Szymon Doliwa: Wielka Polska jak Wielka Brytania

Wielka Polska, IV Rzeczpospolita, dobra zmiana – mocarstwowa Polska ma wiele imion. Każde zawiera w sobie jednak paraliżujący pierwiastek błędu. Idea, która jawi się jako zabezpieczenie dla bytu państwa, paradoksalnie przesądza o jego temporalności. Trwa dopóty, dopóki nie przyjdzie inny polityczny zbawca z własną wizją zbawienia narodu.

Pragnąc Polski będącej gorejącym źródłem ożywczej kultury, nie możemy opierać się na obozowych, doraźnych metodach, które zamiast budować zatroskane o los państwa, świadome swoich praw i obowiązków społeczeństwo, tworzą wyznawców idei i popychają ich przeciwko piewcom innej myśli. Fałszywa historia – mistrzyni fałszywej polityki. I nie mówię tego ja, to Józef Szujski woła zza grobu.

Wiele narodów przeżywało swój złoty wiek. Nasz też, 500 lat temu. Odkąd w 1795 roku spadliśmy ze środkowoeuropejskiego tronu, ze wszystkich sił próbujemy na niego wrócić. Problem pojawia się wtedy, gdy zaczynamy wypływać na szerokie wody Weltpolitik na naszym dziurawym pontonie. Ten grzech popełniła Sanacja, identyczny popełnia III Rzeczpospolita. Przeszkodą nie są zbyt wysokie progi, ale tatarska metoda, która przesądza o nietrwałości. Walka władzy ustawodawczej z sądowniczą, wykonawczej z ustawodawczą, szczucie jednego segmentu państwa drugim. Dodajmy do tego brak historycznej ciągłości i brak stałości światopoglądowej elit. Jak chcemy wskrzesić wielkość naszego państwa, kiedy postrzegamy je jako byt, który swój początek wziął 30 do 100 lat temu, zapominając o jego 1000-letniej historii?

Najlepszym tego przykładem jest polska polityka historyczna. W ramach ubiegłorocznej inicjatywy projektu nowego paszportu, z jaką wyszło MSW, historycy zaproponowali grafiki przedstawiające między innymi Ignacego Paderewskiego, Wojciecha Korfantego i Orlęta Lwowskie. Jak widać, pomysły odnosiły się niemal wyłącznie do postaci i wydarzeń okresu międzywojennego. Jak chcemy budować trwałe wzorce obywatelskie, jeśli opieramy je na chwilowym heroizmie jednostek, którego wybuchy rozdzielały czasy niemego oczekiwania? Wielcy Polacy będący patronami naszych ulic to niestety panteon pojedynczych punktów, rzadko ze sobą połączonych. Ogień, który bucha dużym wprawdzie płomieniem, ale z płonącego kawałka gazety. Myślimy i planujemy tylko do jutra, do końca kadencji. Państwo nie może zaś istnieć jedynie przebłyskami.

Wzorem kraju, który potrafi organicznie wykorzystywać historyczną tradycję kulturową i polityczną, powinna być dla nas Wielka Brytania. Ten prastary dąb wypuszcza coraz to nowe liście, cały czas rośnie. Brytyjska arystokracja potrafiła, kiedy było to potrzebne, wydać pokolenia żołnierzy, polityków, uczonych, artystów. W przestrzeni miejskiej taką samą pozycję mają tam Horatio Nelson, Ryszard Lwie Serce i John Lennon. Czasami śmiejemy się z Ukraińców, że mają raptem kilku średniej jakości narodowych bohaterów: Szewczenko, Bandera i Chmielnicki. Czy sami jesteśmy lepsi? Wszędzie Mickiewicz, Piłsudski, Chopin i Jan Paweł II. Naturalne, że częściej sięgamy po to, co chronologicznie jest nam bliższe, ale nie usprawiedliwia to masowego pochówku lwiej części kultury i historii. Z całym szacunkiem, ale Polska to nie tylko Chopin, Piłsudski i Pilecki. Oni zaledwie otwierają nam drzwi. Stoją najbliżej nas w panteonie polskiej sławy, ale za ich sylwetkami czają się bataliony muzyków, pisarzy, wodzów, słynnych niegdyś jednostek, o których my już nie pamiętamy.

Dla rekonkwisty polskiego państwa w obszarze historii i kultury nie tylko Brytyjczycy mogą być wzorcem. Sami możemy się nim stać – my sprzed 500 lat. Polska była wówczas na takiej samej drodze do ustrojowej unikatowości jak Wielka Brytania. Wykształcony naturalnymi drogami Sejm, pełniąca istotną rolę w życiu politycznym, militarnym i intelektualnym szlachta, wielonarodowa monarchia połączona więzami idei. Rzeczpospolitą możemy bez wahania porównywać do Wielkiej Brytanii. A współczesną Polskę? Do samej Anglii zaledwie. Na tym właśnie polega różnica. Czy Anglicy zbudowaliby swoje Imperium, gdyby na lewo i prawo forsowali ideę „Wielkiej Anglii” zamiast Wielkiej Brytanii? Ich ekspansja rozbijałaby się falami o kolejne Bannockburny, a nawet gdyby je pokonała, to czy sama Anglia byłaby w stanie wypełnić puste miejsca po podbitych narodach? Odpowiedzią na to pytanie niech będzie Irlandia.

Wbrew pozorom Rzeczpospolitą i Wielką Brytanię łączy bardzo wiele. Ich Szkocja to nasza Litwa. Ich Irlandia to nasza Ukraina. Ich Imperium to nasze Kresy. Anglicy popełniali te same błędy, tylko dobre kilka razy rzadziej. Zapłaciliśmy za to pogrzebaniem naszej narodowej idei, pogrzebaniem elit i dorobku kultury kilku wieków. Zamiast wkroczyć na stary szlak w puszczy dziejów, wciąż karczujemy ją w innym kierunku. Na oślep.