kryminał

Piotr Bolc: Ze Szwecją nie jest tak źle

Opowiadania kryminalne zostały niesłusznie zepchnięte do roli tak zwanej „literatury wagonowej”, czyli takiej, która nie może służyć niczemu innemu, jak tylko wypełnieniu sobie czasu niezobowiązującą rozrywką. Można by się z tym stwierdzeniem zgodzić tylko w jednym przypadku – gdy literaturę kryminalną pozbawi się właściwego jej tła psychologicznego i społecznego, pozostawiając samą intrygę kryminalną. Niestety, taki zabieg nie jest możliwy, dlatego że nie może być mowy o dobrze skonstruowanej intrydze kryminalnej bez wiarygodnych sylwetek psychologicznych bohaterów oraz bez opisu środowiska, w którym rozgrywa się akcja. Właśnie z tego powodu zepchnięcie tej literatury do roli „literatury wagonowej” jest niesłuszne.

Od samego zarania poprawnie napisany kryminał musiał cechować się odpowiednim zarysowaniem psychologicznym bohaterów, umożliwiającym racjonalne wytłumaczenie ich wyborów (zwłaszcza dramatycznych, takich jak dokonanie morderstwa). Podobnie było z tłem społecznym – kryminały od samego początku osadzane były w ściśle określonych środowiskach. Mogły być to elity społeczne (tak jak to było w kryminałach Conan Doyle’a lub Agaty Christie) albo społeczne doły (czarny kryminał amerykański). Zawsze jednak, aby opowieść brzmiała wiarygodnie, musiała portretować w miarę wiernie pewną społeczność z właściwymi dla niej cechami oraz sposobem myślenia i postępowania.

Wiedząc o tym, że kryminał jako gatunek musi opisywać wiernie środowisko, w którym rozgrywa się akcja, chciałbym wykorzystać tę właściwość kryminału, aby przyjrzeć się, jak autorzy współczesnych kryminałów patrzą na obecne społeczeństwo, z jego nawykami, sposobami myślenia i problemami. Jako że obecnie najbardziej popularne są kryminały szwedzkie, dlatego użyję do tego celu dwóch losowo wybranych kryminałów autorów pochodzących z tego kraju: Larsa Billa Lundholma oraz Anny Jansson. Książka tego pierwszego autora, „Dobra dziewczyna. Morderstwo na Ostermalmie”, opowiada historię związaną z tytułową, elitarną dzielnicą Sztokholmu, natomiast akcja „Kruchego lodu” umiejscowiona jest w prowincjonalnej miejscowości Kronviken (mapa Google takiej nie zna, nie sądzę jednak by przeszkadzało to rozważaniom, które chcę poniżej przeprowadzić). Co więc można wywnioskować na temat społeczeństwa szwedzkiego na podstawie tych dwóch książek?

Pierwsza uwaga – ludzie w Szwecji są przeraźliwie samotni. Z obu książek można nazbierać całą garść postaci, które żyją w pojedynkę, przy czym ta samotność bardzo im uwiera. Weźmy na przykład Julię Hake, czyli siostrę detektywa Axela Hake z „Dobrej dziewczyny”. Mieszka ona samotnie w lesie, otoczona jedynie zwierzętami (dla wyjaśnienia dodajmy, że jest weterynarzem). Jeżeli wdaje się w jakieś związki z mężczyznami, to są to związki przelotne, powierzchowne, i to z takimi przedstawicielami męskiego gatunku, z którymi można się trochę zabawić (nieważne, czy są wolni, czy już żonaci). Gdy nastrój na zabawę mija, przemijają i mężczyźni. Do czasu, oczywiście, gdy ten nastrój wróci, z tym, że z zabawowego nastroju Julii skorzysta już następny mężczyzna. A jeżeli facet zmęczy się zabawą albo nie zrozumie, że Julia tylko się z nim bawi, to jego reakcja może być nerwowa – w książce jest wzmianka, że Axel Hake kilkakrotnie musiał interweniować, by rozwścieczeni faceci nie zrobili siostrze krzywdy.

