tomek_krok_okl6 — kopia

„RYCERSKI ZAKON KRZYŻA I MIECZA” I JEGO OKUPACYJNE LOSY W DOKUMENTACJI MINISTERSTWA BEZPIECZEŃSTWA PUBLICZNEGO

Rycerski Zakon Krzyża i Miecza został powołany w 1936 roku z inicjatywy kapitana lotnictwa ze skłonnościami do mistycyzmu – Władysława Polesińskiego. Jego zadaniem miało być odrodzenie szlachetnych postaw moralnych w narodzie w oparciu o nauki Kościoła katolickiego. Członkowie tej enigmatycznej organizacji za cel stawiali sobie przypomnienie rycerskiego etosu i próbę odbudowy dawnego autorytetu zakonnika-żołnierza, który łączy swoje działania z głęboką wiarą.

Władysław Polesiński urodził się 8 września 1906 roku Żelechowie. Swoją karierę wojskową rozpoczął w Korpusie Kadetów Nr 2 w Modlinie, następnie przeniesiono go do Oficerskiej Szkoły Lotniczej w Dęblinie, którą ukończył w 1925 roku Dwa lata później został mianowany sierżantem podchorążym i został przydzielony do 23 eskadry 2 pułku lotniczego w Krakowie. Już od dziecka odznaczał się głęboką wiarą, jednak momentem przełomowym w jego życiu religijnym był wypadek lotniczy, któremu uległ w 1931 r. Omal nie zginął wówczas w płomieniach, a swoje ocalenie przypisał Bożej Opatrzności. Opisał swoje przeżycia w wierszu „W płonącym samolocie” opublikowanym w 1936 r.: […] Nie śmiałem spojrzeć na stosy żeliwa na zgliszcza, co się czarnym dymem w niebo darły. Usiadłem nad swym niedoszłym śmiertelnym zwęgliskiem i ocierałem krew z twarzy, co się lała żywa… Nie śmiałem spojrzeć… Czułem, że ktoś się z tych płomieni zbliża… Schyliłem kornie głowę, bo szedł do mnie On, Wielki, Miłujący, Pan z Krzyża – Jezus, Bóg – do mnie, człowieka…[1] Jak pisał o stosunku do wiary Polesińskiego jego biograf, przyjaciel oraz członek Zakonu Saturnin Jarmulski: Codziennie przystępował do Komunii św. […] Religijność jego nie należała do rzędu religijności tradycyjnej, odziedziczonej po ojcach i dziadach. To była religijność z wiary, rozumu i woli, a zarazem z nadziei i miłości. Była to wiara prawdziwie głęboka i apostolska[2]. Polesiński założył Ruch Krzyża i Miecza w 1937 roku jako świeżo upieczony absolwent Wyższej Szkoły Wojennej. Świadczą o tym zapiski z dziennika biskupa polowego Wojska Polskiego Józefa Gawliny z 29 marca 1937 roku, który zanotował: Po południu przybył kpt. dypl. Polesiński, który chce założyć zakon „Krzyża i Miecza”. Uzyskał pozwolenie założenia sekcji moralnej przy WINO [Wojskowy Instytut Naukowo-Oświatowy]. Miał rozmowę z gen. Sawickim [Kazimierzem], nie wiedząc że to rozwodnik, i wyjaśniał mu swoje stanowisko. Generał godził się na na religijny punkt widzenia, „ale po co to musi być katolicyzm?” – Dlatego, Panie Generale, że inne religie nie wymagają poświęcenia. Wszystko tam tonie we mgle, z małżeństw robią kontrakty rozwiązalne, nie ma tam hartu”. Kpt. przedłoży jutro wniosek ministrowi i chce zaraz prowadzić propagandą religijną, za co go pochwalam[3]. Założenia ideowe zakonu (inspirowane żywotami i twórczością m.in. Romualda Traugutta i św. Andrzeja Boboli), Polesiński przedstawiał w artykułach publikowanych na łamach „Polski Zbrojnej”, wznowionego od 1933 roku „Merkuriusza Polskiego Ordynaryjnego” czy pism Zakonu: „Polski Zbrojnej Moralnie” i „Polski Chrystusowej”[4]. Według założyciela wspólnoty Polska miała być mocarstwem oraz moralnym przewodnikiem dla innych narodów katolickich[5]. Propagowano ideę „mocnego człowieka” – herosa będącego przodownikiem moralnym, który swoim przykładem i: […] mocą duchową promieniował na innych i wytwarzał zdrową, moralną atmosferę oraz kult mocnych nieugiętych charakterów[6]. Polesiński pisał m.in. że: Dla budowy mocnego człowieka trzeba wykorzystać wszelkie dobre siły. Naród polski przeżywa […] renesans religijny, trzeba więc ten żywioł wykorzystać dla dobra Ojczyzny. Połączenie bowiem religii z patriotyzmem daje najpotężniejszą siłę, jaką zna ludzkość. Wytwórzmy podobnych dawnym bohaterem naszym ludzi. Rozpalmy w sobie pragnienie mocy duchowej, pragnienie dążenia do doskonałości jako ludzie i rozpocznijmy życie prawdziwie rycerskie – surowe i moralne. Nawróćmy do naszych władnych, polskich