asia

Pociąg do kina, pociąg do marksizmu

Bez rozwoju kolei, dziś nie mielibyśmy kina i marksizmu. Zetknięcie się tych na pozór dalekich sobie pojęć całkiem sporo łączy: ich spotkanie pozwoliło stworzyć nowy świat ruchomych obrazów, którego przed rewolucją przemysłową nie znano. W tym miejscu należy także szukać źródeł samego marksizmu. I niekoniecznie tylko dlatego, że wszystko zaczęło się od Wjazdu pociągu na stację w La Ciotat Lumière’ów.

Wjazd pociągu na stację w La Ciotat powstały zaledwie rok po nakręceniu pierwszego w dziejach filmu, uznaje się za początek kinematografii. Jednak tak naprawdę nową erę w historii kina otworzyło Wyjście robotników z fabryki. Tej z kolei nie byłoby, gdyby nie rewolucja przemysłowa, która wraz z całym dobrodziejstwem inwentarza przyniosła dynamiczne zmiany, zapowiadające nieodwracalny postęp. Nie ulega wątpliwości, że gdyby nie rozwój kolei, będący skutkiem szybkich zmian gospodarczych, kina byśmy dziś nie mieli.

U schyłku XIX wieku, pierwsze filmy pokazują niezwykłą zdobycz techniki osadzoną w przemysłowych realiach. Od teraz maszyna będzie wehikułem czasu. Nic dziwnego, skoro pierwszymi ruchomymi obrazami, będącymi namiastką filmu były te, widziane z okiem jadących wagonów. Od tej pory pociąg i kino napędzają się nawzajem i biegną wspólnym torem, drogą w nieznane. Pociąg staje się kinem i przestrzenią nowoczesnego spektaklu.

Nicolas Mirzoeff w Jak zobaczyć świat, słusznie zauważa, że ówcześni autorzy porównywali dekadę rozwoju kolei (1847-1857) z epoką europejskiej ekspansji w Ameryce Północnej i Południowej zapoczątkowaną podróżami Kolumba. Takie porównanie wskazuje, że kolej miała moc tworzenia świata, na takiej samej zasadzie, jak dziś współdziałanie finansowej globalizacji i podłączonych do sieci komputerów wytwarza – na swój własny obraz – stale uaktualniany i odświeżany świat 24/7.

Kolej stworzyła nowy, prostszy świat, pozwalający na łączenie się i migracje, które wcześniej nie były możliwe. Rewolucja! Zwycięstwo techniki! Kolej, która zapoczątkowała własny czas i przestrzeń, była pierwszym przystankiem w podróży do (już teraz coraz szybciej) zbliżającej się przyszłości.

Od kiedy podróże koleją na dobre stały się powszechnym i nierozłącznym elementem życia, jego cykl zaczęto dostosowywać do rytmu pracy maszyny, podobnie jak dziś dostosowuje się życie do pracy komputera (w końcu też maszyny!). Wjazd pociągu na stację w La Ciotat braci Lumière jest zatem początkiem i jednocześnie kwintesencją idei rewolucji przemysłowej – scena z fabryki, która przedstawia opuszczających ją pracowników, udających się na dworzec, by wrócić do domu jest wizualizacją tryumfu kultu pracy i zwycięstwa maszyny nad marną jednostką.

Dziga Wiertow, radziecki reżyser propagandowych kronik Kino-Prawdy, autor trafnie ujętej koncepcji kino-oka (Ja – kinooko. Ja – oko mechaniczne, zakładającej, że ludzkie oko jest niedoskonałe, jedynie kamera może być obiektywna) jest dowodem na autentyczną synergię obu dziedzin – m.in. dlatego, że Wiertow pokazywał ludziom na wsi projekcje filmów prosto z wracających z zachodu wagonów pociągów, które wiozły jeszcze świeży towar. Kolej, film i idea nowoczesności stworzyły realny nowy świat widzialny napędzany duchem postępu.

Pociąg jest także miejscem akcji wielu ważnych filmów, które tworzy zamknięty świat i bez których trudno mówić o dorobku kinematografii zarówno w amerykańskim kinie noir, jak i francuskiej Nowej Fali – Spotkanie Davida Leana, Nieznajomi z pociągu i Starsza pani znika Alfreda Hitchcocka, czy Chinka Jeana-Luca Godarda są dowodem na to, że w tych zamkniętych mikroświatach rozgrywają się dramaty, namiętności, zabójstwa czy pościgi.

W XX wieku niestety kolej wykorzystano także w makabrycznych celach – miała dowozić miliony ludzi w miejsce kaźni, do obozów śmierci. W obrazach takich jak Shoah Claude’a Lanzmanna, Wybór Zofii Alana J. Pakuli,, Lista Schindlera Stevena Spielberga, czy Lektor Stephena Daldry’ego, widać, że nazistowska machina śmierci nie zostałaby uruchomiona i nie mogłaby tak sprawnie działać, gdyby nie rozpędzony duch poprzedniej epoki.

Moment rewolucji przemysłowej wykorzystał także Karol Marks, który dzięki rozwojowi kolei stworzył metaforę obrazu świata, będącego podwaliną ideologii, która zdeterminowała losy historii. Sięgając do Mirzoeffa, Marks opisywał społeczeństwo i świadomość jako nadbudowę, spoczywającą na ekonomicznej bazie fabryk, kopalni i innych środków produkcji. Były to pojęcia żywcem zaczerpnięte z kolei. Baza oznaczała tory i związane z nim systemy, nadbudową zaś był pociąg. Jednym słowem, w myśli Marksa umysł ludzi był pociągiem poruszającym się po szynach ekonomii.

Mimo upływy dziesięcioleci, pociągi wciąż napędzają gospodarkę i kino – dowodem na to może być obraz Wonga Kar-Waia, 2046, który w wagonach superszybkich pociągów pokazuje zamknięty chiński świat, pęd XXI wieku i nadal niesłabnący pociąg do technologii – w Chinach 150 milionów migrantów przemieszcza się codziennie pociągami do miejsc pracy (a w nich produkują sprzęty elektroniczne, którymi nadal zachwyca się zachodni świat). Japońskie i chińskie wehikuły nie mają sobie równych – osiągają prędkość do 430 km na godzinę, co czyni je najszybszymi maszynami na świecie.

Od początku rewolucji w kinie i na kolei niebawem minie dwieście lat i można odnieść wrażenie, że przez ten czas niewiele się zmieniło. Człowiek dalej jest częścią układanki tego świata, którym wciąż rządzą – w szerokim rozumieniu tego słowa – maszyny i nie ma znaczenia, czy będzie to kolej, fabryka, komputer czy maszyna do przewracania stron książki. Julien Offray de La Mettrie, XVIII-wieczny francuski filozof w swojej rozprawie Człowiek-maszyna już trzy stulecia temu snuł refleksje na temat problemów, które my dziś odkrywamy na nowo. Być może też dlatego, że już wtedy, choć nie było kolei, istniały urządzenia służące do automatycznego przewracania stron w Ewangelii, projektu Jacquesa de Vaucanson. Wtedy sama myśl o takich innowacjach mogła przyprawiać o ból głowy.

Joanna Michalina Wal

Jak zobaczyć świat”, Nicholas Mirzoeff, Wydawnictwo Karakter 2016