Co tu dużo gadać – samotny jest również detektyw Axel Hake. Samotny, mimo że ma żonę i córkę, i nie jest z żoną ani po rozwodzie, ani w separacji. Po prostu żyją sobie oddzielnie, bo Hanna to „swobodny duch”, czyli ktoś, kogo można tylko „wypożyczyć”, a Axel może co najwyżej liczyć, by „wypożyczyć” ją na jak dłużej (oryginalne określenie z książki – s. 90-91). To „wypożyczanie” polega najczęściej na tym, że Axel wpadnie do jej mieszkania albo ona do jego i będą uprawiali seks, po którym każde wróci do siebie. No, może od czasu do czasu gdzieś razem wyjdą, ale przedtem muszą się umówić, jakby to była randka panny na wydaniu i kawalera, a nie spotkanie dwojga małżonków. Nie ma żadnych wspólnych obiadów, w ogóle niczego, co małżonkowie zazwyczaj robią wspólnie, a jest tylko zaspokojenie potrzeb fizjologicznych od czasu do czasu (czyli bardzo dosłownie potraktowane „konsumowanie” związku). I choć można znaleźć fragmenty, gdzie Axel tęskni za „zwykłym życiem rodzinnym” (chociażby s. 95-96) i jest zazdrosny o Hannę, która utrzymuje nie do końca jasne relacje z innym mężczyzną, to nic się jednak nie zmienia – Axel i Hanna są tylko elektronami, które od czasu do czasu się zderzą (w łóżku).

Przeraźliwie samotni są również bohaterowie „Kruchego lodu”. Najlepiej oddaje to jedna rzecz – w tej książce co pewien czas pada nazwa fikcyjnego serwisu społecznościowego. Źródło jego popularności wyjaśnia w pewnym momencie sam narrator – otóż wirtualnego przyjaciela można w każdej chwili wyłączyć, a żeby to zrobić, wystarczy zamknąć program albo po prostu wyciągnąć wtyczkę od komputera. To też przypomina trochę zderzanie się wolnych elektronów, tylko tutaj zderzenie to jest planowane – użytkownik „zderzy się” z kimś, gdy tego chce, a gdy przestanie chcieć, to zwyczajnie „zmieni tor lotu”, uwalniając się do drugiej osoby wylosowując się z portalu społecznościowego..

Zarysowawszy w ten skrótowy sposób stosunki między ludźmi, trzeba teraz skupić się na rodzinie. Jak wyglądają szwedzkie rodziny na kartach tych kryminałów? Są to rodziny rozbite, jak na przykład ta Hanny i Axela, gdy małżonkowie faktycznie nie przebywają razem (ale nie tylko oni – ojciec Amandy z „Kruchego lodu” wciąż pracuje, gdy jej matka ugania się za mężczyznami; taty w domu nie może również uświadczyć Tom z tej samej książki). Są to także rodziny, które przynoszą dzieciom złe wspomnienia: ojciec Axela i Julii był alkoholikiem, damskim bokserem, a także gwałcicielem (Axel też za dużo pije – o pozostałych dwóch czynnościach na szczęście nie ma mowy). Nie istnieją relacje rodzice-dzieci (z racji negatywnych wspomnień z dzieciństwa Axel i Julia nie chcą mieć nic wspólnego ze swoimi rodzicami). Jedyne rodzinne relacje, jakie istnieją, przynajmniej w rodzinie Axela i Julii, to relacje brat-siostra. Jeżeli na kartach obu książek występują jakieś małżeństwa, to są one z najwyżej jednym dzieckiem (wyłamuje się z tego jedynie komisarz Mara Wern z „Kruchego lodu”, która ma rekordową dwójkę dzieci – druga tak liczna rodzina w obu książkach nie występuje). W rodzinach szerzy się przemoc, i to nie tylko w rodzinie Axela i Hanny – w ogóle książka „Dobra dziewczyna” najeżona jest wzmiankami o agresji mężczyzn wobec kobiet – Lisbeth Haldeman-Spegel, matka zamordowanej dziewczyny, której sprawę bada Axel Hake, podczas śledztwa zdradza Hakemu, że była bita przez kochanka. Jej obecny mąż również nie jest lepszy. A wracając do owego kochanka – ów kochanek, nazwiskiem Hjortman, oprócz niej bił także dwie inne swoje dziewczyny.