tradycji, do tradycji „Krzyża i Miecza”[7] […] Działalność Zakonu spotkała się z życzliwym poparciem Kościoła katolickiego oraz niektórych środowisk nacjonalistycznych (ONR „Falanga”[8]), negatywnie jednak przyjęły głoszone przez Polesińskiego idee sanacyjne władze, które odczytały je jako krytykę (głoszone przez organizację hasła wskazywały na degenerację i zepsucie elit wojskowych oraz cywilnych rządzących krajem). Niektóre tytuły prasy katolickiej atakowały Zakon i jego władze za nadmierną konspirację w działaniu przywodzącą na myśl masonerię. W obronie „Krzyża i Miecza” stanął wówczas m.in. superior Księży Jezuitów ks. Jan Rostworowski, który przesłał notę do Katolickiej Agencji Prasowej: […] Na najlepszych źródłach oparci możemy stwierdzić, że zakon „Krzyża i Miecza” nie tylko nie ma w sobie nic, co mogłoby budzić jakiekolwiek podejrzenia, ale że trzyma się kryształowo czystych katolickich zasad i służy najszlachetniejszym celom wyrobienia w społeczeństwie dzielnych, ofiarnych, oddanych do głębi sprawie Chrystusowej sług Bożych. Zrzeszenie to zresztą cieszy się życzliwością tych Księży Biskupów, z którymi się zetknęło i wielu wybitnych kapłanów[9]” Polesiński mocno krytykował również działania polityczne polskich władz utrzymujących wzmożone stosunki dyplomatyczne z państwem niemieckim. Nie krył się ze swoimi poglądami o czym świadczy jego przemówienie z uroczystości wręczenia sztandaru Oficerskiej Szkole Lotniczej w Dęblinie 14 sierpnia 1937 roku, które miało miejsce w obecności wysokich oficjeli m. in. Stefana Starzyńskiego oraz Marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego: Naczelny Wodzu, składając przysięgę na sztandar nasz lotniczy, obrońców polskiego nieba, czuję obowiązek w imieniu nas, młodych lotników, Orląt Dęblina, ostrzec władze najwyższe Ojczyzny, w obliczu polskiego narodu: wróg nasz śmiertelny – teutonowie – hitlerowskie Niemcy, po zęby uzbrojony, stoi u granic Rzeczypospolitej Polski, a nasze władze najwyższe zapraszają Niemców, na czele z Goeringiem, na polowanie do puszczy Białowieskiej, tych, którzy niechybnie urządzają polowanie na nasz naród polski! Proszę zwrócić uwagę na nasze uzbrojenie: przestarzałe maszyny, brak nowoczesnego sprzętu bojowego i od wieków poróżnione przez Niemców, przez ich „V kolumnę”, bratnie narody słowiańskie. Jesteśmy osamotnieni, niemalże bezbronni, a już należy przygotować schrony przeciwlotnicze[10].  Jego śmiałe poczynania doprowadziły w końcu do wszczęcia śledztwa, którego rezultatem był wydany w maju 1938 roku przez władze wojskowe, zakaz prowadzenia dalszej działalności przez Zakon na odcinku wojskowym[11]. Wydarzenie to przyczyniło się do zmiany stanowiska części duchowieństwa względem poczynań Polesińskiego, jak podaje Stanisław Podlewski, autor monografii: „Wierni Bogu i Ojczyźnie. Duchowieństwo katolickie w walce o niepodległość Polski w II wojnie światowej”: Przy końcu roku 1938 Komisja Prawna Episkopatu Polski orzeka, że „Zakon Krzyża i Miecza” nie stoi w żadnym związku z hierarchią kościelną, która też za działalność tej organizacji nie bierze odpowiedzialności – co znamienne: ks. Jan Rostworowski TJ składa w prasie oświadczenie, że księża Jezuici nie mają patronatu nad Zakonem i nie biorą zań odpowiedzialności[12]. W przywołanym już dzienniku biskupa Gawliny z zapisków datowanych na 6 grudnia 1938 roku możemy się dowiedzieć, że również nie aprobował on kierunku w którym szedł Polesiński: Z „Krzyża i Miecza” wycofałem się. Kpt. Polesiński zmienił statut i werbuje na terenie cywilnym. Odmówiłem mu aprobaty regulaminu”[13]Z powodu tajności działania do Krzyża i Miecza nie można było się zapisać, a jedynie zostać przyjętym. Jego członkami mogli być tylko Polacy wyznania katolickiego, a upatrzonych kandydatów prezentujących właściwą postawę moralną zapraszano na specjalne rozmowy przedstawiające cele i zadania organizacji. Następnie wypełniali oni kwestionariusze rozpatrywane przez kierownictwo. Jak podał m.in. biskup Gawlina nie ograniczano się do wojskowych, werbowano również nauczycieli, literatów czy dziennikarzy. Przyjęci