magda

Pożyteczni artyści, czyli pro publico Bono

Najlepiej jest, gdy mówią o buddyzmie, czakrze, czerwonych niteczkach i życiu w zgodzie ze sobą albo o swoim zawodzie. Mogą też mówić o miłości do psiaków, studniach w Kenii, rozwodzie, diecie, trenerze personalnym i trudnościach z radzeniem sobie ze starością. W końcu mają już 39 lat. Artyści. Bywają zdolni, bywają porządni. Ale zdarzają się też proste tuty, o czym śpiewał Kazik. Zdarzają się także pożyteczni idioci. Albo po prostu idioci.

Pewnie, że chodzi o Bono. Ale nie tylko – przykładów jest mnóstwo, zacznijmy więc od początku. Przed kilkoma dniami wokalista Bono z U2 w amerykańskim kongresie mówił o tym, że Polska i Węgry są takie prawicowe, że aż hipernacjonalistyczne. Że dzielą jedność Europy. Najpierw w ’89 padł mur berliński, a teraz my budujemy jeszcze jeden nowy mur. Mamy kufajkę, biret na głowie, kiepa w ustach i szpachlujemy. W tle gra „Brunatny autobus”.

Bono – znawca spraw międzynarodowych – zatroskany o sytuację na Bliskim Wschodzie zasugerował także w czasie przemówienia, żeby zatrudnić Borata do walki z Państwem Islamskim. Przecież śmiech kawalarza to najlepsza broń przeciwko ISIS – a więc LOL-em w nich.

Tydzień temu Jacek Dehnel to samo. Ten znawca savoir-vivre’u i drewnianych laseczek okazał się był także specjalistą w dziedzinie obronności. Na Facebooku poddał wnikliwej analizie raport NCSS. Wzywa w niej (tej analizie):

„Przestańmy pierdolić, że żyjemy w demokratycznym kraju, który wcale nie stacza się w faszystowską dyktaturę. Narodowe Centrum Studiów Strategicznych opublikowało entuzjastyczny raport o planowanych bojówkach Macierewicza pt. Koncepcja Obrony Terytorialnej w Polsce…”

Co z tego, że facet ogólnie rzecz biorąc nie zna się woju i że wyciął jedno zdanie z kontekstu (niby artysta, a k… nie wie, że kontekst jest wszystkim). A kontekst oczywiście taki, że wojny hybrydowe (a więc niemilitarne) w Europie pojawiają się coraz częściej i trzeba znaleźć na nie jakiś sposób. Eksperci proponują zamiast śmichów-chichów stworzenie podległej MSW i samorządom formacji paramilitarnej. Takie formacje działają m.in. w Austrii i w Szwajcarii. Panu Dehnelowi warto powtórzyć, że Macierewicz jest w MON-ie, a więc jeśli już ktoś komuś szykuje bojówki to raczej Błaszczakowi.

Z rzeczy wartych odnotowania – wczoraj zabłysnął również Jacek Poniedziałek, który u Tomasza Lisa zawyrokował, że budzą się w Polsce „nasze odwieczne sekciarskie demony, ksenofobiczne demony”. I że integrowanie społeczeństwa wokół pewnych wartości (a to ciekawe swoją drogą), czy też lęków jest czysto faszystowskie. Aha, i że nie był w kościele na Wielkanoc z koszyczkiem, bo się bał. Bo Kościół polski jest najlepszą glebą dla ruchów typu ONR.

Z drugiej jednak strony – i to mówię na serio – jeśliby mi grożono śmiercią i wyzywano od śmieci ludzkich, co opisuje Poniedziałek, to również nie miałabym zbyt dobrego mniemania o swoich oponentach. Ale żeby od razu na tej podstawie budować jakiś ogromny konstrukt pod wyobrażenie Wielkiej Polski Faszystowskiej? Chyba nie. Ale w sumie nie wiem – nie jestem artystą. Nie jestem pożyteczna.

Magdalena Osińska – sekretarz redakcji