Jakie są skutki tego wszystkiego? Okazuje się, że sami Szwedzi doskonale je znają, wystarczy zacytować fragment pseudofreudowskiego, jednak znamiennego wywodu z „Dobrej dziewczyny” (wywód dotyczy wspomnianego wyżej Hjortmana, którego detektyw Axel Hake przyłapuje na seksie z nieletnią): „…[Hake] przypomniał sobie zdanie psychologów, którzy twierdzą, że wiele młodych dziewcząt ciągnie do starszych facetów, ponieważ wychowywały się bez ojców. Ich libido jest częściowo zaburzone i dlatego szukają zarówno ojca, jak i kochanka”. Idąc dalej tym tropem – obie książki wprost roją się od pedofilów i zboczeńców. W „Kruchym lodzie” wystarczyła nieprawdziwa plotka, celowo rozpuszczona przez jedną z uczennic, żeby wyrzucić zasłużonego nauczyciela wuefu ze szkoły pod zarzutem molestowania seksualnego. W tej samej książce znajdziemy woźnego, który kradnie dziewczętom majtki z szatni, żeby w samotności rozkoszować się ich zapachem. Ten woźny w tym samym celu zachodzi czasami do przebieralni w centrum handlowym. Niezdrowe myśli na temat swojej uczennicy, Cecyli, ma również nauczyciel Pontus Larsson. Wracając do „Dobrej dziewczyny” – w książce trener sportowy (czyli Hjortman) regularnie sypia ze swoimi wychowankami. Oskarżony o molestowanie jest również nauczyciel rysunku ze szkoły, w której uczyła się bohaterka, której morderstwo bada Axel Hake. Taki sam związek łączy tę samą bohaterkę z właścicielem prywatnej galerii sztuki.

Jeżeli ten sam motyw przewija się non-stop przez książki dwóch różnych autorów, opisujące ten sam kraj, to nie można tego zlekceważyć. Jeżeli spojrzeć na Szwecję z perspektywy tych dwóch książek, to Szwedzi nieustannie czują się zagrożeni przez molestowanie seksualne, pedofilię i przemoc domową. Można to połączyć z dokładnie opisanym w tych samych książkach zupełnym rozkładem rodziny i zanikiem wartości. Taką interpretację zdają się podtykać Czytelnikowi sami Szwedzi – przypomnijmy chociażby Axela Heke’go tęskniącego za „zwykłym życiem rodzinnym” czy ten fragment „Kruchego lodu”, w którym komisarz Maria Wern tęskni za znanymi jej z dzieciństwa świętami Bożego Narodzenia i snuje refleksje na temat „deficytu czasu, deficytu miłości, deficytu snu i wartościowych treści”. Trudno to inaczej zinterpretować, jak powtarzającą się w obu książkach tęsknotę za „czymś wyższym”.

Jeżeli nawet bohaterowie obu książek tęsknią za „czymś wyższym”, to z pewnością nie szukają tego czegoś w religii. W „Dobrej dziewczynie” jeżeli występuje jakaś pobożna postać, to przybiera ona formę pół-wariata, biegającego wszędzie z Biblią i krucyfiksem (mowa o Lisbeth Haldeman-Spegel). W tej samej książce, autor wkłada do głowy Axela Hakego taką oto refleksję: „Nie miał też żadnej spontanicznej wiary w Boga i uważał, że wszystkie ruchy religijne wywodziły się z tej samej mitologii i były sposobem na zaspokojenie ludzkiej potrzeby posiadania w życiu przewodnika”. Ten sam bohater, mijając stare więzienie dla kobiet, od razu myśli o klasztorze – „(…) Istnieje przecież wiele podobieństw między pobytem w klasztorze a karą więzienia”.