kandydaci przybierali sobie imiona i tylko pod nimi byli znani w Zakonie. To właśnie sposób rekrutacji przywodził u niektórych procedury wykorzystywane w lożach masońskich. Jak zauważył w jednym z artykułów sam Polesiński: Pisano, że Zakon pod względem organizacji wzoruje się na metodach (nie zasadach) masońskich, a pod względem ideologicznym przypomina teozofię[14]. Sama teozofia była światopoglądem, który inspirował się gnozą, kabałą, hinduizmem oraz buddyzmem. Jego celem miało być zgłębianie i poznanie „praw i tajemnic rządzących wszechświatem”. Do swoich badań członkowie tego ruchu używali doświadczeń spirytystycznych oraz elementów wiedzy tajemnej. W 1875 roku zostało założone Towarzystwo Teozoficzne, jego twórcami byli: medium i okultystka rosyjskiego pochodzenia, Helena Bławatska oraz amerykanie: prawnik William Quan Judge i pułkownik Henry Steel Olcott[15]. Polesiński w czasie kampanii wrześniowej, udał się do Warszawy by z resztek samolotów na Okęciu stworzyć ochotniczą eskadrę broniącą miasta. W stolicy podjął się także funkcji spikera radiowego podtrzymując na duchu swoimi żarliwymi przemówieniami (wraz z prezydentem Stefanem Starzyńskim) ludność cywilną Warszawy. Podjął się również misji asystowania amerykańskim korespondentom, którzy na taśmach filmowych utrwalali walkę oblężonego miasta. Zginął bohatersko zestrzelony 16 września w rejonie Brześcia nad Bugiem[16]. Członkowie Zakonu, którzy nie dostali się do niewoli, i pozostali w kraju, podjęli w 1940 roku pracę konspiracyjną pod nazwą „Krzyż i Miecz”. Jak wspominał major Jan Herbich, przyjaciel Polesińskiego, a zarazem członek Zakonu: Klęska wrześniowa rozproszyła żołnierzy Krzyża i Miecza. Jednak wiosną 1940 r. nasza „piątka” odnalazła się w Warszawie, a nawet dokoptowała kilku kolegów stając się już „dziesiątką”. Chcieliśmy kontynuować działalność Zakonu, dostosowując ją do zmienionych warunków […][17] Z informacji podanych przez literaturoznawcę Stefana Jończyka, autora edycji pism Zofii Kossak z lat 1939–1944 wynika, że do grona osób tworzących środowisko okupacyjnego Zakonu należeli m.in., oprócz samej Kossakowej: Jerzy Braun (filozof, mesjanista), Artur Górski (krytyk literacki i publicysta), Walenty Majdański (publicysta katolicki), Stanisław Popiel (publicysta i działacz katolicki), Jan Herbich, Eustachy Stebelski, Julian Chrościechowski (marianin, publicysta katolicki), Ignacy Barski (adwokat, działacz Tymczasowego Komitetu Pomocy Żydom), Mieczysław Kurzyna (członek Konfederacji Narodu, członek stowarzyszenia PAX), Władysław Domaradzki (działacz Sodalicji Mariańskiej Akademików), Ludwik Tyborowski, Michał Sobański (publicysta katolicki). W środowisku tym działali również księża: Jan Rostworowski, Edward Kosibowicz, Jan Zieja[18]. Działalnością tej efemerycznej formacji zainteresowała się po wojnie, rzucając na jej aktywność nowe światło grupa polskich działaczy katolickich (scharakteryzowanych roboczo jako „Antymasońska Komórka Episkopatu Polski[19]”), kompletująca przede wszystkim informacje na temat domniemanych wolnomularzy oraz okultystów w Polsce w latach 1945–1952. Grupa ta nieformalnie finansowana przez prymasa Stefana Wyszyńskiego oraz biskupa łódzkiego Michała Klepcza była prowadzona przez Jerzego Krasnowolskiego, aktywistę katolickiego, sprawującego w czasach okupacji stanowisko prezesa Stowarzyszenia Katolickiej Młodzieży Akademickiej „Odrodzenie”. Krasnowolski był uczestnikiem powstania warszawskiego, a po wojnie prominentnym działaczem stowarzyszenia PAX i późniejszym wiceprezesem Klubu Inteligencji Katolickiej „Dialog” w Warszawie. Drugim co do rangi członkiem komórki był Ludwik Tyborowski, również aktywista katolicki, okupacyjny członek Krzyża i Miecza, działacz Odrodzenia, związany ze środowiskiem KIK-u, późniejszy autor artykułów miesięcznika „Więź”. Innym znaczącym współpracownikiem grupy był Witold Sawicki – organizator Harcerstwa Polskiego, po wojnie pracownik naukowy Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, autor pamfletu Organizacje tajne w walce z Kościołem. Antykościół tajny – zarys[20], który