PIOTR KRAJSKI – SKAŻONE PAŃSTWO… CZYLI SZKIC O WSPÓŁCZESNYM KINIE RUMUŃSKIM

Nowe kino rumuńskie – to określenie używane przez krytyków zostało ukute na fali kolejnych festiwalowych zwycięstw. Niemal nieprzerwanie od 2005 r. przez kolejne lata dzieła rumuńskich twórców wzbudzają zainteresowanie na europejskich festiwalach, nierzadko zgarniając główne nagrody. Dlaczego właśnie kino kraju z tego regionu Europy stało się tak popularne?

Inne teksty z miesięcznika LUX 7/8 (2021) RUMUNIA

JÓZEF K. W SZPITALU

W 2005 r. miała premierę Śmierć Pana Lazerescu w reżyserii Cristiego Puiu. Film nagrodzony na festiwalu w Cannes opowiada losy tytułowego mężczyzny, po którego w wyniku pogarszającego się stanu zdrowia przyjeżdża pogotowie. Na jednym z międzynarodowych plakatów film został określony jako komedia, ale trudno przypisać go do tej kategorii. To prawda, że w początkowych dialogach pomiędzy sąsiadami widoczna jest nuta humorystyczna, a sam Lazarescu przez swoją poczciwość i nieporadność może niekiedy wzbudzić w widzu uśmiech. Ale ten blisko 150-minutowy film stanowi zdecydowanie bardziej dramatyczny, dokumentalny i surowy zapis z podróży pacjenta po kolejnych bukaresztańskich szpitalach. Dokumentalny styl daje się odczuć nie tylko w sposobie kręcenia, ale także w oddawaniu przez twórcę niemal rzeczywistego czasu akcji. Bohaterowi towarzyszymy nie tylko w długim oczekiwaniu na karatekę , ale podróży i oczekiwaniu w kolejnych izbach przyjęć. Pomimo tego surowego stylu w dziele Puiu pobrzmiewa także atmosfera rodem z Procesu Kafki.

Sam tytuł obrazu sugeruje, że los Lazarescu jest już z góry przesądzony. Ważne jest jednak, co do tego prowadzi. W pierwszym ze szpitali Lazarescu napotyka na lekarza, który łatwo przypina pacjentowi łatkę pijaka. I choć to prawda, że bohater lubi czasem popić, nie przyjeżdża do szpitala w stanie nietrzeźwym i też trudno określić go jako typowego alkoholika. To raczej samotnik mieszkający z 3 kotami, którego córka żyje na emigracji, a jednymi z niewielu osób, na których pomoc może liczyć, to sąsiedzi z naprzeciwka. Puiu w postaci Lazarescu staje się przedstawiać pewien szerszy typ rumuńskiego pacjenta: biedniejszego, osamotnionego, niemającego wystarczającej siły przebicia, wpływów ani osób, które mogłyby się za nimi wstawić w obliczu lekarskiej znieczulicy. Wspomniany lekarz nie tylko umniejsza możliwe zagrożenie, ale także obraża Lazarescu. Gdy dodać do tego jego władczy ton wobec innych potrzebującyh, a także moment, w którym jedna z pacjentek próbuje wręczyć mu kopertę – tworzy to obraz lekarza rodem z poprzedniego systemu. Jak widać to w ujęciu Puiu, nadal ma się on dobrze.

W jego filmie najbardziej uderzające są następujące po sobie „przystanki” bohatera w jego podróży. W kolejnych szpitalach odsyłany jest do innych placówek. Gdy trafia w końcu po badaniach ze skierowaniem na operację, zderza się z biurokratyczną ścianą. W każdej lecznicy Lazarescu spotyka się z tymi samymi niepotrzebnie powtarzanymi procedurami, a ratownik medyczna – najbardziej pozytywna postać w filmie – gdy próbuje przekonać, że stan pacjenta jest poważny, zderza się z zarzutami lekarki, która odbiera to jako pomniejszanie jej autorytetu i wtrącanie się w jej kompetencje (pomimo tego, że ratownik trzyma w dłoni wyniki badań z poprzedniego szpitala). Poziom absurdu pokazuje także scena, w której lekarz półprzytomnemu Lazarescu wciska w dłoń formularz oraz długopis i podkreśla, że bez jego podpisu nie podejmie się operacji.

