Raport z oblężonego Wuhan

Rankiem 3 lutego 2020 na pokładzie drugiego co do wielkości samolotu pasażerskiego Airbusa A380 800 opuszczam centrum epidemii wirusa, miasto Wuhan w środkowych Chinach. Zorganizowana z ramienia rządu francuskiego, specjalna jednostka antywirusowa przeprowadza relokację Polaków, oprócz tego przynosi ulgę m.in. obywatelom Dominikany, Francji, Niemiec, Szwecji, Bułgarii oraz Włoch. W czasie pisania tego tekstu wirus w Chinach zabrał życie 425 osób, zakaził ponad 20 tys. ludzi oraz przedostał się już na każdy kontynent globu.

Od września 2019 mieszkałem w Pekinie. W okolicach grudnia media potwierdziły obecność wirusa w centralnej części Chin, natomiast według oficjalnego przekazu sytuacja była pod kontrolą i nie było obaw co do dalszego rozwoju epidemii. Przed wyjazdem ze stolicy Chin, sprawdziłem strony internetowe i przekazy medialne polskiego MSZ oraz WHO, aby mieć pewność, że wyjazd nie wiąże się niebezpieczeństwem. W planach miałem spędzenie świąt Chińskiego Nowego Roku “Chunjie”(春节) ze znajomą oraz jej rodziną. Jest to najważniejsze święto w Chinach i całej Azji Wschodniej. Ponadto, jest to najważniejszy tydzień roku, w którym rodziny i znajomi mają możliwość wrócić do swoich domów i wspólnie cieszyć się celebracją świąt. Jest to czas największej migracji wewnątrzkrajowej, setki milionów chińczyków opuszczają miejsca pracy i wracają do swoich rodzinnych stron. W większości przypadków jest to jedyny czas w roku, aby móc zobaczyć się z rodziną, dlatego Chińczycy z najdalszych zakątków kraju wracają do domów. Podróżujący do Chin w tym okresie powinni pamiętać, że bilety pociągowe i autobusowe należy kupować z ponad dwutygodniowym wyprzedzeniem. Co roku największe miasta Chin: Pekin, Szanghaj, Kanton – przypominają wyludnione miasta, rodem z filmów o zombie, gdyż większość sklepów, restauracji i większość punktów usługowych jest zamknięta. Dla ludzi spoza Chin jest to najbardziej depresyjny czas roku, opustoszałe miasta i brak znajomych sprzyja samotności i melancholii.

Do Wuhan dotarłem 13 stycznia. Po przyjeździe dowiedziałem się, że razem z nami będzie mieszkać przyjaciółka z Pekinu, która również wróciła na święta do swojego rodzinnego miasta. Niestety, tuż przed przyjazdem dostała informacje, że jej rodzice zaczęli mieć problemy ze zdrowiem. Jej mieszkanie w Wuhan znajduje się w dzielnicy Hankou, kilkaset metrów od sławnego marketu, w którym zakwitł „koronawirus”. Z racji bezpieczeństwa, rodzice poprosili ją, aby ograniczyć kontakt i udać się do naszego mieszkania. 15 stycznia, zaraz po przylocie odebraliśmy ją z lotniska i zabraliśmy do siebie. W efekcie był to mój pierwszy bezpośredni kontakt z informacją o wirusie. W tym czasie media zaczęły podawać więcej szczegółów o chorobach i przypadkach zakażenia. Mimo powagi sytuacji chińskie media informowały tylko o przypadkach w dzielnicy Hankou i zapewniały o bezpieczeństwie w pozostałych częściach miasta. W związku z tym nie przejmowaliśmy się całą sytuacją, dnie spędzaliśmy na odwiedzaniu ulubionych kawiarni, rozmowach i szukaniu książek o mitologii chińskiej.