pojawił się w latach 60. jako tekst anonimowy. Sawicki postawił na jego łamach tezę, iż Zakon Krzyża i Miecza powstał z inspiracji masońskich i twierdził, że wydelegowany do tego oficer lotnik tworzy rzekomo na pół konspiracyjną organizację „katolicką” („Miecz i Krzyż”), która wciągnęła młodzież do akcji przeciwstawiającej się powoli dotychczasowym organizacjom katolickim. Konspirowała zaś nie przed masońskim rządem, lecz przed duszpasterzami[21]W marcu 1952 roku Krasnowolski, Tyborowski oraz Sawicki wraz z trzema innymi osobami zostali aresztowani przez funkcjonariuszy UB jako podejrzani o kierownictwo grupą osób zbierającą wiadomości o masonerii[22]. Sprawę umorzono w sierpniu 1952 roku, a z jej materiałów wynika, że Krasnowolski był tajnym współpracownikiem Departamentu V o pseudonimie „Stanisław Pielewski” zwerbowanym i przekazującym materiały swojej komórki już od 1949 r. Z protokołów przesłuchań, a także z archiwów komórki przechwyconych przez funkcjonariuszy bezpieki wynika, że jej członkowie zajmowali się zbieraniem i opracowywaniem, a później przekazywaniem w ręce prymasa Stefana Wyszyńskiego informacji dotyczących: masonerii w Polsce i osobach z nią związanych, m.in. tkwiących w instytucjach katolickich[23]. Materiały, które archiwizowano, składały się głównie z notatek dotyczących w większości życiorysów osobistości z dwudziestolecia międzywojennego bądź osób przebywających w Polsce po roku 1945 roku, zaangażowanych w jakikolwiek sposób w szeroko pojęty ruch wolnomularski, bądź też ludzi, co do których Krasnowolski wysunął podejrzenia o przynależność do masonerii. W notatkach tych znalazły się również informacje dotyczące interesującego nas w kontekście niniejszego artykułu Zakonu Krzyża i Miecza. Z zeznań złożonych przez Tyborowskiego oficerowi departamentu V Tadeuszowi Ciborowi wynika, że wstąpił on do organizacji w 1937 roku, miał być jednym z ważniejszych jej członków i ogrywać rolę kierownika wychowania: Działalność moja polegała na wygłaszaniu referatów ideowych, układania projektów szkolenia ideowego w ścisłym porozumieniu z kpt. Polesińskim[24]Według Tyborowskiego przedwojenna organizacja dzieliła się na dwie grupy cywilów i wojskowych, a ówczesna liczba członków wynosić miała do 500 osób. Jak możemy się dowiedzieć z przytaczanej już wcześniej książki Saturnina Jarmulskiego, dane na temat działaczy Krzyża i Miecza, tj. kartoteka z nazwiskami, zostały zniszczone przez Jana Herbicha w 1939 roku z powodu możliwego ryzyka związanego z przechwyceniem ich przez gestapo – jak wspominał ten ostatni: trzeba było rozwiązać problem, jakim stała się przechowywana u mnie kartoteka żołnierzy Krzyża i Miecza. Zbyt wielkim ryzykiem było pozostawienie jej w domu. Nie miałem zaś żadnej możności bezpiecznego ukrycia tak dużej paczki poza domem. Nie widziałem też żadnej możliwości przekazania jej w jakiś bezpieczniejsze ręce niż moje. Przed opuszczeniem zatem domu spaliłem kartotekę[25]Bliższe dane tyczące samej organizacji, a także powojennych losów, widniejące w materiałach Krasnowolskiego, sporządzonych docelowo w ramach „komórki antymasońskiej”, pochodzą z notatek Tyborowskiego: Przedr. 1939 do Kapituły Krzyża i Miecza wchodził Stanisław Popiel, który był jednym z najczynniejszych działaczy Krzyża i Miecza. Stanisław Popiel był członkiem Kapituły także w okresie okupacji. Do Kapituły Krzyża i Miecza w okresie okupacji wchodzili poza tym: Wacław Kwiatkowski (obecnie związany z „Dziś i jutro”), Herbich, Eustachy Stebelski, Ludwik Tyborowski. Po za tym z Krzyżem i Mieczem była związana Zofia Kossak-Szczucka[26]. W międzywojniu działaczami Krzyża i Miecza według informacji pozyskanych przez komórkę mieli być także: ks. Józef Jarzębowski; kustosz Muzeum w Gdyni Ludwik Stach, socjolog Andrzej Niesiołowski, członek Juventus Christiana Kazimierz Goszczyński; działacz Sodalicji Mariańskiej Jerzy Beredyński, bracia Bernard i Antoni Kowalscy (Bernard miał redagować w okresie okupacji pismo zakonu „Polska Chrystusowa”, przed wojną miał zaś utrzymywać kontakty z filozofem Lucjanem Freytagiem), Zygmunt Ważyński (po