wychowanie

Wychowanie – intuicja czy strategia?

Czy odpowiedzią na współczesny kryzys wychowania jest powrót do starych, sprawdzonych wzorców w tej dziedzinie? Czy wystarczy intuicja i zdrowy rozsądek rodziców, aby byli oni w stanie rozwiązać wszystkie napotkane problemy? A może potrzeba dziś nowego podejścia, które nie będzie stanowiło zwykłej kopii dawnych rozwiązań, ale dostosowanie sprawdzających się od lat zasad wychowania do wymogów współczesności?

Stephen Covey, znany autorytet z dziedziny zarządzania i efektywności osobistej, w książce „7 nawyków szczęśliwej rodziny” porównuje obrazowo wychowanie dzieci do lotu samolotem, który ciągle zmierza do jasno określonego celu, nawet jeśli trudne warunki pogodowe zmuszają go czasami do zboczenia z trasy.

Co się zmieniło?

Kiedy dzisiejsi rodzice spotykają się z różnymi formami edukacji, które mają pomóc im w wychowaniu dzieci, często zadają sobie pytanie: czy to wszystko naprawdę jest potrzebne? Przecież nasi rodzice i dziadkowie doskonale sobie bez tego radzili. Przecież nie mieli żadnego specjalnego przygotowania, nie kończyli kursów, w większości przypadków nie czytali nawet książek na te tematy, a jednak potrafili – na ogół – swoje dzieci dobrze wychować. Nietrudno jednak zauważyć, że środowisko, w jakim odbywało się wychowanie kilkadziesiąt lat temu, było diametralnie różne do współczesnego.

Cała kultura otaczająca człowieka była, przynajmniej w cywilizacji chrześcijańskiej, prorodzinna. Rodziny spędzały ze sobą – intuicja czy strategia? nieporównanie więcej czasu, matki rzadko podejmowały pracę poza domem, poświęcając się całkowicie pielęgnowaniu ogniska domowego, a negatywne zachowania, które szkodziły rodzinie, spotykały się z powszechnym odrzuceniem.

Dzisiaj świat przeszedł zmiany, które w ogromnym stopniu odbijają się na rodzinie. Rodzice – bardzo często oboje – istotną część dnia spędzają poza domem, przez co nie mają czasu ani dla siebie nawzajem, ani dla dzieci. Także dzieci długo pozostają poza domem – w przedszkolu, szkole, na zajęciach dodatkowych – a kiedy wracają, ogromną część czasu poświęcają na korzystanie z medialnych rozrywek – telewizji i komputera, które zamiast życia rodzinnego promują indywidualizm.

Na dodatek niemal cała otaczająca kultura, która oddziałuje dziś na dzieci silniej niż kiedykolwiek, promuje wartości nie służące ani rodzinie, ani samemu człowiekowi. Jaki bowiem przekaz odczytuje z mediów młody człowiek? „Myśl na pierwszym miejscu o sobie”. „Zaspokajaj swoje zachcianki najszybciej jak to możliwe”. „Nikt nie ma prawa ci narzucać, jak masz postępować”, itd.

Wiele znanych osobistości show-biznesu, przedstawianych przez media jako autorytety od wszystkiego, daje świadectwo – swoimi wypowiedziami i życiem – że rodzina jest ważna, ale… tylko tak długo, jak pozwala mi realizować moje marzenia i potrzeby – jeśli pojawiają się trudności, najlepszym rozwiązaniem jest rozstanie i „nowa miłość”. I wreszcie struktura rodzinna zmieniła się zasadniczo.

Zamiast licznych, często wielopokoleniowych rodzin, mieszkających blisko rodziców, dziadków i krewnych, rodzice są dziś często pozostawieni sami sobie, z dala od krewnych i znajomych. Z tego też powodu świetnie funkcjonujący wcześniej system przekazywania wartości i doświadczeń między pokoleniami, dziś praktycznie nie działa. Tym bardziej że dziadkowie, jeśli już mają realny wpływ na wychowanie swoich wnuków, próbują często albo bezrefleksyjnie je rozpieszczać, albo stosować stare rozwiązania wychowawcze, które okazują się chybione.