Po tygodniu od przyjazdu, na dwa parę dni przed nowym rokiem, ojciec znajomej z objawami zapalenia płuc nie został przyjęty do szpitala z powodu zbyt dużej ilości pacjentów. W rezultacie odesłano go do domu z zaleceniem codziennych wizyt w szpitalu w celu pobrania szczepionki antywirusowej. Niestety, jego stan się znacząco pogarsza. Rząd zaczyna podejmować decyzje prewencyjne odnośnie do rozwoju epidemii wirusa. Z dnia na dzień pojawiają się kolejne statystyki zachorowań, szpitale przepełnione są chorymi. Aby zredukować eskalację wydarzeń, rząd pod karą więzienia nakazuje używać masek ochronnych. W ciągu paru godzin w aptekach kończą się zapasy masek, moim znajomym w ostatniej chwili udaje się kupić ostatnie paczki. W aptekach tworzą się kolejki ludzi czekających na nowe dostawy. W następstwie lawinowo pojawiają się kolejne decyzje. Rząd decyduje zamknąć miasto, ruch pociągowy, autobusowy został wstrzymany. Loty z Wuhan zostały odwołane, lotnisko wyłączone. Następnego dnia granice miasta zostały zamknięte, przez co autostrady i stacje benzynowe wypełniły się samochodami, które próbowały na ostatnią chwilę wydostać się z miasta. Stało się jasne, że sytuacja jest poważna. W przeddzień świąt rząd podjął decyzje o budowie specjalnego szpitala dla zakażonych wirusem. Po paru dniach ruch drogowy w mieście został wyłączony, można się poruszać jedynie rowerami lub na piechotę. Dzielnica Hankou zostaje zablokowana i otoczona kordonami policji. Mosty i tunele pod rzeką zostają zablokowane. Do miasta przyjeżdża wojsko, aby wspomóc policję. Drugiego dnia świąt miasto obiega informacja, że umiera pierwszy lekarz, który zajmował się chorymi pacjentami. Momentalnie staje się bohaterem walki z wirusem. W ciągu kolejnych dni państwa podejmują decyzje o przeprowadzeniu delokalizacji swoich obywateli. Szkoły w Chinach przedłużają przerwę świąteczną i zakazują przyjazdu na uczelnie. Linie lotnicze zaczynają wstrzymywać loty z Chin, Australia decyduje o nieprzyjmowaniu obywateli, którzy w ciągu ostatnich 14 dni przebywali w Chinach. Warto dodać, że według danych z 2017 roku, w Australii uczy się ponad 2 miliony chińczyków (populacja Australii wynosi 25 milionów ludzi). Stan ojca koleżanki się pogarsza, zostaje przeniesiony na oddział intensywnej terapii do szpitala. Wspólnie analizujemy kolejne dane i statystyki, żartujemy z apokaliptycznych artykułów zachodnich mediów oraz absurdalnego zachowania chińczyków związanych z bezpieczeństwem i ochroną przed wirusem. Chiński portal społecznościowy “Weibo” (微博)oraz aplikacja do przesyłania krótkich filmików “TikTok” (抖音)jest przesycony materiałami z całego kraju, tworzy się „wirusomania”. Wiralowo pojawiają się zdjęcia z metra ludzi z bukłakami po wodzie na głowach, pracownicy budujący w ciągu tygodnia szpital dla paru tysięcy chorych stają się herosami, a prezydent miasta Wuhan mierzy się z ogniem krytyki. W sieci pojawiają się filmiki ze szpitali, gdzie rzekomo zwłoki leżą na korytarzach. W ciągu ostatnich dni plotki te zostały zdementowane, osoby leżały na podłodze z powodu braku łóżek. Mimo powagi sytuacji chińskie rodziny starają się w spokoju obchodzić święta. Z drugiej strony, zagraniczne grupy na chińskim komunikatorze WeChat (微信) ukazują panikę i strach dużej ilości obcokrajowców. Zdecydowanie widać kontrast między chińskimi mieszkańcami miasta a przyjezdnymi. Media zachodnie płodnie donoszą o apokaliptycznych relacjach swoich obywateli, natomiast większość rodowitych mieszkańców Wuhan nie przejmuje się wirusem, na ulicach widać spacerujących ludzi, uprawiających sport lub ćwiczących „taiji” (太极拳). W sklepach nie brakuje produktów, rząd dba o prawidłowe dostarczanie żywności.

W związku z obchodami chińskiego nowego roku prawie codziennie byliśmy zapraszani na obiady rodzinne. W przyjemnej atmosferze odkrywałem zagadki chińskiej kuchni, szczególnie przypadła mi do gustu zupa z lotosu, która jest uznawana za chiński afrodyzjak. Oprócz bogatych dań obowiązkowo na stole znalazły się butelki “baijiu” 白酒, czyli chińskiej wódki z ryżu. Charakteryzuje się mocnym aromatem, zdecydowanie silniejszym niż nasza wódka, oraz wyższym stężeniem alkoholu na poziomie 50-60%.