roku 1945 przez pewien czas redaktor katolickiego czasopisma „Znak”), Alfred Leszkowski dziennikarz i członek Zadrugi (środowiska polskich faszystów i antykatolickich słowianofilów), rzeźbiarz Stanisław Balicki, Jan Dobraczyński (późniejszy członek stowarzyszenia PAX, który według Tyborowskiego około 1939 roku miał wystąpić z Zakonu na polecenie władz Stronnictwa Narodowego)[27]. O samej organizacji i jej powojennych losach możemy dowiedzieć się jedynie z materiałów komórki przejętych przez bezpiekę. Jak wspominał w notatkach spisywanych przez Krasnowolskiego Tyborowski, stanowisko okupacyjnych władz zakonu miało być zdecydowane negatywne względem rządu londyńskiego: Ówczesny kierownik – Stebelski zarzucał Rządowi Londyńskiemu bezideowość, opieranie się na wyłącznie na Anglosasach, na których jak twierdziła nie może Polska liczyć, gdyż dbają tylko o własny interes, brak realizmu politycznego, który się przejawiał według niego w utopijnej wierze w niezmienność granic Polski na wschodzie itd.[28] Eustachy Stebelski, o którym tu mowa, był porucznikiem Armii Krajowej o pseudonimie „Buława”. Jak wynika z dalszych części wspomnień Tyborowskiego, miał on na przełomie 1942 i 1943 roku wymówić posłuszeństwo AK i jednocześnie głosić koncepcję utworzenia, niezależnej, katolickiej organizacji wojskowej: nie udało się mu stworzyć jakieś szerszej organizacji przeciwstawiającej się Armii Krajowej. Napotkał on w łonie własnej organizacji na opozycję, o którą rozbiły się jego plany[29]. Wspominając o opozycji, Tyborowski miał tu na myśli znanego później działacza demokratycznego księdza Jana Zieję, który przeciwstawiając się planom Stebelskiego, miał być – jak ujęte zostało to w materiałach komórki antymasońskiej –nieświadomie inspirowany przez czynniki związane z Delegaturą AK: Wydaje się nam, że ksiądz Zieja był inspirowany w okresie okupacji przez wyżej wspomniane koła i że działał nieświadomie w pewnej mierze i w dobrej woli[30]. Związki Zieji z Krzyżem i Mieczem, potwierdzają wspomnienia Władysława Bartoszewskiego: Na spotkaniach Zakonu – którego nie byłem członkiem – dyskutowali ludzie starsi ode mnie o pół pokolenia: Jan Herbich, Ludwik Tyborowski, Wacław Kwiatkowski, […] O czym? O moralnych aspektach wojny i okupacji O winie i karze. Zieja mówił o przyszłej Polsce[31]W innych fragmentach opracowań Tyborowski wspomniał, że antylondyńskie stanowisko Krzyża i Miecza doprowadziło do dość egzotycznych spotkań politycznych z przedstawicielami lewicy PPS i PPR. Miał się ich podjąć, oprócz Stebelskiego, także wymieniony wcześniej przez Bartoszewskiego dziennikarz Wacław Kwiatkowski, późniejszy członek PAX-owskiego tygodnika „Dziś i Jutro”. To właśnie on miał doprowadzić do rozmów z pomocą swojej dalekiej krewnej Krystyny Strusińskiej, działaczki PPS Lewicy, jak zapisał Tyborowski: Strusińska była dobrą znajomą Osóbki-Morawskiego. Poprzez nią doszło do skontaktowania przedstawicieli konspiracyjnego Krzyża i Miecza z przedstawicielami lewicy PPS i PPR[32]Dialog trwał w latach 1943–1944, jego uczestnikami mieli być Kwiatkowski i Stebelski, a ze strony PPS i PPR – Edward Osóbka-Morawski oraz Bolesław Bierut. Przedstawiciele komunistów rzekomo nawiązali kontakty z Krzyżem i Mieczem jako organizacją mającą przyciągnąć do współpracy z komunistami środowiska katolickie. Jak informują notatki Tyborowskiego, O ile wiadomo, sprawa była postawiona następująco: marksiści po zakończeniu II wojny światowej obejmą w Polsce władzę. Już teraz katolicy powinni nawiązać współpracę z marksistami, aby po zakończeniu wojny mogli się stać się jedną z grup współrządzących. Była to po prostu propozycja włączenia się do wspólnego frontu. Ze strony marksistowskiej podkreślane było wspólne stanowisko antykapitalistyczne. Ten moment ideologiczny stanowić miał płaszczyznę porozumienia. Nie wiadomo, czy ze strony marksistowskiej wysunięta została propozycja wejścia katolików do KRN. Jest to jednak mało prawdopodobne[33]Pertraktacje miały się zakończyć fiaskiem, jednak nie ze względu na negatywny stosunek władz Zakonu do marksizmu. Tyborowski napisał, że