Mimo tych dramatycznych zmian kulturowych bardzo wielu rodziców nadal próbuje dziś wychowywać swoje dzieci, opierając się wyłącznie na własnej intuicji. Kiedy rozmawiamy na temat edukacji i rozwoju rodziców, dość często słyszymy stwierdzenie: „Nikt mi nie będzie mówił, jak wychowywać moje dzieci”.

Stwierdzenie to jest nawet w pewnym sensie słuszne, bowiem pierwszymi i najważniejszymi wychowawcami są zawsze rodzice i z tego względu nikt nie powinien narzucać im sposobu wychowywania własnych dzieci. Nie oznacza to jednak, że nie powinni oni korzystać z wiedzy specjalistów i przede wszystkim z doświadczeń innych rodziców, aby potem świadomie wybierać rozwiązania, jakie uznają za najlepsze dla swojej rodziny.

Co to znaczy wychowywać?

Czym jest zatem wychowanie dzisiaj? Profesor Fernando Corominas, prezes Europejskiego Instytutu Badań Edukacyjnych, który od ponad trzydziestu lat prowadzi badania w dziedzinie wychowania w rodzinie, redaktor naczelny wydawanej także w Polsce serii książek „Budować rodzinę”, pisze tak: „Wychowanie jest nauką i sztuką; sztuką, ponieważ nie posiada ścisłych reguł i każdy przypadek jest inny, każda sytuacja jedyna w swoim rodzaju, bo każda osoba jest niepowtarzalna. Jednocześnie jednak jest nauką, i jako taką trzeba ją poznać, zgłębić i poświęcić temu czas i wysiłek. Nie jest to wiedza wrodzona, a w dzisiejszych czasach doświadczenie w dziedzinie wychowania przejęte od naszych rodziców nie jest wystarczające, a nawet –ośmieliłbym się powiedzieć – często przynosi przeciwny wprost skutek”1 .

Tak więc intuicja w wychowaniu okazuje się narzędziem dość zawodnym. Dobrym przykładem może być decydowanie o tym, w jakim wieku dziecka zająć się konkretnymi aspektami jego rozwoju. Wielu rodziców uważa, że jest w stanie samodzielnie odgadnąć, w jakim wieku ich dziecko będzie zdolne np. nauczyć się wiązać buty, sprzątać w swoim pokoju czy też modlić się i być posłuszne.

Najbardziej zaniedbywanym elementem okazuje się kształtowanie woli i charakteru dziecka, na które składają się określone sprawności, zwane tradycyjnie cnotami.

Tymczasem wielu autorów wskazuje na fakt, że najlepszy czas na wykształcenie wielu umiejętności przypada znacznie wcześniej niż rodzice przypuszczają. Określają to bowiem tzw. okresy sensytywne, czyli okresy szczególnej wrażliwości dziecka do rozwinięcia danej umiejętności.

I tak np. okazuje się, że najlepszy okres do nauczenia się przez dziecko porządku kończy się (sic!) w piątym roku życia, a miłości do Boga poprzez przykład rodziców w szóstym roku życia, podczas gdy rodzice zabierają się najczęściej za jedno i za drugie w sposób świadomy o wiele później (jeśli w ogóle). Oznacza to, że w celu uzyskania takiego samego efektu muszą włożyć o wiele więcej wysiłku. Dość rzadko rodzice uświadamiają sobie, że najintensywniejsze okresy wychowania to okresy 0-3 i potem 4-6 rok życia (które jeden z twórców Akademii Familijnej, Raphael Pich, określał jako złoty i srebrny okres wychowania), a w wieku 12 lat kończy się 80 proc. okresów sensytywnych1, czyli wykształcenie większości cech dziecka, których nie zdążyło ono do tego czasu nabyć, staje się o wiele trudniejsze (choć na szczęście nie niemożliwe).