W dniu święta, rodzinny spotykają się i wspólnie robią domowe porządki, przygotowują wieczorny posiłek oraz dekorują mieszkanie noworocznymi symbolami. Rok 2020 jest rokiem szczura, dlatego niezwykłą popularność zyskały wszelkie reprodukcje Myszki Miki, które udekorowały ulice, drzwi i okna mieszkań. Jedną z tradycji jest oklejanie framug drzwi wejściowych w trzy banery “chunlian” (春联)z życzeniami noworocznymi: jeden pionowy i dwa poziome. Rodzina mojej znajomej wybrała te klasyczne życzenia, nawiązujące do taoizmu: “财源茂盛家兴旺”, “富贵平安福满堂” oraz “登丰庶子”. Życzą po kolei: dobrego zdrowia i majątku; szczęścia i pokoju oraz obfitych plonów. Kolejną tradycją jest wspólne lepienie chińskich pierożków “jiaozi” (饺子). Proces przygotowania w zasadzie nie różni się wiele od tego znanego w Polsce. Wcześniej przygotowane ciasto obtacza się w mące tak, aby uformowało kształt walca. Następnie okraja się niewielkie kawałki, które spłaszcza się wałkiem od zewnętrznej strony, tak aby miały okrągły kształt z delikatnie grubszym środkiem. Kolejnym krokiem jest wypełnienie wcześniej przygotowanym farszem, zazwyczaj jest to połączenie wieprzowiny i ziół. Różnica leży w lepieniu pierogów, które w chińskim wydaniu są wyższe i bardziej okrągłe, przez co wygodniej gotuje się je na parze. Następnie cała rodzina udaje się przed telewizor, aby na państwowej stacji telewizyjnej CCTV1 oglądać noworoczną transmisję. Przypomina ona otwarcie olimpiady, gdzie znane gwiazdy Chin po kolei występują w skeczach, przedstawieniach opery pekińskiej lub pokazach tańca. W tym roku uwagę przyciąga Jackie Chan z piorunującym wykonaniem kantońskich hitów. Warto przypomnieć, że jest on symbolem pojednania Chin kontynentalnych z pozostałymi terenami postkolonialnymi. Po północy rodzina wymienia się życzeniami noworocznymi oraz czerwonymi kopertami hongbao (红包) z pieniędzmi. Zwyczajowo starsi dają koperty młodszym członkom rodziny. Po udanym seansie i kopertowych zbiorach wszyscy udają się do kuchni i jedzą wcześniej przygotowane pierożki „jiaozi”. Warto dodać, że w miastach tradycje i obrzędy noworoczne powoli zanikają, ludzie spotykają się w bogatych restauracjach centrów handlowych i po posiłku wymieniają się kopertami. Następnie idą do kina lub na spacer do okolicznych parków. Niestety w tym roku wirus zmusił rodziny do tradycyjnego spędzenia świąt w domach.

W okresie świątecznym prowadzę rozmowy z ambasadą polski w Pekinie oraz MSZ. Wśród polonii w Wuhan zaczyna się panika i stres. Ludzie boją się o swoje rodziny i dzieci. Dostajemy mało konkretne informacje, przez tydzień do wylotu siedzimy na walizkach. 2 lutego, w ostatnich dniach świąt we francuskim konsulacie w Wuhan odbywa się zbiórka obcokrajowców przebywających w mieście. Teren konsulatu wypełnia melodia różnych języków, który łączy nuta szczęścia i nadziei powrotu do swoich krajów. Po dwóch dobach cali i zdrowi (oby) 30 Polaków wraca do kraju. Po powrocie otrzymuje informację, że stan taty koleżanki poprawił się i został wypisany ze szpitala. W Wuhan wprowadzony zostaje zakaz wychodzenia z domów, jedna osoba z rodziny może co dwa dni wychodzić z domu w celu zrobienia zakupów. My zostajemy przywitani kolacją w postaci chleba z pasztetem i serkiem topionym. Kanapki smakują wybornie.