A co na ten temat możemy znaleźć w „Kruchym lodzie”? Jednym z głównych bohaterów książki jest pastor Johannes Stahl. Książka rozpoczyna się od wizyty w domu duchownego człowieka pragnącego dokonać przed pastorem swoistej spowiedzi (mowa o tym lekko zboczonym woźnym). Spowiedź dlatego jest swoista, że obaj mężczyźni rozmawiając nie mówią o „naszym Bogu”, lecz pastor mówi o „swoim Bogu”, a jego gość o „jego”, czyli pastora, Bogu. Jest to więc nietypowa wspólnota religijna, w której pastor jest kapłanem właściwie sam dla siebie. W tej samej książce przywołane zostaje przez pastora wspomnienie spotkania religijnego, w którym uczestniczył. Polegało ono na wysłuchaniu muzyki gospel, a potem na dyskusji na temat aktów przemocy dokonywanych w imię Boga (choć być może to specyfika protestanckiego Kościoła, w którym więcej ma być rozumu niż przeżyć religijnych). Dla wyjaśnienia dodajmy, że rozmowa o aktach przemocy dokonywanych w imię Boga dotyczy modnego tematu zamachów terrorystycznych dokonywanych przez muzułmanów. Od razu pojawia się też zastrzeżenie, że i chrześcijanom można coś zarzucić w tej kwestii.

Jeszcze jedno przebija z obu książek – wariactwo na temat seksu. Oto, co myśli n Aten temat Reidun, czyli druga żona pastora Johannesa: „ (…) Nie dalej niż wczoraj Reidun słyszała, jak kilku młodych chłopców rozmawiało o wychowaniu seksualnym w szkole. Jakiś nadgorliwy nauczyciel na zastępstwie podarował im prezerwatywy z nieodległą datą ważności. Stresujące dla niespełna czternastolatka – czuć konieczność zaliczenia pierwszego razu przed przeterminowaniem się prezerwatywy”. I jeszcze jedno pytanie, zadane przez tę samą Reidun: „Dlaczego czternastoletnie dziewczynki noszą stringi z czarnego śliskiego materiału i push-upy z silikonowymi wkładkami?”. Ja też nie wiem dlaczego. Ale dowiedziałem się za to z tej samej książki, że w Szwecji środki antykoncepcyjne dzieciom może przepisać pielęgniarka szkolna. Być może ma to jakiś związek.

Czego więc może polski czytelnik dowiedzieć się o Szwecji z tych dwóch popularnych książek? Z obu książek wynika jasno, że Szwecja nie znajduje się w momencie rozkwitu. Jest wprost przeciwnie – Szwecja się zwija, przeżywając moralny i gospodarczy kryzys. Czy bogaci i moralnie silni ludzie bezustannie obawiają się czyhających na nich zboczeńców? Dlaczego z basenem miejskim kojarzą im się od razu mężczyźni podglądający innych mężczyzn przez szpary w drzwiach („Dobra dziewczyna”, s. 209)? Dlaczego trener sportowy musi być od razu pedofilem? Dlaczego to samo musi dotyczyć właściciela galerii sztuki albo cenionego psychologa? Dlaczego w Szwecji każdy musi być sam ze swoimi problemami – „(…) Nauczyłam się od Szwedów, żeby nie wtrącać się do tego, co mnie nie dotyczy”? Dlaczego mąż Marii Wern, czyli pani komisarz z „Kruchego lodu” musi doświadczyć utraty pracy? Dlaczego bohaterowie „Dobrej dziewczyny” czytają gazetki socjalistyczne („Norrskensflamman”) i trzymają w domu plakaty „Niszcz kapitał!”, wzorowane na radzieckich propagandowych plakatach? A co z niechęcią do imigrantów, widoczną w „Kruchym lodzie” (dyrektor szkoły, Montelius, podpalający obóz dla uchodźców)?

Można mieć tylko nadzieję, że Autorzy trochę przesadzili i że ze Szwecją nie jest aż tak źle, jak to odmalowali.

Tekst pochodzi z miesięcznika „Lux”, nr 2.