Nie chodzi tu w żadnym razie o wpisywanie się w wyścig szczurów, zgodnie z którym szczęście naszego dziecka równoznaczne jest z jego wynikami dydaktycznymi i pewnym zespołem umiejętności praktycznych, w związku z czym: im wcześniej „napakujemy” go odpowiednią liczbą zajęć sportowych, kółek zainteresowań, nauki języków itp. – tym większe szczęście on osiągnie. Mówimy tutaj o całościowym i harmonijnym rozwoju człowieka, przebiegającym według określonych reguł, których rodzice – kierując się intuicją – nie zawsze są w stanie zaplanować.

Całościowa wizja wychowania

Powróćmy zatem do pytania: czym jest wychowanie? Czy jest tylko przekazywaniem wiedzy i umiejętności praktycznych? Czy może jest podobne do tresury? A może chodzi o przestrzeganie zasad savoir-vivre’u? Z pewnością każdy rodzic pragnie szczęścia swoich dzieci. Jeśli więc dobre wychowanie ma umożliwić osiągnięcie tego celu, to nietrudno zauważyć, że musi ono spełnić znacznie więcej warunków, by było skuteczne i kompletne.

Cóż bowiem z tego, że chłopiec czy dziewczynka świetnie opanuje w okresie dzieciństwa i młodości trzy języki obce, jazdę konno, pływanie, grę w tenisa itp., co z tego, że świetnie zda maturę i ukończy prestiżową uczelnię, jeśli w życiu dorosłym będzie człowiekiem nieuczciwym, zgorzkniałym, niezdolnym szanować i kochać innych, a więc w ostateczności – nieszczęśliwym, nawet jeśli to nieszczęście będzie ukryte pod pozorami powodzenia zawodowego i finansowego.

Jeśli więc wychowanie ma być skuteczne, musi uwzględniać całego człowieka, we wszystkich jego wymiarach, a więc nie tylko rozum i ciało, ale także sferę duchową, uczucia i wolę. Tymczasem współcześni rodzice dość rzadko dostrzegają tę szerszą perspektywę i cały swój wysiłek wkładają w rozwój sfery rozumu (intelektualnej) i ewentualnie ciała, zaniedbując poważnie pozostałe obszary.

Wynika to nie tylko z ich osobistego pojmowania kwestii sukcesu życiowego, choć czasami z pewnością tak jest – jeśli rodzice uważają, że najważniejsze w życiu jest mieć prestiżową, dobrze płatną pracę oraz być zdrowym – to prawdopodobnie przekażą swemu potomstwu dokładnie takie samo nastawienie. Jednak w wielu przypadkach rodzice mają inną perspektywę – cenią pracowitość, uczciwość, dobre relacje z innymi, a mimo to presja otoczenia oraz brak refleksji nad istotą wychowania prowadzą do tego, że faktyczny sposób wychowywania ich dzieci zupełnie odbiega od tego, co oni sami uznają za istotne.

Kluczowym, a jednocześnie najbardziej zaniedbywanym elementem okazuje się kształtowanie woli i charakteru dziecka, na które składają się określone sprawności, zwane tradycyjnie cnotami. Pod tym względem trudno mówić o jakimkolwiek postępie czy zmianie – bowiem sam człowiek, jego natura się nie zmieniają – zmieniają się tylko narzędzia, które mogą pomóc osiągnąć określone efekty.

O znaczeniu, a jednocześnie zaniedbywaniu wychowania w cnotach pisał m.in. wybitny polski pedagog z I połowy XX wieku o. Jacek Woroniecki OP: „Pedagogika jako nauka o wychowaniu winna uważać za główne swoje zadanie poznanie procesu nabierania nawyków czy też sprawności, a to zarówno dodatnich (cnót), które należy zaszczepiać, jak i ujemnych (wad), z którymi należy walczyć. (…) Pedagogika ostatniego okresu coraz bardziej zdaje sobie sprawę, że centralnym jej zagadnieniem jest nawykanie do dobrego, i jest to niewątpliwie bardzo pocieszającym objawem, wobec zapomnienia, w jakim się to zagadnienie znajdowało w ostatnich wiekach”1 .

