusa i pochwycili Go. A oto jeden z tych, którzy byli z Jezusem, wyciągnął rękę, dobył miecza i ugodziwszy sługę najwyższego kapłana, odciął mu ucho. Wtedy Jezus rzekł do niego: „Włóż miecz na swoje miejsce, bo wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną” (Mt 26, 50-52). Oprócz zasad, które wynikają z życia i słów samego Jezusa, Kościół znajduje potwierdzenie władzy pochodzącej od Boga również u świętego Pawła i świętego Piotra. Święty Paweł porusza kwestię stosunku do władzy doczesnej w swoim Liście do Rzymian: Każdy niech będzie poddany władzom, sprawującym rządy nad innymi. Nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały ustanowione przez Boga. Kto więc przeciwstawia się władzy – przeciwstawia się porządkowi Bożemu. Ci zaś, którzy się przeciwstawili, ściągną na siebie wyrok potępienia (Rz 13, 1-2). Przestrzega on też, żeby poddać się władzy nie tylko ze względu na karę, ale ze względu na sumienie (Rz 13, 5). Z kolei święty Piotr naucza: Bądźcie poddani każdej ludzkiej zwierzchności ze względu na Pana: czy to królowi jako mającemu najwyższą władzę, czy to namiestnikom jako przez niego posłanym celem karania złoczyńców, udzielania zaś pochwały tym, którzy dobrze czynią. Taka bowiem jest wola Boża, abyście przez dobre uczynki zmusili do milczenia niewiedzę ludzi głupich. Jak ludzie wolni postępujcie, wszakże nie jak ci, dla których wolność jest usprawiedliwieniem zła, ale jak niewolnicy Boga. Wszystkich szanujcie, braci miłujcie, Boga się bójcie, czcijcie króla! (1 P 2, 13-17).

Każda władza to władza

Te bardzo jednoznaczne słowa apostołów są fundamentami katolickiego nauczania o uległości wobec panujących i o władzy pochodzącej od Boga. Trzeba przy tym pamiętać, że i Piotr, i Paweł byli z pochodzenia Żydami, więc mówiąc o władzy doczesnej w tamtych czasach, mają na myśli zwierzchnictwo obce pod względem etnicznym i religijnym, bo innego za swojego życia nie doświadczyli. Sami padli nawet z jego strony ofiarą prześladowań , a ostatecznie stracili przez nie życie. Obowiązek posłuszeństwa wobec władzy nie dotyczy zatem tylko tej dobrej i sprawiedliwej ani tylko tych panujących, którzy są również katolikami. Dotyczy on każdej władzy – i tej obcej, i tej pogańskiej, i niesprawiedliwej, i despotycznej. Bo władza jako taka pochodzi od Boga, co nie oznacza, że wszystko, co władza czyni, jest zgodne z wolą i przykazaniami Bożymi. Ta zasada proweniencji była znana i przestrzegana wśród najstarszych chrześcijańskich pisarzy i ojców Kościoła. Na niektórych z nich, jak chociażby Atenagorasa, powołuje się papież Leon XIII w encyklice Diuturnum Illud: Nas, którzy nic złego nie czynimy, przeciwnie, ze wszystkich waszych poddanych zachowujemy się z największym nabożeństwem i uległością, tak względem Boga, jak względem waszej najwyższej władzy, pozwalacie prześladować, łupić, rozpędzać. W tej samej encyklice znajdujemy słowa Tertuliana: Chrześcijan nie jest wrogiem niczyim, a cóż dopiero Cesarza, o którym wie, iż ustanowiony został przez Boga i że dlatego winien go kochać, szanować i pragnąć pomyślności jego i całego Państwa rzymskiego. Święty Augustyn z kolei powiedział: Uczmy się od Pana, co i przez Apostoła powiedział nam, iż nie ma władzy, jak tylko dana od Boga oraz: Nie przypisujemy nikomu władzy udzielania potęgi królewskiej ani cesarskiej, jak tylko prawdziwemu Bogu. Papież przytacza również słowa św. Jana Chryzostoma: […] że istnieje władza zwierzchnia, że jedni rozkazują, a drudzy słuchają, że wskutek tego wszystko w społeczeństwie nie jest zdane na los ślepego przypadku […] to jest, twierdzę, dziełem boskiej mądrości oraz św. Grzegorza Wielkiego, papieża: Wyznajemy, że Cesarzom i Królom władza dana jest z nieba. Dlatego Leon XIII mógł stwierdzić: gdziekolwiek istnieje jakiś pierwiastek panowania i władzy, u tego samego źródła, w Bogu, jedynym twórcy i panu świata, należy szukać jego początku. W encyklice o ustroju państwa chrześcijańskiego, Immortale Dei, napisał on, że: władza publiczna jako taka jest jedynie od Boga, niezależnie od tego, jaka ta władza jest: Albowiem jak nie wolno sprzeciwiać się woli Bożej, a kto więc jej się sprzeciwia, ten dobrowolnie idzie na zatracenie, tak też nie wolno pomiatać prawowitą władzą, bez względu na to, kto ją piastuje.

