mateo

Wolność jest w podziemiu

Niedobitki z SLD ostatnio składały kwiaty, czcząc pamięć o manifeście PKWN. Znacznie większa liczba osób bawi się na obchodach rocznicy Powstania Warszawskiego. Jest lato. W wakacje Polacy nie tylko wypoczywają.

22 lipca. Część starszego pokolenia z rozrzewnieniem wspomina dawne czasy, kiedy to w piękne lipcowe dni były parady, kiełbaski i odświętna atmosfera. To święto było dowodem wysokiej skuteczności peerelowskiej polityki historycznej zbudowanej wokół manifestu PKWN. Nawet ci, którzy narzekali na komunistyczne władze i zdawali sobie sprawę z jej niegodziwości, ulegali temu fałszywemu mitowi nowej Polski, która miała zapewnić tzw. szerokim masom awans społeczny.

Na nic argumentacja, że w przedwojennej Polsce był większy niż w PRL-u odsetek studentów chłopskich. Że komunistyczna Polska nie była gospodarczym eldorado i że zupełnie inny ustrój polityczny i ekonomiczny zapewniłby bardziej dynamiczny rozwój kraju. Że wreszcie w Europie po prostu nie wypada, by prawie czterdziestomilionowy naród był skolonizowany przez azjatycką swołocz. Na nic to, bo PRL dopuścił nieoficjalnie narrację: komunizm może i nie jest doskonały, ale dał wielu milionom ludzi niepowtarzalną szansę awansu. To jest prawdziwe zwycięstwo PRL-u, PKWN-u i 22 lipca.

Drugim elementem tej narracji jest wpojenie ludziom przekonania, że ten system społecznego awansu został umożliwiony przez wejście w system zależności od obcego mocarstwa. A więc może brzydko i niedobrze, że jesteśmy zależni od ZSRS, że nasi przywódcy jeżdżą do Moskwy po wskazówki, ale przecież dziadek był fryzjerem, a ja jestem nauczycielem, dziadek ciągnął pług, a ja mogę konstruować mosty. Ci, którzy przed wojną to robili, leżą gdzieś w katyńskim piachu, a ja dostałem szansę, niepowtarzalną i niepodważalną. Dowód empiryczny: dziadek nie potrafił pisać, a ja już czytam „Trybunę Ludu”.

Poczucie winy? Gdzieś tkwi w podświadomości i znajduje kompensację w niedozwolonej oficjalnie atencji do przedwojennej symboliki. Zadziwiające jest np., jak chętnie wojskowe elity PRL-u nawiązywały do przedwojennych krojów mundurów. Szukały moralnej legitymizacji własnej postawy.

Bo PRL, jeśli chodzi o narrację historyczną, trwał o wiele dłużej niż sam system, ba, on w jakimś stopniu trwa i teraz. Jeśli ma wroga, to póki co jest on jeden i osiągnął już znaczne sukcesy. Nie ma bowiem większego przekleństwa dla mitu 22 lipca niż kultywowanie pamięci 1 sierpnia. Nie ma nic bardziej kontrrewolucyjnego od Powstania Warszawskiego. Pamięć o tym wydarzeniu już sama w sobie jest kontrrewolucyjna i demitologizująca.

Mateusz Matyszkowicz

Tekst został pierwotnie opublikowany w „Gazecie Polskiej Codziennie” w 2012 r.