Puiu nie stawia jednak łatwej diagnozy. W swojej uciążliwej i dramatycznej podróży Lazarescu nie styka się tylko z obojętnością poszczególnych osób, czy postkomunistyczną biurokracją, ale też rzeczywistością przeciążonych szpitali, w których przemęczeni lekarze i pielęgniarki pracują na kolejną zmianę. Nawet jeśli pojawiają się dobre chęci, brakuje sił, miejsc, pracowników, warunków. Problem jest wiec o wiele szerszy i można nazwać go w pewnym sensie systemowym. Patrząc na te realia nie trudno skojarzyć ich także z rzeczywistością polskiej służby zdrowia.

PRZEGNIŁE PAŃSTWO

Film Puiu, choć stanowi realistyczny i uderzający zapis sytuacji pacjenta, nie odpowiada na pytanie – Dlaczego rumuńska służba zdrowia znalazła się w takim stanie? W 2019 roku premierę miał nominowany do Oscara film Alexandra Nanau: Kolektyw. Choć to dokument zrobiony w klasycznym stylu uderza poruszaną treścią, mogąc posłużyć za podstawę do stworzenia rasowego thrillera. Tytuł filmu odnosi się do nazwy klubu muzycznego w Bukareszcie. W 2015 r. w trakcie koncertu wybuchł w nim pożar, w wyniku czego śmierć poniosło 64 osoby, a ponad 180 z nich zostało rannych. Co ważne, cześć z poparzonych zmarła dopiero w szpitalach w ciągu następnych dwóch tygodni.

Nanau śledzi losy redaktora gazety sportowej, który podejmuje się dziennikarskiego śledztwa w tej sprawie. Szybko na jaw wychodzą szokujące dane. Firma, która dostarczała środki dezynfekcyjne do większości rumuńskich szpitali, rozcieńczała je 10-krotnie. A to właśnie z powodu zakażeń bakteryjnych, a nie w wyniku poparzeń zmarli przywiezieni z pożaru.

Wraz z tym odkryciem wyciekają kolejne informacje: o skali o korupcji w szpitalach; dyrektorze lecznicy wyciągającym miliony z budżetowej kasy na własną firmę. A w końcu i o tym, że po pożarze rząd miał wiedzę na temat sytuacji w szpitalach, jednak nic z tym nie zrobił.

Kolektyw ukazuje porażająca skale korupcji w Rumunii, ale także problem upolitycznienia dyrektorskich stanowisk z pomocą, których niektórzy lekarze działają w mafijny sposób. W czasie jednego z protestów po upublicznieniu faktów przez gazetę padają także znamienne słowa: tylko gazeta sportowa zajęła się tą sprawą, oto kondycja naszej prasy!

Jak podkreśla redaktor: Kiedy prasa kłania się władzy, będą niszczyć obywateli. W Rumunii dzieje się w to dosłowny sposób, śmierć obywateli wynika z układu na linii biznesu, szpitalnych urzędników oraz rządu. Stan ten trwał latami. Przypadek ze Śmierci Pana Lazarescu, który powstał kilkanaście lat wcześniej stanowi więc niejako preludium do tego, co miało zdarzyć się później

Nanau nie towarzyszy, tylko dziennikarzom i ofiarom, które przeżyły pożar. Po zmianie na stanowisku ministra zdrowia, śledzi losy byłego aktywisty, który zostaje mianowany na to stanowisko i styka się z politycznym betonem. Najbardziej uderzająca okazuję się rozmowa nowego ministra z jedną z pracownic ze szpitala, która opowiada o skali korupcji: lekarze dają łapówki przełożonym, by dostawać przydział na odziały, w których pacjenci dają większe łapówki. Ta absurdalnie zapętlona sytuacja zależności ukazuje, że nie chodzi tylko o najwyższe stanowiska. Jak określa to jedna z rodzin ofiar: cały system jest przegniły. Pomimo zdecydowanych kontroli i próby reformy sposobu wybory dyrektorskich stanowisk nowy minister resortu zdrowia ponosi klęskę. Uwidacznia się ona najbardziej w kolejnych wyborach. Socjaldemokratyczna partia, odpowiedzialna za zaistniały stan rzeczy, wygrywa z dużą przewagą. Pomimo protestów i zmian na niektórych stanowiskach prawie wszytko wydaje się pozostawać po staremu. W dokumencie zostaje podkreślone, że w najmłodszych grupach wiekowych frekwencja była bardzo niska. Za pozostaniem w dawnym układzie pozostało stare pokolenie. Choć tytuł filmu odsyła do nazwy muzycznego klubu, można odczytywać go także na dwa inne sposoby. Pierwszy sugerujący kolektyw dziennikarzy, którzy przyczynili się do ujawnienia afery. Drugi kolektyw układów politycznych, który zadziałał z jeszcze większą skutecznością.