Tak więc cel jest bardzo ambitny – harmonijne uformowanie osoby ludzkiej we wszystkich jej wymiarach – a jednocześnie otoczenie stało się niesprzyjające i dawne rozwiązania straciły swą aktualność. Posługiwanie się intuicją wydaje się dziś rozwiązaniem mało efektywnym, nawet jeśli kiedyś działało nieźle: „Nasi rodzice wychowywali nas, kierując się intuicją, instynktem, jak powiedzielibyśmy dzisiaj, i ta formuła była w swoim czasie skuteczna, chociaż dziś moglibyśmy uznać ją za ryzykowną”1 . Dlatego też jedynym sposobem, aby to zadanie zrealizować, jest podejście do niego w sposób planowy, projektowy, wręcz strategiczny.

Wychowanie jako strategia

 James Stenson, wybitny pedagog amerykański, opisuje to podejście strategiczne następująco: „Nie ma ważniejszego zadania niż efektywne wychowanie dzieci, kierowanie nimi, by stały się kompetentnymi odpowiedzialnymi osobami, które z zaangażowaniem żyją zgodnie z chrześcijańskimi zasadami. Tak jak każde inne wielkie przedsięwzięcie, zadanie to wymaga poważnego i długofalowego planowania i wizji, którą możemy określić jako myślenie strategiczne.
Problem polega jednak na tym, że większość rodziców jest dzisiaj ogromnie zajętych codziennymi szczegółami życia rodzinnego. Nie jest łatwo myśleć długofalowo, podjąć refleksję nad naprawdę istotnymi pytaniami z życia rodzinnego: Dokąd zmierzamy? Na jakich ludzi mamy nadzieję wychować nasze dzieci?”1 .

Podobnie definiuje to znany autorytet z dziedziny zarządzania i efektywności osobistej, Stephen Covey, który w książce 7 nawyków szczęśliwej rodziny porównuje obrazowo wychowanie dzieci do lotu samolotem, który ciągle zmierza do jasno określonego celu, nawet jeśli trudne warunki pogodowe zmuszają go czasami do zboczenia z trasy.

Czy rodzice są w stanie samodzielnie taką strategię stworzyć i ją konsekwentnie realizować, zwłaszcza biorąc pod uwagę bardzo niesprzyjające otoczenie? Wydaje się to dziś coraz trudniejsze, jeśli nie wręcz niemożliwe. Tak więc powstaje potrzeba ich poważnego zaangażowania w inicjatywy edukacyjne, które mogą im pomóc w realizacji tego zadania. Nie chodzi tu o formy czysto akademickie, bo kluczem nie jest sama wiedza, lecz połączenie wiedzy z praktycznymi umiejętnościami jej zastosowania, z możliwością skonfrontowania własnych doświadczeń z doświadczeniami innych rodziców. Na szczęście świadomość tego faktu jest wśród rodziców coraz większa, coraz większa jest też oferta tego typu rodzicielskiej edukacji.

Potrzeba też dobrych publikacji, które pokażą rodzicom, jak w praktyczny sposób skutecznie wychowywać swoje dzieci, mając jednocześnie przed sobą jasny obraz celu, jaki chcemy osiągnąć – na szczęście tutaj też jest coraz lepiej. Przede wszystkim potrzeba jednak przełamania poczucia niemożności oraz woli działania, a także więcej optymizmu i wiary rodziców w to, że choć dzisiejsze wychowanie jest znacznie trudniejsze niż kiedyś, to nadal możliwe jest robienie tego w sposób skuteczny, tzn. taki, który da szansę na szczęśliwe życie następnych pokoleń. █

 Janusz Wardak
Tekst pochodzi z kwartalnika „Fronda Lux”, nr 54.

11 F. Corominas, Wychowywać dziś, tłum. K. Radzikowska, Warszawa-Ząbki 2006, s. 12.

1 2 Tamże, s. 163.

1 3 J. Woroniecki OP, W szkole wychowania, Lublin 2008.

1 4 F. Corominas, dz. cyt., s. 12

1 5 J. Stenson, Upbringing, Scepter Publishers 1991, s. 9.