komuniści po prostu przeszacowali możliwości wpływu Krzyża i Miecza na katolików. Kontynuacją tego dialogu miały być rozmowy prowadzone przez Wacława Kwiatkowskiego rzekomo już po 1945 roku z samym Osóbką-Morawskim.: Kwiatkowski szereg rozmów odbył po r. 1945 z Osóbką-Morawskim. Osóbka-Morawski chciał, aby Kwiatkowski stworzył grupę katolicką, która znajdowałaby się w orbicie jego wpływów i na której mógłby się między innymi oprzeć. Osóbka proponował ponowne powołanie do życia Krzyża i Miecza. Rozmowy te do niczego nie doprowadziły przede wszystkim dlatego, że Kwiatkowski nie miał wpływów na terenie katolickim, nie reprezentował żadnej grupy. Poza tym po r. 1944 przejawia się u niego zanik zdolności realizacyjnych[34]Niestety nie można jednoznacznie stwierdzić, czy pertraktacje o których wspominał po latach Tyborowski, rzeczywiście się odbyły. Pomimo że Osóbka-Morawski w swoich wspomnieniach zatytułowanych Dziennik polityczny 1943–1948, wydanych w 1981 roku, przywołuje nazwisko Krystyny Strusińskiej, z którą rzeczywiście utrzymywał relacje[35], to nie nadmienia on o żadnych spotkaniach z organizacjami katolickimi w czasie okupacji i w pierwszych latach po 1945 roku. Jakkolwiek niewyjaśniona, sprawa tych kontaktów może służyć za punkt odniesienia do casusu Bolesława Piaseckiego i Stowarzyszenia PAX, ukazując, że podobne próby zbudowania koncesjonowanych środowisk katolickich były czynione już przed 1945 rokiem. Byłaby to zresztą logiczna kontynuacja tradycji operacyjnej niesławnego „Trustu”[36], który polegał w dużym uproszczeniu na kontroli, konsolidowaniu i w rezultacie rozbijaniu nieprzychylnego komunistom elementu poprzez organizowanie przez nich fikcyjnych grup konspiratorów. W tym przypadku za czynnik kanalizujący środowiska katolickie mogła posłużyć wciąż żywa jeszcze legenda „Zakonu Krzyża i Miecza”. Ostatnie materiały „komórki antymasońskiej” o Krzyżu i Mieczu z przełomu 1950/1951 roku. Notatki powstałe dzięki informacjom zdobytym przez Tyborowskiego, skupiają się na postaci czołowego działacza tej organizacji, wspomnianego już Stebelskiego, który po wojnie pracował jako inspektor terenowy w lubelskim „Caritasie”. W latach 1947-1948 miał się on włączyć w powstanie polskiej delegatury „Legionu Maryi” i we współpracy z porucznikiem Anatolem Kaszczukiem kierować tą organizacją w okręgu lubelskim, a później warszawskim[37]. Antoni Kaszczuk (Brat Anatol) był oficerem WP, który trafił w czasie II wojny światowej do Irlandii, po powrocie do Polski założył w 1948 roku grupy „Legionu Maryi”[38]. Była to świecka organizacja mająca pomagać duchownym w misji ewangelizacyjnej. Powstała w 1921 r. w Dublinie. Działała ona w porozumieniu z oficjalnymi organami Kościoła rzymskokatolickiego. Do Polski Legion dotarł w 1948 roku za sprawą delegata w Irlandii oficera wspomnianego Antoniego Kaszczuka, który po wojnie powrócił do Polski. W 1949 roku Legion oficjalne zawiesił swoją działalność[39]. Jak wynika z notatek Tyborowskiego kierownik Zakonu, Stebelski miał w dalszym ciągu: […] bardzo negatywny stosunek do anglosasów i do sanacji. Jest zdecydowanym przeciwnikiem tzw. «podziemia» i konspiracji[40]. Jednocześnie bardzo silnie zaznacza, iż uważa się za przeciwnika ideologicznego marksizmu. Daje temu niejednokrotnie wyraz w sposób dość otwarty. Tyborowski opisał Stebelskiego jako osobę skłonną do mistycyzmu oraz irracjonalnych zachowań: Znamienne jest na przykład dla Stebelskiego przekonanie, iż Polska w przyszłości będzie krajem całkowicie katolickim, państwem, które oprze się na zasadach Chrystusowych, że w przyszłości katolicy w Polsce będą mieć głos decydujący. Przekonanie to ma u niego jednakże charakter irracjonalny. Nie myśli on bowiem i nie chce myśleć jak ten porządek ma być zrealizowany. Nie oczekuje wprowadzenia jego, ani od anglosasów, ani od ustroju demokracji ludowej. Twierdzi po prostu, że sprawi to Opatrzność[41]. W 1951 roku Stebelski dostał stanowisko nauczyciela historii w szkole prowadzonej przez ojców Marianów na warszawskich Bielanach, przeznaczonej dla kandydatów do seminariów duchownych[42].