W BŁĘDNYM KOLE

Egzamin w reżyserii Cristiana Mungiu nagrodzony w 2016 r. Złotą Palmą w Cannes za reżyserię stanowi dobre dopowiedzenie w kwestii problemów ukazanych w Kolektywie. Mungiu nie ukazuje ich jednak w tak szerokiej politycznej skali. Skupia się przede wszystkim na wszechobecnym wpływie korupcji na codzienne życie.

Romeo Aldeia jest lekarzem, którego córka Eliza właśnie zdaje maturę. Ojciec jest przekonany, że jedyną szansę na dobrą przyszłość stanowi dla niej dobry wynik i dostanie się na uczelnię w Anglii. Romeo uważa, że Rumunia jest krajem bez perspektyw, w którym niewiele zmieniło się w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Ten plan komplikuje jednak dramatyczne wydarzenie. Eliza zostaje napadnięta w drodze do szkoły. Ojciec zdaje sobie sprawę, że to traumatyczne wydarzenie może odbić się na maturalnym wyniku. Postanawia więc zainterweniować.

Impulsem do tego staje się odwiedzenie komisariatu i rozmowa ze znajomym policjantem. Sugeruje on pomoc wysoko postawionej osoby w zamian za wpisanie jej na pierwsze miejsce osób oczekujących na przeszczep. Romeo zgadza się na tę moralnie wątpliwą transakcję. Te wzajemne wykorzystywanie wpływów ukazane zostaje na wielu poziomach. Mungiu sugeruje, że właściwie każdą sprawę w Rumunii trzeba załatwiać poprzez znajomości, ukazując tym samym paraliż oraz degenerację systemu państwowego. Kochanka Romeo prosi go, by sprawił, by jej syn dostał się do stomatologa; dyrektor szkoły zgadza się na ustawienie wyników z powodu wcześniejszej interwencji ministra przy zachowaniu posady jego żony; jeden z policjantów wspomina o dogadaniu się firmy pogrzebowej szwagra z pogotowiem, bo „w tej branży jest ostra konkurencja”. Komendant policji opowiada ze spokojem o ustawionych przetargach.

To właśnie ta sytuacja wciągająca zwykłego człowieka w sieć układów i zależności motywuje Romeo, by zrobić wszystko, by jego córka wyjechała z kraju. Jak podkreśla „tam nie trzeba mieć znajomości”. Mungiu ukazuje głównego bohatera jako przedstawiciela pokolenia, które wróciło do Rumunii po zmianie systemu, z nowymi nadziejami i planami, ale rozbiło się o dawne układy. Nie zmienia to jednak faktu, że Romeo sam jest uczestnikiem tego błędnego koła. Jak próbuje przekonać żonę, jego piętrzące się oszustwa są po to, by jego córka była wolna od tego typu machinacji w przyszłości. Sam jednak paradoksalnie wciąga ją w dokładnie taki mechanizm. Ta kwestia wydaje się w Egzaminie najciekawsza i uderzająca: w wielu przypadkach ludzie, którzy nie wierzą w możliwość zmiany, sami ciągle korzystają z patologii dawnego systemu. Trwają w błędnym kole, które zatrzymuje szansę na zmianę.

