dziennik

Wojna nie ma w sobie nic z dziecka

Parafraza tytułu popularnej książki Swietłany Aleksijewicz dobrze oddaje przekaz „Dziennika czeczeńskiego Poliny Żerebcowej”, spektaklu, który w ramach obchodów 73. rocznicy zrywu 44′ można jeszcze do soboty zobaczyć w Muzeum Powstania Warszawskiego. Cóż bowiem jest odleglejszego od dziecięcej beztroski niż wojenna pożoga?

„Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” – stwierdza w tytule jednej ze swoich najpopularniejszych książek noblistka Aleksijewicz. Parafrazując tę myśl w odniesieniu do „Dziennika czeczeńskiego Poliny Żerebcowej” w reżyserii Iwana Wyrypajewa, równie daleko wojennej zawierusze jest do tego, co dziecięce – bo niby jak pogodzić beztroską zabawę na podwórku ze świstającymi koło ucha pociskami?

Wielu znakomitych reportażystów i dziennikarzy opisywało już piekło wojny. Jednak relacja z poziomu uczestnika czy ofiary zawsze będzie bogatsza od najwierniejszego sprawozdania zewnętrznego obserwatora o walor czystej autentyczności. O wspomnieniach Poliny Żerebcowej (które w przyszłym roku ukażą się w Polsce pod tytułem „Mrówka w słoiku”) mówi się, że pochodzą z samego jądra ciemności wojny – autorka ma 9 lat, gdy na jej rodzinne miasto Grozny spadają pierwsze bomby. Przez kolejnych 10 zapisuje swoje obserwacje w szkolnych zeszytach, które z czasem stają się podwójną opowieścią – o piekle wojny i wchodzeniu w dorosłość kobiety, która mając rosyjskie korzenie, w oblężonej Czeczenii, musi liczyć się ze szczególnym niebezpieczeństwem. Nawet rówieśnicy nie uważają jej za „swoją” i nazywają „Ruską”, choć to właśnie z rąk Rosjan jako 14-latka zostaje ciężko ranna.

Nazywana niekiedy „rosyjską Anne Frank” Żerebcowa opisuje dorastanie w oblężonej Czeczenii ze szczerością dziecka, które widzi rzeczywistość taką, jaka jest, bez nałożonych przez życiowy bagaż filtrów. To dlatego podczas bombardowania dziwi się, gdy jej matka wieszczy śmierć („ale ja przecież mam dopiero 9 lat!”) i zapamiętuje, gdy ukochana babcia podczas nalotu wroga na mieszkanie, wychodzi na pokryte grubą warstwą śniegu podwórko w samych kapciach. Dokładnie pamięta również moment, w którym obserwując poharatane zwłoki rosyjskiego czołgisty, pierwszy raz w życiu widzi, że ludzka kość rzeczywiście jest koloru białego. Dzieci zauważają szczegóły, a to właśnie one budują realizm, czasem trudny do przyjęcia dla kogoś, kto wojnę zna jedynie z książek czy medialnych doniesień.

W spektaklu w roli głównej (i właściwie jedynej, nie licząc akompaniującej na klawiszach dziewczynki) występuje Andrzej Seweryn. Nie ma tu rozbudowanej scenografii czy ekipy aktorów, którzy odgrywaliby poszczególne scenki z pamiętnika bohaterki. Jest tylko czysta narracja, która w interpretacji Seweryna pozwala oderwać się od „tu i teraz” i powędrować myślami nad zbombardowany Grozny, by dać się poprowadzić za rękę sympatycznej dziewięciolatce. Bez zbędnej pompatyczności, moralnych ocen, a czasem nawet z dużą dozą humoru, Żerebcowa zabiera nas w świat, który choć przeraża, pozwala zmierzyć się z własnym człowieczeństwem.

Można by zadać całkiem sensowne pytanie o to, dlaczego władze Muzeum Powstania Warszawskiego, mając do dyspozycji tak bogate wspomnienia uczestników sierpniowego zrywu, postawiły w tym roku na opowieść o gehennie wojen czeczeńskich. Wystarczy jednak zagłębić się w fabułę spektaklu, by zrozumieć, że wojna, a już na pewno ludzkie cierpienie, wszędzie wyglądają podobnie. Czy to w zrównanej z ziemią Warszawie, zbombardowanym Groznym, czy wreszcie wypełnionym płaczem syryjskich sierot Aleppo.

..

Spektakl można zobaczyć jeszcze od czwartku do soboty w Sali pod Liberatorem w Muzeum Powstania Warszawskiego. Bilety w cenie 20 zł do nabycia na stronie www.bilety.1944.pl, a także w kasie Muzeum.

Magdalena Jakoniuk,

Gazeta Polska Codziennie