[1] W. Polesiński, W płonącym samolocie, w: S. Tworkowski, Krzyż Dowbora. Wybór opowiadań o zmaganiach Polaków w I i II wojnie światowej, Londyn 1986, s. 107-108.

[2] S. Jarmulski, Mocny Bogiem. Kapitan pilot Władysław Polesiński, opr. J. Herbich, Warszawa 2006, s. 37-39.

[3] J. Gawlina, Dziennik Biskupa Polowego Wojska Polskiego Józefa Gawliny (1937-1939) (fragmenty), opr. W. J. Wysocki, w: Kapelani wrześniowi służba duszpasterska w Wojsku Polskim w 1939 r., red. W. J. Wysocki, Warszawa 2001, s. 384.

[4] Cz. Żerosławski, Katolicka myśl o Ojczyźnie ideowopolityczne koncepcje klerykalnego podziemia 1939 – 1944, Warszawa 1987, s. 19.

[5] C. Tonini, Czas nienawiści i czas troski. Zofia Kossak-Szczucka antysemitka, która ratowała Żydów, Warszawa 2007, s. 79.

[6] S. Jarmulski, op. cit., s. 78.

[7] W. Polesiński, Nawróćmy do rycerskiej tradycji Krzyża i Miecza, w: „Polska Zbrojna”, nr. 68, 1938 r. Cyt. za: S. Jarmulski, op. cit., s. 81-82.

[8] P. Stawecki, Następcy komendanta wojsko a polityka wewnętrzna Drugiej Rzeczypospolitej w latach 1935-1939, Warszawa 1969, s. 100.

[9] Cyt. za: S. Tworkowski, op. cit., s. 120.

[10] Cyt. za: S. Jarmulski, op. cit., s. 46.

[11] P. Stawecki, op. cit., s. 100.

[12] Cyt. za: S. Podlewski, Wierni Bogu i Ojczyźnie duchowieństwo katolickie w walce o niepodległość Polski w II wojnie światowej, Warszawa 1986, s. 33.

[13] J. Gawlina, op. cit., s. 425.

[14]W. Polesiński, Tak będzie jak chce Bóg, “Krzyż I Miecz”, nr. 1, 1939, w: S. Jarmulski, op. cit., s. 110.