RUMUŃSKA RODZINA

Ostatni w tym subiektywnym zestawieniu obraz należy ponownie do Cristiego Puiu. Jego Sieranevada z 2016 r. stanowi relacje z rodzinnej stypy. Film zrealizowany jest w podobnym sposób do Śmierci Pana Lazarescu. Puiu stawia nie tylko na dokumentalny styl, ale także na rzeczywiste oddanie czasu akcji. Jednak, o ile w filmie o podróży pacjenta rozciągnięty czas oddawał pewien dramatyzm sytuacji, o tyle w nowszym dziele tworzy co najwyżej pewną atmosferę nieznośności. Być może o to także chodziło twórcy. Niezależnie od tego ukazana stypa staje się okazją do ukazania pewnych cech, a czasem i przywar Rumunów.

Jeden z członków rodziny lubuje się w wyszukiwaniu teorii spiskowych. Próbuje przekonać braci m.in. do tego, że oficjalny przekaz dotyczący zamachu na World Trade Center jest nieprzekonujący. Jeden z członków rodziny zauważa, że cała jego wiedza pochodzi z Internetu i nie zaznajomił się z żadnymi innymi źródłami.

Puiu ukazuje także mocne tarcia na tle pokoleniowym. Seniorka rodziny wchodzi w konflikt z jedną z młodszych kobiet. Pretekstem staje się odmienne podejście do religii i mającego przybyć Popa, ale w gruncie rzeczy staje się rozmową na temat poprzedniego systemu. Była członkini partii przedstawia przede wszystkim czasy dyktatury jako okres gospodarczego rozwoju. Na zarzuty, że jednocześnie wsadzano ludzi do więzień, odpowiada znamienne: „nie można budować idealnego systemu bez poświęceń”.

Warte przytoczenia są także dysputy członków rodziny na temat współczesnej Rumunii. Padają one jako krótkie komentarze w trakcie rozmowy, ale dobrze oddają to, co postrzegają chociażby twórcy Kolektywu. Jeden z rozmówców stwierdza, że w USA nie dałoby się ukryć pewnych zaniedbań „W przeciwieństwie do Rumunii tam za najmniejszy błąd idzie się do więzienia”.Członkowie rodziny wspominają także moment przełomu: „Kiedy wychodziliśmy na ulicę w 1990 r., naiwnie wierzyliśmy, że postawimy przed sądem winnych masakry 1989 r.”. Te nawiązanie do wydarzeń sprzed 30 lat pokazuje świadomość braku faktycznej zmiany, którą wyrażał także bohater Egzaminu.

Powyższe kwestie padają jednak w Sieranevadzie mimochodem. Twórca nie skupia się tylko na polityce, ile bardziej na pokazaniu rodzinnych konfliktów, sekretów i spięć na tle codziennego życia – co trzeba przyznać podobnie jak w Śmierci Pana Lazarescu – można w dużej mierze przełożyć także na polskie realia.

ROZCIEŃCZONE PAŃSTWO

Przy opisie książki Luciana Boi o znamiennym tytule: Dlaczego Rumunia jest inna? pada istotne spostrzeżenie: „Od lat siedemdziesiątych XX wieku nie ukazało się w Polsce żadne całościowe opracowanie dziejów Rumunii. Sam kraj przeszedł w tym czasie skomplikowaną i obfitującą w paradoksy drogę transformacji od jednej z najcięższych dyktatur komunistycznych do demokratycznego kraju członkowskiego Unii Europejskiej”

Wydaje się, że ta uwaga w połączeniu z obserwacjami zawartymi, chociażby w Śmierci Pana Lazarescu, Egzaminie, czy Kolektywie daje pewną odpowiedzieć na pytanie z początku. Rumunia jest krajem ogromnych kontrastów, w którym zewnętrzny obraz normalności i stabilności, zderza się z tym co ciągle tkwi pod powierzchnią: mentalnością postkomunistycznego państwa oraz społeczeństwa tkwiącego w dawnych układach, zależnościach, które prędzej czy później wykwitają jak ropień na pozornie zdrowym organizmie. Recepty kolejnych rządów są właściwie niczym. Narzędzia szpitalne w Kolektywie – polane rozcieńczonym środkiem do dezynfekcji, nie działają, a nawet więcej, jeszcze bardziej zakażają wycieńczony już organizm…

Inne teksty z miesięcznika LUX 7/8 (2021) RUMUNIA