Takie pojmowanie istoty władzy wyjaśnia również, dlaczego Grzegorz XVI w encyklice Mirari Vos mógł się posłużyć tak mocnymi słowami na temat buntowników kiedy, przypominając całkowicie odmienną postawę pierwszych chrześcijan, pisze: Te świetne przykłady niezachwianej uległości ku panującym, wynikające koniecznie z zasad religii chrześcijańskiej, potępiają obrzydliwą samowolę i bezprawie tych, którzy, pałając bezecną i wyuzdaną żądzą wolności, całe swoje staranie wytężają w tym celu, aby zniszczywszy do szczętu prawa wszelkiej zwierzchności, podbić całe narody pod pozorem wolności. Do tego właśnie zmierzały najbardziej niegodziwe szaleństwa i zabiegi Waldensów, Begardów, Wiklefistów i tym podobnych synów Beliala, którzy jak plugastwo i zakała ludzkiego rodzaj, słusznie byli tylekroć obłożeni klątwą Stolicy Apostolskiej.

Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi

Ale jak postępować w sytuacji, kiedy władza rozkazuje coś przeciwnego prawu Boskiemu? Czy można z powodu obowiązku posłuszeństwa wobec władzy sprzeciwić się przykazaniom Bożym, bo przez Boga ustanowiona władza coś takiego rozkazuje? W takiej sytuacji często znajdowali się pierwsi chrześcijanie, którzy dla wierności Bogu i Jego przykazaniom byli gotowi ponieść śmierć, ale buntów przeciwko władzy nigdy nie wzniecali. Panujący, którego zwierzchnictwo pochodzi od Pana, winien jest rządzić zgodnie z prawem Boskim, a za nieprzestrzeganie go poniesie odpowiedzialność przed Najwyższym. Kościół zawsze nauczał, że obowiązek posłuszeństwa wobec władzy dotyczy tylko tych kwestii, które nie sprzeciwiają się prawu Boskiemu lub kościelnemu. Jezus powiedział przecież: Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga (Mt 22, 21). Piotr i apostołowie z kolei stwierdzili, że trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi (Dz 5, 29). W XIX wieku Kościół głosił tę samą zasadę.