[15] J. A. Santucci, Theosophical Society, [w:] Dictionary of Gnosis & Western Esotericism, red. W. J. Hanegraaff, Leiden-Boston 2006, s. 1115-1120; Towarzystwo Teozoficzne, w: N. Wójtowicz, Masoneria. Mały…, s. 384-385.

[16] R. Kuliński, Pilot przed mikrofonem, w: S. Tworkowski, op. cit., s. 115-119.

[17] J. Herbich, Świadectwo przyjaciela, w: S. Jarmulski, op. cit., s. 20-21.

[18]S. Jończyk, Zofia Kossak, konspiracyjna „Weronika” [w:] Z. Kossak, W Polsce podziemnej, Warszawa 1999, s. 11.

[19] Zob. szerz. T. Krok, Antymasońska komórka Episkopatu Polski w świetle badań i dokumentów (1946–1952), Kraków-Gdańsk 2015, ss. 330.

[20] Książka Witolda Sawickiego po raz pierwszy ukazała się w 2000 r. nakładem Wydawnictwa Wers. Publikacja Domu Wydawniczego Ostoja z 2011 r. jest kolejnym przedrukiem bazującym na udostępnionym przez Wers tym samym składzie, choć ze zmienioną stroną tytułową i danymi o wydawcy (Z archiwum Ligi Narodowo-Demokratycznej Materiały z działalności w okresie 1960–1990) [dostęp 20 luty 2015 r.] https://socjocybernetyka.wordpress.com/archiwum/; W. Sawicki, Organizacje tajne w walce z Kościołem. Antykościół tajny – zarys, Krzeszowice 2011, s. 153

[21]Ibidem, s. 82.

[22] Notatka informacyjna z opracowania pod względem ewidencyjno-operacyjnym i archiwalnym akt sprawy kontrolno-śledczej nr archiwalny 4508/III z 5 lipca 1972 r. IPN BU 01251/22/Jacket, k. 2.

[23] Protokół przesłuchania J. Krasnowolskiego z dn. 7 lipca 1952 r. IPN BU 01251/22/Jacket, k. 65.

[24] Protokół przesłuchania L. Tyborowskiego z dn. 9 maja 1952 r. IPN BU 01251/21/D, k. 15–16.

[25] J. Herbich, op. cit., s. 20.

[26]„Krzyż i Miecz” z 26 kwietnia 1951 r. IPN BU 00231/95 t. 1, k. 95.

[27] Ibidem, k. 96.

[28] Ibidem.

[29]„Krzyż i Miecz” z dn. 5 sierpnia 1951 r. IPN BU 00231/95 t. 1, k. 98.

[30] Ibidem, k. 99.

[31] W. Bartoszewski, M. Komar, Środowisko naturalne, korzenie, Warszawa 2010, s. 73.

[32] „Krzyż i Miecz w okresie II wojny światowej” z dn. 5 sierpnia 1951 r. IPN BU 00231/95 t. 1, k. 101.

[33] Ibidem.

[34] Ibidem, k. 103.

[35] E. Osóbka-Morawski, Dziennik polityczny 1943–1948, Warszawa 1981, s. 180, 190.

[36]„Trust” – kryptonim największej operacji dezinformacyjno-wywiadowczej przeprowadzanej w latach 20. XX w. przez sowiecki wywiad wymierzonej przeciwko białej emigracji rosyjskiej. Polegała ona na osłabianiu wszelkich przejawów kontrrewolucji poprzez stworzenie jednego zinfiltrowanego oraz sterowalnego ośrodka i kontrolowanie go. K. Paduszek, Zajrzeć do mózgu Lenina. Wywiad II Rzeczypospolitej a postrewolucyjna Rosja, Łomianki, 2016, s. 365-366.

[37] „Stebelski Eustachy” z dn. 22 września 1950 r. IPN BU 00231/125 t. 3, k. 124.

[38] A. Petrowa-Wasilewicz, Leksykon ruchów i stowarzyszeń w Kościele, Warszawa 2000, s. 23-24.

[39] Ibidem.

[40] „Stebelski Eustachy” z dn. 22 września 1950 r. IPN BU 00231/125 t. 3, k. 124.

[41] „Stebelski Eustachy” z dn. 5 sierpnia 1951 r. IPN BU 00231/125 t. 3, k. 127-128.

[42] „Stebelski Eustachy” z dn. 18 czerwca 1951 r. IPN BU 00231/125 t. 3, k. 130.

 

Tekst ukazał się w 82/83 numerze Frondy Lux.