Leon XIII w encyklice Sapientiae Christianae pisze, że grzechem jest poniewieranie praw Chrystusowych gwoli posłuszeństwa dla władz ziemskich i rozwija później tę myśl: Gdy prawa państwa zbaczają od prawa Bożego, gdy sprzeciwiają się prawom religii chrześcijańskiej i Kościoła, gdy naruszają nawet władzę Jezusa Chrystusa w osobie najwyższego Jego Namiestnika, wtenczas zdrożnym jest ich słuchać, obowiązkiem zaś opierać się im i to nie tylko w interesie Kościoła, lecz także we własnym interesie państwa samego, na którego zgubę wszystko obrócić się musi, co się dzieje z krzywdą religii. Ale z drugiej strony okazuje to także, jak niesłusznym jest obwiniać o nieposłuszeństwo tych, którzy takie zapatrywania przedstawiają; jasną bowiem jest rzeczą, że nie odmawiają oni sprawiedliwego posłuszeństwa władzy i ustawom swego kraju, lecz tylko w tych rzeczach nie są im powolni, w których te nie mają żadnej władzy, ponieważ są ustanowione bez upoważnienia Bożego i przeciw woli Bożej i dlatego nie są ani prawem, ani ustawą. Istnieje natomiast różnica pomiędzy odmówieniem posłuszeństwa władzy w poszczególnych sprawach, które sprzeciwiają się prawu Boskiemu, a zbrojnym powstaniem. O ile obywatelskie nieposłuszeństwo jest nie tylko prawem, ale i obowiązkiem chrześcijanina, o tyle nie wolno w tej sprawie chwytać za broń. Papież Leon XIII tak o tej kwestii pisze w encyklice Quod Apostolici Muneris: Jeśli jednak zdarza się czasem, że władza publiczna jest sprawowana nierozważnie i bez umiaru, nauka Kościoła katolickiego nie pozwala powstawać samemu przeciw nim, by nie powodowało to jeszcze większego zakłócenia porządku a społeczeństwo nie odniosło jeszcze większej szkody. Jeżeli sytuacja pogorszy się tak, że nie będzie już widać żadnej nadziei ocalenia, to należy szukać ratunku w zasługach cierpliwości chrześcijańskiej i ciągłych modlitwach do Boga. Nie są to puste słowa, lecz zasada, którą chrześcijanie nieraz w historii stosowali.

Papież Grzegorz XVI w encyklice Mirari Vos przytacza słowa św. Maurycego, dowódcy Legionu Tebańskiego, skierowane do cesarza: Twymi żołnierzami jesteśmy, cesarzu, jednak śmiało wyznajemy żeśmy sługami Bożymi… nawet nas ta ostatnia w życiu walka do buntu nie zmusi, oto broń w naszych rękach, a nie walczymy, bo wolimy umrzeć a nie zabijać. Tertulian zaś mówił: Do jakiejże bitwy nie bylibyśmy zdolni, nawet w mniejszej liczbie, my którzy tak chętnie giniemy, gdyby w naszym wyznaniu nie było lepiej ginąć niż zabijać. Z kolei św. Augustyn pisał: Żołnierze chrześcijańscy służyli niewiernemu cesarzowi, a kiedy szło o sprawę Chrystusa, znali tylko Tego, który jest w niebie. Umieli rozróżnić Pana wiecznego od Pana doczesnego, a jednak byli posłuszni Panu doczesnemu dla Pana wiecznego. W tradycji katolickiej ważne miejsce zajmuje też doktryna o wojnie sprawiedliwej, która określa okoliczności, w jakich walka zbrojna ma swoje uzasadnienie. Chociaż kształtowała się ona przez prawie całą historię chrześcijaństwa, na wszystkich etapach swojego rozwoju jako pierwszy warunek wojny sprawiedliwej zawsze wyznawała zasadę, że prowadzić może ją tylko legalna władza. Innymi słowy, nie może jej zapoczątkować grupa ludzi albo jakiś organ władzy, który wyłamał się spod posłuszeństwa. W przypadku powstań w XIX wieku ten warunek nie był spełniony, więc w żadnym razie nie można powstania traktować jako wojny sprawiedliwej. Nawet pomijając tę zasadę (chociaż pomijać jej nie wolno), istnieje kolejna wytyczna – która nie dotyczyła być może każdego zrywu, ale z pewnością odnosiła się do powstań polskich – mówiąca, że aby wojna była sprawiedliwą, muszą istnieć realne szanse na jej powodzenie.

Ostatecznie należy jeszcze uporać się z pytaniem, które jest szczególnie często podnoszone w sprawie powstań polskich: jak to jest możliwe, że papież zaakceptował gwałt w postaci niesprawiedliwych rozbiorów Polski, ale walkę Polaków, starających się odzyskać wolność, potępił? Stało się tak z tej prostej przyczyny, że żadne z powstań się nie powiodło. Papież może uznać jedynie tę władzę, która istnieje de facto, i tylko z nią może negocjować. Za każdym razem, kiedy jakieś powstanie się udało i na mapie świata pojawił się nowy rząd, papież uznawał go razem z atrybutem Boskiej genezy. Tak stało się w przypadku państw Ameryki Łacińskiej, które w XIX wieku wywalczyły niepodległość przeciwko Hiszpanii, tak też było w przypadku Belgii, w której powstanie miało miejsce w podobnym czasie, co powstanie listopadowe w Polsce. Różnica polegała jedynie na tym, że belgijskie powstanie się powiodło. Gdyby polskie powstania zakończyły się sukcesem, papież na pewno uznałby polskie państwo, może nawet cieszyłby się z jego odrodzenia – jednak głowa Kościoła nie mogła wesprzeć powstania jako środka do walki, bo sprzeciwiało się ono Bożym przykazaniom.

Obowiązek sprzeciwu

Kościół zawsze nauczał, że każda władza, niezależnie od ustroju i okoliczności, w jakich powstała, pochodzi od Boga i należy się jej posłuszeństwo we wszystkim, co nie jest sprzeczne z prawem Boskim lub kościelnym. Dopiero kiedy przekracza tę granicę, obowiązkiem chrześcijanina jest pozostać wiernym Panu i się sprzeciwić – ale nie władzy jako takiej, lecz tylko tym jej rozkazom, które sprzeciwiają się Boskim prawom. Opór nie może też być zbrojny, lecz pokojowy. Istnieją oczywiście sytuacje ekstremalne, jakich świat doświadczył na przykład podczas drugiej wojny światowej, kiedy władza w sposób bestialski, trwały i systematyczny mordowała pewną część społeczeństwa i nie było innego sposobu, by obronić niewinnych ludzi, jak tylko chwytając za broń. W Europie XIX wieku, choć zdarzały się represje albo przerażająca surowość ze strony niektórych panujących, tak skrajnych sytuacji nie było. Próby usprawiedliwienia powstań narodowych zasadami chrześcijańskimi i pogodzenia ich z nauczaniem Kościoła wymagają zatem wyjątkowej gimnastyki umysłowej i manipulacji zasadami ewangelicznymi. W tej kwestii Pismo Święte i Tradycja przemawiają w sposób wyjątkowo jasny, spójny i bezpośredni. To właśnie tłumaczy, dlaczego XIX-wieczni papieże byli nieprzychylni powstaniom narodowym. Nawet gdyby wszystkie okoliczności historyczne, dyplomatyczne i polityczne, jakie zostały przytoczone na początku tego artykułu, były dla powstań korzystne, ta jedna zasada, wywodząca się z Pisma Świętego i Tradycji, sama w sobie uniemożliwiłaby papieżom zajęcie innego stanowiska.

Antonio Akmadža (ur. 1992 r. w Rijece, Chorwacja)- Studia magisterskie z teologii ukończył na Uniwersytecie w Zagrzebiu, gdzie obronił pracę pod tytułem Kościół katolicki a Powstanie listopadowe. Obecnie jest pracownikiem Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego w Warszawie

Tekst pochodzi z 81 nr kwartalnika „Fronda Lux”. Zobacz SPIS TREŚCI. Numer pisma można kupić TUTAJ.

Dla studentów mamy specjalną ofertę: „Fronda Lux” tylko za 10 zł. Wystarczy przesłać skan legitymacji studenckiej. Więcej informacji na ten temat znajdziecie TUTAJ.